Wychodzimy ze strefy komfortu
Rozmowa z Rafałem Górakiem, trenerem GKS-u Katowice
Szkoleniowiec GieKSy czuje dumę, gdy myśli o zbliżających się meczach w europejskich pucharach. Fot. Kasia Dzierzyńska / Press Focus
Podczas obozu przygotowawczego rozegraliście już dwa sparingi, oba w niesprzyjających warunkach atmosferycznych, w niedzielę niemal w ekstremalnym upale. Jak przygotowuje się zespół do takiego spotkania?
– Skracamy rozgrzewkę, ale niewiele – chodzi o cztery minuty. Taki mecz, w takich warunkach, może przyjść. Wyobraźmy sobie, że jedziemy do Splitu, gdzie przecież gra się w czasie wielkiego upału. A od godziny 20 wcale nie jest zimnej! Wieczorami nie ma dużego komfortu. Trzeba być więc na to przygotowanym i nie ma co narzekać. Najgorzej byłoby, gdyby mecz sparingowy nie mógł się odbyć. To byłby problem! Upał wcale nie jest problemem. Zagraliśmy z Arką pełne spotkanie, nie było ulewy, która by nam przeszkodziła. Wysiłek oczywiście jest ekstremalny, ale moi zawodnicy są do tego przygotowani, szczególnie że każdy zagrał po 45 minut.
W danym momencie okresu przygotowawczego chcemy doprowadzić do tego, żeby zawodnicy wychodzili ze strefy komfortu. Chodzi o to, że praca piłkarza wydaje się przyjemna, ale są momenty, kiedy trzeba podkręcić tempo, zrobić więcej. Po meczu z Arką zaplanowaliśmy biegi tempowe, które miały wyrównać obciążenia. To jest właśnie wyjście z komfortu. Stąd też nasze tradycyjne wejście na Klimczok, weszliśmy na szczyt w bardzo dobrym tempie.
Szukam rzeczy, które sprawią, że zespół wyjdzie ze strefy komfortu. A w sparingu z Arką upał mi w tym trochę pomógł – gra przy takiej temperaturze nie jest komfortowa. Jestem zadowolony z piłkarzy, bo widziałem, że bardzo chcieli i dobrze radzili sobie z upałem, choć pot lał się strumieniami!
GieKSa jest na obozie w Opalenicy. To jest dla pana wyjątkowe miejsce? To tutaj spędziliście przecież obóz zimowy bezpośrednio przed awansem do ekstraklasy.
– Tak, to wyjątkowe miejsce. Dobrze je już poznałem, uwielbiam je. W lecie są tutaj wybitne warunki do gry w piłkę. Można grać sparingi z innymi zespołami, można się przyjrzeć rywalom. Ponadto bardzo dobrze nas tutaj żywią, świetnie się nami opiekują, a pokoje – co jest ważne przy upale – są klimatyzowane.
Za niecały miesiąc zagracie pierwszy mecz w eliminacjach do europejskich pucharów. Czuje pan, że motywacja podczas obozu przygotowawczego jest przez to jeszcze większa?
– Jest to rzecz wyjątkowa. Jesteśmy w momencie, w którym możemy czuć dumę. I ona nas rozpiera. I nie chodzi o to, że jesteśmy próżni, zachłyśnięci tym, że jesteśmy pucharowiczami. Ciąży na nas odpowiedzialność. Katowice ostatnio rozkochały się w piłce. Mamy za sobą naszych fanów. A teraz w europejskich pucharach oglądać nas będą nie tylko Katowice, ale cała Polska. Mam nadzieję, że wszyscy będą nam kibicować. To napawa nas dumą i entuzjazmem!
GKS sprowadził tego lata dwóch bramkarzy, Gabriela Kobylaka i Macieja Kikolskiego. Rafał Strączek jest w trakcie rehabilitacji po operacji barku. Gdy jednak się wyleczy, będzie miał pan trzech dobrych golkiperów i każdy z nich będzie chciał grać w pierwszym składzie. Jak zarządzać tą grupą?
– W takich sytuacjach biorę pod uwagę dwa aspekty. Jeden – zawodnicy. Zawsze się o nich troszczę. Drugi to klub. I zawsze będę martwił się bardziej o klub niż o zawodników i o siebie samego. Ważne było dla mnie zabezpieczenie przy kontuzji Rafała. Będzie on pauzował najbliższą rundą. Oby wrócił jak najszybciej, ale przy kontuzji barku nie można się spieszyć. Każdy z zawodników, który do nas przyszedł, został dokładnie poinformowany o tym, jak będzie wyglądała gra w GieKSie. Z każdym z nich byłem szczery, powiedziałem, czego może się spodziewać. GieKSa musi się przede wszystkim rozwijać jako klub. Musi mieć dobrych bramkarzy, zespół musi być zabezpieczony na wszystkich pozycjach.
Ogólnie jesteście chwaleni za dotychczasowe transfery…
– To prawda, ale słowa muszą bronić się na boisku. To olbrzymia zasługa dyrektora Dawida Dubasa, że mamy takie transfery przychodzące. Jestem jednak też zadowolony z tego, że zawodnicy, którzy zostali poinformowani, że nie mogą liczyć na regularne występy, już znaleźli inne kluby, są zabezpieczeni. Ci piłkarze, którzy do nas przyszli, wnoszą wartość do zespołu, którą muszą udowodnić. Kadra z roku na rok jest coraz silniejsza.
Ważne też było to, że w miarę wcześnie udało się przedłużyć kontrakty z kluczowymi zawodnikami?
– Tak, dobrze, że to też jest doceniane, że zauważa się, że nasza praca to nie tylko ściąganie nowych zawodników, ale też przedłużanie kontraktów z tymi, którzy już w drużynie byli. To też jest praca transferowa, nasza strategia. Z dyrektorem sportowym staramy się myśleć rozwojowo. W klubie pracujemy długo i możemy sobie pozwolić na taką strategię. To mi się podoba, bo wiem, że GieKSa jest zabezpieczona. Zawsze chodziło nam o to, aby w tej drużynie postawić na ludzi, którzy będą czuli, że pozostaną w Katowicach na trochę dłużej niż tylko na moment. Dzięki takiej strategii drużyna jest mocno zbudowana. To jest nasza siła – każdy wie, że reprezentuje GKS Katowice.
Rozmawiał Kacper Janoszka
