Wulkan emocji
Turniej w Sosnowcu jest wyrównany i cztery drużyny ciągle mogą liczyć na końcowy sukces.
Patryk Krężołek zdobył już dwa gole, ale tylko jeden był zwycięski. Fot PAP/Art-Service
MISTRZOSTWA ŚWIATA
To były dwa dni pełne emocji podczas MŚ Dywizji 1A w Sosnowcu. Biało-czerwoni są bogatsi o cztery punkty i jeszcze wszystko przed nimi. Najpierw wygrali jednym golem z Ukrainą, zaś z Francją przegrali dopiero w 10. serii rzutów karnych. Szkoda straconych punktów, bo była szansa na uzyskanie korzystnego rezultatu. Takiego turnieju oczekiwaliśmy i pewnie po dniu przerwy na Stadionie Zimowym znów będzie się działo.
Respekt przed rywalem
Hokeiści Ukrainy od zawsze byli dla nas niewygodnym przeciwnikiem. Dwa lata temu wygrali Dywizję 1B, zaś w ubiegłym roku byli blisko awansu do elity, ale pokpili sprawę, przegrywając z Japonią. W swoich szeregach mają twardych zawodników. Obrońca Igor Mereżko gra w ekstralidze czeskiej, w Pilźnie, zaś napastnik Daniłł Tracht w Lauko Rauma w fińskiej Mestis. Bramkarz Bohdan Diaczenko, napastnicy Andrij Denyskin, Ołeksander Peresunko czy Oleksi Worona są doskonale znani z naszych ligowych tafli. Nasi hokeiści zdawali sobie sprawę jak ważna jest potyczka ze wschodnimi sąsiadami. Nie można było popełnić falstartu i świadomość tego sprawiła, że było nerwowo.
Niepotrzebne kary
W 37 sek. Patryk Krężołek w strefie neutralnej sfaulował rywala, zaś w 35 min ponownie zawitał w boksie kar.
- Głupie kary, których można było uniknąć, ale poniosły mnie emocje – przekonywał prawoskrzydłowy 1. formacji. - Chyba zwycięskim golem odkupiłem winy (śmiech). Zabrakło chłodnej głowy, ale stres u mnie i u kolegów był mocno odczuwalny. To już za nami i trzeba przygotowywać się do kolejnych występów.
W 1. odsłonie boks kar odwiedzili jeszcze Patryk Wronka i Mateusz Bryk. Podczas tej ostatniej kary Tracht popisał się efektowną akcją i doprowadził do remisu, bo wcześniej Aron Chmielewski pokonał Diaczenkę. W sumie mieliśmy 14 min kar, w tym jedno obopólne wykluczenie, a to stanowczo za dużo jak na jedno spotkanie.
Sztuka bronienia
- Otrzymaliśmy solidną lekcję i, mam nadzieję, że wyciągniemy z niej wnioski – mówił strzelec pierwszej bramki. - Liczy się wygrana, a o reszcie zapominamy. Mieliśmy dobre fragmenty, choć rywale dominowali na lodzie. Dobrze opanowaliśmy sztukę bronienia, ale to wcale nie oznacza, że możemy faulować. Kilka kar było... karygodnych i trzeba w kolejnych spotkaniach ich się wystrzegać.
Gdy na ławie kar przebywał Peresunko znów objęliśmy prowadzenie po trafieniu Wronki. Jednak na początku ostatniej tercji był kolejny remis, bo Denyskin popisał się efektowną akcją, nie dając szans naszemu bramkarzowi. Jednak intuicja oraz spryt Krężołka sprawiły, że po raz kolejny wyszliśmy na prowadzenie i ten gol był rozstrzygający.
Siła mentalna
Tomaš Fučik utrzymuje formę jaką demonstrował w play offie i uchronił nasz zespół od straty kilku goli. Trudno się dziwić, że otrzymał nagrodę MVP dla najlepszego zawodnika naszej drużyny.
- Może tylko jeden Pan tam na górze wie jak się potoczą losy meczu – wskazał kciukiem sympatyczny golkiper z podwójnym paszportem czesko-polskim. - Skupiłem się na swojej pracy i z kolegami zrobiliśmy pierwszy krok, ale mamy jeszcze daleką drogę. Szczerze, niewiele pamiętam z tego meczu. Owszem, mieliśmy sporo kar, ale one wynikały, w moim przekonaniu, z ligowych przyzwyczajeń. To, co uchodzi nam w lidze, tutaj jest natychmiast karane. Rywale wykorzystali jedno osłabienie, bo moi koledzy przede mną solidnie się spisywali. Wszystko tkwi w naszych głowach, a siła mentalna w takich potyczkach decyduje o wygranej i w takim momencie ból pleców oraz nóg idzie w niepamięć.
Feralne sekundy
Po pierwszym meczu było wiele rozmów o karach i już w... 30 sek. spotkania z Francją Kamil Wałęga zaatakował ostro pod bandą obrońcę Enzo Cantagallo i sędziowie po analizie wideo środkowego napastnika 1. formacji odesłali do szatni. Arbitrzy uznali, że był to atak łokciem na głowę i ta decyzja była słuszna. Ustalony plan w ciągu feralnych sekund legł w gruzach. Przez 5 minut graliśmy w osłabieniu i walczyliśmy jak lwy, a Fučik był twardy jak skała i nie dał się zaskoczyć. Francuzi solidnie pracowali w naszej strefie i sporo strzelali (10-4 w strzałach), ale w pierwszej odsłonie obyło się bez goli. Trener Pekka Tirkkkonen musiał dokonać roszad i w 1. piątce była rotacja na pozycji środkowego. W 11 min Szymon Kiebicki, tym razem przesunięty do 3. formacji, przedarł się do tercji rywala i sprawdził czujność Quentina Papillona. Przez 20 minut byliśmy pod wrażeniem uważnej gry defensorów, którzy również mocno wspierali napastników. Gdyby nie początkowe sekundy i uznalibyśmy tę odsłonę za udaną dla Biało-czerwonych.
Wykorzystane przewagi
W pierwszej tercji nasi hokeiści wybronili 5-minutowe osłabienie, natomiast w drugiej pokazali klasę podczas gry w przewadze. Francuzi popełnili dwa identyczne wykroczenia, nadmierną liczbę zawodników na lodzie. Prowadzenie zdobył Patryk Krężołek po solowej akcji gdy do końca kary było zaledwie 23 sek. Po raz drugi na prowadzenie wyszliśmy zaledwie po 14 sek. przebywania Francuza w boksie kar. Tym razem Bartłomiej Pociecha, mający za sobą udany sezon ligowy i powrót do reprezentacji, popisał się kapitalnym uderzeniem spod niebieskiej linii. Papillon był bezradny i chyba nie zauważył gdy krążek wpadał do siatki. W międzyczasie Trójkolorowi doprowadzili do remisu za sprawą niezawodnego kapitana Jordana Perreta, który stał osamotniony przed naszym bramkarzem. Polacy popełnili błąd w ustawieni i wszyscy popędzili za krążkiem na lewą stronę, zapominając o czyhającym pod bramką Francuzie. Perret to lider zespołu i zaliczył już trzeciego gola na tych mistrzostwach, ale na tym nie poprzestał.
Błędy kosztują
W 43 min Polacy po raz kolejny biernie zachowali się we własnej strefie i Perret swobodnie wyjechał pod bramkę i po raz kolejny doprowadził do remisu. Z Japonią zaliczył dwa trafienia, zapewniając drużynie zwycięstwo i teraz ten wyczyn skopiował. Podopieczni trenera Tirkkonena solidnie pracowali i trudno się dziwić, że w miarę upływu czasu tracili siłyi znów zaliczyli dwie niepotrzebne kary. Najpierw na ławce kar usiadł Kamil Górny, a potem Jakub Wanacki. Rywale przycisnęli i tylko Fučikowi zawdzięczamy wynik remisowy. Na niespełna 6 min przed końcem za zagranie wysokim kijem Nicolas Ritz tez dostał karę. On wyjechał, zaś do boksu kar powędrował Aurrelien Diar, ale o wszystkim miała zadecydować dogrywka, jednak nie przyniosła rozstrzygnięcia, choć na 1:36 min przed końcem Francuzi zdobyli gola. Nie został uznany, bowiem był spalony w polu bramowym. Zwycięstwo Francuzi zapewnili sobie w 10. serii najazdów, a decydującego gola zdobył Tomas Simonsen.
1:0 – Chmielewski – Biłas – Zygmunt (12:56), 1:1 – Tracht – Fadiejew – Worona (17:50, w przewadze), 2:1 – Wronka – Wałęga – Łyszczarczyk (28:49, w przewadze), 2:2 – Denyskin – Mereżko – Ratuszny (42:38), 3:2 – Krężołek – Górny – Wałęga (53:26).
Sędziowali: Geoffrey Barcelo (Francja) i Zsombor Palkovi (Węgry) – Kai Juergens (Niemcy) i Quentin Ugolini (Francja). Widzów 2567.
POLSKA: Fučik; Ciura (2) – Pociecha, Naróg – Górny, Bryk (2) – Wanacki, Biłas; Krężołek (4) – Wałęga (2) – Kiełbicki, Wronka (2) – Paś – Łyszczarczyk, Zygmunt – Komorski (2) – Chmielewski, Maciaś – Syty – Ślusarczyk. Trener Pekka TIRKKONEN.
UKRAINA Diaczenko; Mereżko – Kosariew, Hrebenik – Dachowski, Sysak – Ratuszny, Matusewicz; Zacharow (2) – Borodai – Denyskin, Tracht – Worona – Fadiejew, Peresunko (2) – Kuprianow – Lialka, Buzoweria (2) – Olinyk – Morozow, Sadowikow (2). Trener Dmytro CHRYSTYCZ.
Kary: Polska – 14 min, Ukraina – 8 min.
0:1 – Krężołek – Naróg – Chmielewski (23:22, w przewadze), 1:1 – Perret – Boudon (30:51), 2:1 – Pociecha – Wronka – Łyszczarczyk (34:40, w przewadze), 2:2 – Perret – Simonsen – Boudon (42:35), 3:2 – Simonsen (karny).
Sędziowali: Logan Gruhl (USA) i Niclas Lunddsgaard (Dania) – Eric Cattaneo (Szwajcaria) i Markus Merk (Niemcy). Widzów 2567.
FRANCJA: Papillon (2); Boscq – Cantagallo, Thiry – Guebey, Schmitt – Dusseau; Perret (2) – Simonsen – Boudon, Bougro – Bruche – Leclerc, Bozon – Ritz – Douay (2), A. Dair (2) – Grosette - F. Dair, Colotti. Yorick TREILLE.
POLSKA: Fučik; Ciura – Pociecha, Naróg – Górny (2), Bryk – Wanacki (2), Biłas; Krężołek – Wałęga (5+20) – Zygmunt (2), Wronka – Paś – Łyszczarczyk, KIelbicki – Komorski – Chmielewski (2), Maciaś – Syty – Ślusarczyk. Trener Pekka TIRKKONEN.
Kary: Francja – 10 (4 tech.) min, Polska – 33 (kara meczu dla Wałęgi) min.
Pozostałe wyniki: Japonia – Francja 3:4 (0:1, 1:1, 2:2), Litwa – Kazachstan 1:4 (1:0, 0:0, 0:4), Kazachstan – Japonia 6:0 (0:0, 3:0, 3:0), Ukraina – Litwa 2:1 (1:0, 1:1, 0:0).
|
1. Kazachstan |
2 |
6 |
10:1 |
|
2. Francja |
2 |
5 |
7:5 |
|
3. POLSKA |
2 |
4 |
5:5 |
|
4. Ukraina |
2 |
3 |
4:4 |
|
5. Litwa |
2 |
0 |
2:6 |
|
6. Japonia |
2 |
0 |
3:10 |
Dzisiaj dzień wolny. We wtorek grają: Litwa – Japonia (12.30), Francja – Ukraina (16.00), KAZACHSTAN – POLSKA (19.30).
Włodzimierz Sowiński
18. ZWYCIĘSTWO zaliczyli Biało-czerwoni 48 spotkaniu z Ukrainą; reszta to 2 remisy i 28 porażek.
28 STRZAŁÓW oddali Biało-czerwoni w meczu z Francją; a rywale byli o siedem lepsi.
