Wyczerpany psychicznie
Alphonso Davies przechodzi bardzo trudny okres, a absencja w pierwszym meczu domowych MŚ może być jego najmniejszym problemem.
Nie da się ukryć, że w ostatnim czasie gwiazdor kanadyjskiej reprezentacji stracił grunt po nogami.... Fot. Marty Jean-Louis/SIPA USA / Press Focus
KANADA
Mówisz Kanada, myślisz Davies. Tak to wygląda od jakiegoś czasu, bo współgospodarz mistrzostw świata nie ma w kadrze lepszego zawodnika. Chociaż nie wiadomo, czy słowo „ma” nie należy zamienić na „miał”. 25-latek o liberyjskim rodowodzie od ponad roku jest trapiony kontuzjami i na pewno nie zagra dziś z Bośnią i Hercegowiną.
Spięcie klubu z federacją
Ba, nie ma wcale pewności, że zobaczymy Alphonso Daviesa w fazie grupowej, a jako że Kanadyjczycy do piłkarskich potęg nie należą, może go całkowicie zabraknąć na domowym mundialu! W czwartek pojawiła się informacja, że zawodnik Bayernu Monachium trenuje już z piłką i choć zapewne proces jego rekonwalescencji mógłby zostać przyspieszony, nikt nie chce przesadzić, tym bardziej że nawracające kontuzje to symbol szybkonogiego gracza od marca zeszłego roku.
Wtedy to zaliczył ostatni występ w reprezentacji Kanady. Szybko go jednak zakończył, gdy w meczu o trzecie miejsce w Lidze Narodów CONCACAF przeciwko USA zerwał więzadło krzyżowe. – Cała noga od kolana do kostki była odrętwiała. Tarzałem się z bólu. Nie mogłem się ruszyć – wspominał. Doszło wtedy do spięcia między kanadyjską federacją a agentem piłkarza i Bayernem, którzy zarzucali jej zaniedbania i dopuszczenie Daviesa do gry z już odczuwalną kontuzją. Szefostwo spod znaku klonowego liścia rzecz jasna zaprzeczyło. Najważniejsze było jednak to, że Davies wypadł na długo. Do treningów wrócił z końcem października, a do gry – w połowie grudnia. Ale to nie był koniec problemów. Rok 2026 zaczął... od pospolitego rozchorowania się. Na przełomie lutego i marca miał drobne problemy z włóknem mięśniowym, a gdy 10 marca wszedł z ławki w pamiętnym meczu z Atalantą w Bergamo (6:1), to nie dograł go – mięsień dwugłowy uda. Znowu przerwa, znowu postawienie na nogi, znowu powrót i... znowu przeciążenie „dwójki”, tym razem w rewanżu z PSG, w samej końcówce sezonu.
W dołku
Efekt tego wszystkiego był taki, że z 55 spotkań Bayernu w minionym sezonie Davies zaliczył 23, ale zdecydowaną większość z ławki, przez co nie uzbierało mu się nawet 900 minut, a zespół większość sezonu grał bez nominalnego lewego obrońcy. – Nie ma sensu niczego przyspieszać. Będę kontynuować rehabilitację. Pierwszy mecz MŚ jest ważny, ale odpowiednia regeneracja to podstawa – mówił Alphonso Davies. – Psychicznie te kontuzje mnie wyczerpały. Wpadłem w dołek. Zacząłem w siebie wątpić, ale miałem czas, przemyślałem to wszystko, dlaczego to robię i jak ważne jest to dla mnie. Ostatnia kontuzja była bardzo emocjonalna. Czułem się dobrze, wróciłem i... znowu coś się stało. To był bardzo trudny czas – zdradził zawodnik.
A miał być Real...
Na początku zeszłego roku Davies był bohaterem małej sagi transferowej. Trwały negocjacje kontraktowe. Strona piłkarza chciała solidną podwyżkę, która usytuowałaby go w bawarskiej czołówce. Bayern jest jednak w tym kontekście bardzo restrykcyjny, rozmowy były trudne, przeciągały się, a wszystko obserwował Real Madryt, który mógł ściągnąć Kanadyjczyka po wygaśnięciu jego kontraktu latem 2025. Wydawało się, że tak się stanie, ale ostatecznie Davies podpisał nową umowę z Niemcami (do 2030). Teraz zaś... Monachijczycy dokładnie go obserwują, śledzą wszystkie mundialowe doniesienia. Kolejne kontuzje mogą być gwoździem do jego trumny, bo w Bayernie rośnie grono osób, które sprzedałoby 25-latka – jeśli nie teraz, to za rok.
A w międzyczasie mistrzowie Bundesligi dopinają transfer lewego obrońcy reprezentacji Niemiec. Za niecałe 65 mln euro (już z bonusami) biorą z Eintrachtu Frankfurt trzy lata młodszego Nathaniela Browna. Co będzie z Daviesem?
Piotr Tubacki
