Wychodziliśmy już z takich kryzysów
Rozmowa z Tomaszem Stefankiewiczem, dyrektorem sportowym Polonii Bytom
Jakub Arak i pozostali piłkarze Polonii po dwóch meczach dźwigają na plecach spory balast... Fot. Sebastian Sienkiewicz / Press Focus
Beniaminek słabo rozpoczął rozgrywki po zimowej przerwie. Porażka 2:3 z ŁKS-em przy prowadzeniu 2:0 była koszmarem, ta 1:3 w Rzeszowie zaskakująca rozmiarem i przebiegiem. Gdzie leży największy problem Polonii?
- Gołe statystyki i raporty z meczów pokazują, że wszystko jest OK, że odbieramy piłkę, że jesteśmy intensywni, że prowadzimy grę, że stwarzamy sytuacje. Niestety, efekt jest taki, że po dwóch meczach mamy zero punktów. To daje do myślenia, mamy swoje wnioski.
Sprowadzając sprawę do banału, piłka to gra błędów. Jakie są grzechy główne piłkarzy z Bytomia?
- Popełniamy indywidualne błędy w zabezpieczeniu bramki. Paradoksalnie rywale stwarzają sobie mniej szans bramkowych niż w ostatnich meczach tamtej rundy - na przykład Stal Mielec miała z nami większy współczynnik oczekiwanych goli, tzw. xG, niż ŁKS i Stal Rzeszów łącznie. Wygraliśmy 4:1. Teraz na 8 szans rywale wbili nam sześć goli. Martwi nas to. Jesteśmy w stanie zrozumieć błąd techniczny, nieczyste trafienie w piłkę czy uchylenie się przed strzałem i brak bloku, jak przy pierwszym golu dla Stali. Ale brak zamknięcia strefy tuż przed bramką, co zdarzyło się w obu meczach, jest niewytłumaczalny i nie może się powtarzać, bo to wbrew naszym zasadom. Musimy teraz wywrzeć na zawodnikach i na sztabie zdrową presję.
Atak też pozostawia chyba do życzenia - w Rzeszowie Kamil Wojtyra trafił dopiero w doliczonym czasie gdy już było „pozamiatane”…
- Jasne, w ofensywie musimy dołożyć jakości. Warunki były, jakie były, ale Stal potrafiła trzy razy trafić do naszej bramki. Nam zabrakło finalizacji. Może nie stworzyliśmy jakichś przekonujących okazji, ale kilka razy nasze strzały zostały zablokowane. Trener Patryk Czubak wprowadził pewne zmiany w ofensywie, zespół uczył się ich w pierwszych tygodniach. Faza budowania akcji wygląda dobrze, jest tempo gry, ale problemy pojawiają się w trzeciej tercji, w timingu, ustawieniu, w jakości wykończenia. Jak wrócimy do jesiennego meczu ze Stalą Rzeszów, przegranego 0:1, to mieliśmy problem z kreowaniem sytuacji nawet w jedenastu na dziesięciu przeciwników. Martwiliśmy się tym, ale wyszliśmy z tego obronną ręką, zaczęliśmy trafiać.
Okienko transferowe wciąż trwa, czy planujecie jeszcze jakieś wzmocnienia?
- Wiele wskazuje na to, że kadra pozostanie zamknięta. W grę wchodzi co najwyżej jeden ruch.
No właśnie, ci bardziej niecierpliwi fani Polonii sugerują, że zespół nie walczy o awans, bo prezes Sławomir Kamiński uczciwie przyznał - m.in. w wywiadzie dla „Sportu” - że klub na kilku polach nie jest gotowy na ekstraklasę. O co Polonia gra wiosną?
- Mamy swoje ambicje, chcemy wygrać każde najbliższe spotkanie, sprawiać frajdę kibicom. Nikt z nas, przystępując do meczu, nie zastanawia się, czy infrastruktura klubu i jego finanse pozwalają awansować. W każdym meczu gramy o zwycięstwo - tak było jesienią, tak jest i teraz. Nie porównujemy się z innymi, staramy się robić swoje na każdym polu – począwszy od sportowego, a skończywszy na kwestiach organizacyjnych. Dlatego jesteśmy niesamowicie wściekli za to, co się wydarzyło w pierwszych meczach roku. Daleki jednak jestem od myślenia, że czegokolwiek na boisku nie możemy. My niczego nie musimy, na pewno możemy.
Myślę sobie, że insynuacje, że sportowiec nie chce wygrać meczu, pojedynku, walki muszą być dla niego obrażające…
- Dokładnie tak. Nie ma drugiego dna w tym, że byliśmy wiceliderem, a teraz przegraliśmy dwa mecze. To jest to krzywdzące w stosunku do zawodników. Nikt nie sugerował zawodnikom, że mają przegrywać mecze i wiem, że takie sugestie nie padną ani z moich ust, ani z ust prezesa. Takie rzeczy nie dzieją się w Bytomiu, jestem przekonany, że nie mają miejsca dzisiaj w profesjonalnym sporcie, te czasy na szczęście już za nami. Ale przypomnę, że jesienią mieliśmy dwie serie: trzech porażek i czterech meczów bez zwycięstwa, ale wyszliśmy z tego. Ambicją każdego sportowca, w tym piłkarza Polonii Bytom, jest walczyć w każdym meczu o pełną pulę. To jest sport, inni też mają ambicje i cele. Gdzie nas to zaprowadzi na końcu, czas pokaże, w maju będziemy mądrzejsi.
Mam wrażenie, że ci malkontenci - delikatnie rzecz ujmując - nie dostrzegają pozytywnych zmian, jakie w Polonii dokonały się w ostatnich pięciu latach, wystarczy zapytać Patryka Stefańskiego jak funkcjonowała Polonia 8-10 lat temu, choć oczywistym jest, że wciąż wiele pracy przed wami.
- Myślę, że efekty naszej pracy są widoczne i trudno tego nie zauważać. Doprowadziliśmy obiekt przy Piłkarskiej do poziomu pierwszoligowego, spełniamy kolejne standardy i cały czas go ulepszamy. Każdego dnia ludzie w tym klubie ciężko pracują, żeby na różnych obszarach zbliżyć go do poziomu ekstraklasy. Jasne, niektóre z nich wymagają horrendalnych nakładów, ale no kurczę… Chcemy podnosić ten klub w górę i robimy to już od ośmiu lat. I raczej powinno się nam bardziej ufać niż wątpić.
A propos obiektu - nie macie podgrzewanej murawy, a licencja jest warunkowa - czy przy zimowej aurze niedzielny mecz z Pogonią Siedlce nie jest przy Piłkarskiej 8 zagrożony?
- W niedzielę prognozy przewidują plusową temperaturę. A nawet jak pojawi się jakiś opad, to będzie pod naszą kontrolą, nic złego nie powinno się wydarzyć. Zapraszamy kibiców na mecz, mamy ponad dwa tysiące miejsc, zespół będzie potrzebował wsparcia, takiego, jakie dostał w Rzeszowie. Blisko 400-osobowa grupa fanów pokazała coś niesamowitego, że jest z nami na dobre i na złe. Ubolewamy, że wróciliśmy bez punktów, jest w nas duża sportowa złość, by w końcu wygrać.
Rozmawiał Tomasz Mucha
Tomasz Stefankiewicz
