Wszystko się może zdarzyć...
Faworyci muszą się mieć na baczności, bo teraz zostaną rozegrane dwumecze u niżej notowanych.
Na lodowisku w Bytomiu na kibiców czeka mnóstwo atrakcji podczas starcia Polonii z Zagłębiem. Fot. PZHL/Michał Chwieduk
TAURON HOKEJ LIGA
Krótki relaks, odnowa biologiczna, trening, bardziej przypominający zabawę na lodzie, analiza wideo poprzednich meczów, przypomnienie głównych schematów gry – tak wyglądały dwa dni poprzedzające mecze rewanżowe w ćwierćfinale play offu. Zapowiadają się interesująco, wszak we wszystkich czterech parach notujemy remisy 1-1. Dzisiaj dojdzie do pierwszych potyczek u zespołów niżej notowanych po sezonie zasadniczym. Mają one powody do zadowolenia i satysfakcji, wszak na wyjeździe pokazały się z jak najlepszej strony. Kolejne wygrane są całkiem realne i „możni” muszą czuć respekt i mieć się na baczności.
Konieczna zmiana
Gdy zespół wygrywa, to hokeistom nie spieszy się do domów, bo w szatni jest wesoło i wszyscy cieszą się z sukcesu. Natomiast gdy się przegrywa, wszyscy uciekają najszybciej, jak tylko się da... Tak właśnie było w niedzielny wieczór za kulisami ekipy ECB Zagłębia. Śpieszyliśmy się, by przed przekazaniem materiału do redakcji zagadnąć o przyczyny porażki z BS Polonią Bytom. Udaliśmy się pod szatnię i... wokół niej było pusto i głucho, a u sąsiadów z Bytomia wręcz przeciwnie.
- No, rzeczywiście szybko się zebraliśmy, bo każdy z osobna chciał przeżyć gorycz porażki – mówi kapitan ECB Zagłębia, Michał Kotlorz. - Zagraliśmy słabe spotkanie, zupełnie inne niż było w planie nakreślonym przez trenerów. To prawda, że szybko straciliśmy gola (w 32 sek. - przyp. red.), a potem kolejne. Przy stanie 1:4 nasza gra zupełnie się rozsypała. Owszem, w ostatniej tercji trochę się pozbieraliśmy i szukaliśmy szans na odrobienie strat. Był cień nadziei, ale to już za nami.
Bramkarz gospodarzy Niilo Halonen do momentu zmiany był wyjątkowo niespokojny i widać nie potrafił udźwignąć presji. Z kolei obcokrajowcy chcieli wziąć sprawy w swoje ręce i przedkładali grę indywidualną nad zespół. Solowe popisy nie mogły przynieść efektów.
- Zostaliśmy solidnie skarceni i, mam nadzieję, że wyciągniemy z tej surowej lekcji wnioski - dodaje Kotlorz. - Wygranie pierwszego spotkania w Bytomiu to nasz obowiązek i nie wyobrażam sobie innego rozwiązania. Trzeba jednak solidnie pracować przez 60 minut, a nie tylko w ostatniej tercji. Ponadto nie można wdawać się w jakieś zaczepki, szarpaninę, bo to nie przynosi żadnych korzyści. Wręcz przeciwnie - dekoncentruje.
Wykrzesać więcej
Debiutanci z Bytomia w sezonie zasadniczym zbierali wiele pochwał oraz punkty, ale nie do końca byli zadowoleni. Na pewno mogli być bogatsi o kilka zwycięstw, które im się wymknęły niemal w ostatniej chwili. Z dwumeczu w Sosnowcu są oczywiście zadowoleni, bo wygrana pozwala snuć marzenia o awansie.
- To sprawa bardzo odległa, bo przed potyczkami na własnym lodzie i trzeba wykrzesać wszystkie siły, by osiągnąć sukces – przekonuje kapitan Bytomian, Kamil Górny. - Przede wszystkim musimy zabezpieczyć własną bramkę, a wiem, że Bohdan Diaczenko będzie naszym solidnym wsparciem. On nieraz udowodnił, że potrafi wychodzić z poważnych opresji. Jednak nie będzie wygranej bez goli. Tutaj upatruję szans w kontrach. Mamy kilku zwinnych i szybkich napastników, którzy potrafią zaskoczyć rywala. Nie możemy też zbyt często przebywać w boksie kar, bo ich formacje specjalne potrafią wiele, zresztą, naszym też nic nie brakuje. Proszę zauważyć, jak ważne były gole na początku w obu meczach. Jeden zespół zyskał przewagę i strzegł jej jak źrenicy oka. Cieszę się, że jesteśmy gospodarzami, bo znów możemy liczyć na wsparcie kibiców. Zrobimy wszystko, by sprawić im frajdę.
Derby województwa zawsze były, są i będą atrakcyjne i oby tylko obyło się bez szarpaniny i wzajemnych złośliwości, bo sędziowie sobie tak średnio radzą z ogniskami zapalnymi na lodzie.
Po punkty i... pierniki
Kamil Kalinowski, dobrze znany z gry w śląskich drużynach, a dziś kapitan toruńskiej ekipy, na łamach tamtejszych Nowości odważnie oświadczył, że ich interesuje tylko gra w półfinale. Jechali do Oświęcimia po dwie wygrane, ale skończyło się na jednej. „Kalinosiu” bardzo z tego powodu ubolewał, bo o wszystkim zadecydowało jedno trafienie z 1. tercji. Po powrocie do Torunia znów przekonuje, że jego zespół wykorzysta atut własnej hali i odniesie dwa zwycięstwa. Niezwykle śmiałe oświadczenie, bo wszyscy wiedzą, że Unia posiada silny skład na miarę mistrzostwa kraju. Skład, składem, ale w playoffowej rywalizacji liczy się charakter i zaangażowanie zawodników, a tego Torunianom nie można odmówić.
Unia po wczorajszym treningu ruszyła do Torunia, bo trenerzy pragną, by wszystko było podporządkowane wygranym.
- U nas wyglądaliśmy dobrze, ale nic nie chciało wpaść – wyjawia II trener Unii, Krzysztof Majkowski. - A rywale wykorzystał swoje sytuacje i odnieśli zwycięstwo. Po tej przegranej, mimo wszystko, byliśmy zadowoleni z postawy zawodników i tylko szkoda, że walili głową w mur. W rewanżu sukces nie przyszedł łatwo, ale też byliśmy zespołem lepszym. Teraz napięcie opadło i będziemy grali swobodniej i z rozmachem. To wyprawa po punkty i... smakowite pierniki – trener uśmiecha się na zakończenie.
Nie lekceważyć!
Jeżeli wygrywa się inauguracyjny mecz 11:1, to jaką trzeba przyjąć postawę w rewanżu? Zapomnieć o wygranej i z pokorą solidnie pracować na kolejne zwycięstwo. A jak było w Satelicie, wszyscy wiemy, GieKSa w rewanżu przegrała z Comarch Cracovią 2:3 po karnych.
- W play offie nie jest istotne, ile się wygra w meczu, ale ile się wygra w serii, a do awansu potrzeba czterech zwycięstw – uśmiecha się z nutką ironii w głosie dyrektor sekcji GKS-u, Roch Bogłowski. - A o tym najwyraźniej zapomnieli nasi hokeiści, dali się zaskoczyć, stracili dwa gole i przez długi czas nie potrafili odrobić strat. W końcu to uczynili, ale ostatecznie przegrali. Liczę, że z tej surowej lekcji wyciągną właściwe wnioski. Dzisiejszy mecz może mieć kluczowe znaczenie w tej rywalizacji. Kto wygra, może się poczuć mocniejszy psychicznie, a to jest szalenie ważne. Jedziemy zmobilizowani i jestem przekonany, że będziemy wracali zadowoleni i wszystko się rozstrzygnie w najbliższą niedzielę w Satelicie.
Hokeiści GKS-u Tychy, obrońcy tytułu, sami sobie zafundowali schody, bo w drugim meczu z JKH GKS-em Jastrzębie uwierzyli w swoją wielkość. Charakterne chłopaki z Jastrzębia pokazali moc i teraz w Karwinie może być różnie.
- O przygotowanie fizyczne jestem spokojny, ale mentalne będzie miało kluczowe znacznie – relacjonuje dyrektor sportowy klubu, Jarosław Rzeszutko. - Sami sobie stworzyliśmy problem i sami musimy go rozwiązać. Wiemy, że nie będzie łatwo, ale dwie wygrane otwierają nam wrota do awansu. Nie będę aż taki zachłanny i jednym też zadowolę. Wiemy, że nikt nie może zlekceważyć tych meczów. Limit frywolnych występów już wyczerpaliśmy.
Pasy i Jastrzębianie nie mają nic do stracenia i wszystko postawią na jedną kartę, bo właśnie tak zrobili w minioną niedzielę i cieszyli się ze zwycięstw. Teraz pewnie będą znów szukali szans. A nuż pojawi się niespodzianka, o której będzie się trąbiło przez jakiś czas...
TAURON HOKEJ LIGA
◾ KRAKÓW, 18.00: Comarch Cracovia – GKS Katowice 1:11, 3:2 K **
◾ KARWINA, 18.30: JKH GKS Jastrzębie – GKS Tychy 3:6, 4:2
◾ TORUŃ, 18.30: Energa – Unia Oświęcim 3:0, 2:3
◾ KRAKÓW, 18.00: Comarch Cracovia – GKS Katowice
◾ KARWINA, 18.30: JKH GKS Jastrzębie – GKS Tychy
◾ TORUŃ, 18.30: Energa – Unia Oświęcim
* wyniki pierwszych meczów ćwierćfinałowych
** mecz transmitowany w tvpsport.pl
Pozostałe mecze są transmitowane na platformie polskihokej.tv
I LIGA
Dzisiaj pierwsze półfinały play offu (do dwóch zwycięstw): Naprzód Janów – Fudeko GAS Gdańsk (18.30), Podhale Nowy Targ – Sabres Oświęcim (18.00).
Włodzimierz Sowiński
