Wszystko na opak
W play offie nie można przejść obok meczu - brak zaangażowania sporo kosztuje.
Damian Kapica pokazał jak się wykonuje rzuty karne. Fot. Mateusz Sobczak/PressFocus
TAURON HOKEJ LIGA
Tylko naiwni, nieznający ligowych realiów, mogli przypuszczać, że wszystko będzie przebiegało zgodnie z zakładanym scenariuszem, czyli że cztery zespoły wyżej plasujące się w tabeli nie będą miały problemu w ćwierćfinałowej rywalizacji play offu z niżej notowanymi. Tymczasem po weekendzie wiemy, że... nic nie wiemy. Słabsze ekipy pokazały pazurki i wysłały sygnały, że trzeba się z nimi liczyć, i że na końcowy sukces trzeba będzie solidnie zapracować. Jedno jest pewne: nie da się przejść obok meczu, a brak zaangażowania może przynieść opłakane skutki. Przekonali się o tym m.in. obrońcy tytułu mistrzowskiego z Tychów oraz hokeiści z ECB Zagłębia. Ale po kolei....
Pod maską
Co się kryje pod bramkarską maską? Wiemy, że mieści się tam ostatnie, wielce znaczące ogniwo zespołu. Santeri Lipianen, bramkarz Pasów, w sobotnim meczu z GKS-em Katowice przepuścił krążek już w 23 sek. i znalazł się na karuzeli, która nabierała przyśpieszenia. W końcu w 30 min po piątym golu zjechał do boksu, by choć przez kilka minut ochłonąć. Musiał powrócić na ostatnią tercję, bo jego zmiennik, Szymon Klimowski, w ciągu 3:24 min stracił... pięć goli! Pasy przegrały 1:11 i nikt nie dawał im szans w rewanżu. A w nim fiński golkiper bronił jak w transie. Cracovia przez 41:10 min prowadziła 2:0, zaś katowiczanie wychodzili ze skóry, by odwrócić wynik. W końcu doprowadzili do remisu. 20-minutowa dogrywka nie przyniosła rozstrzygnięcia i zadecydowały karne. W nich popis skuteczności dali Damian Kapica i Stephen Anderson. Ten pierwszy trzy razy trafił, a ten drugi dwa. Jak będzie pod Wawelem? Znowu wiele będzie zależało Lipianena...
Złamany kod...
Stadion Zimowy w Sosnowcu jawi się jako hokejowa twierdza, tak przynajmniej było w sezonie zasadniczym. Po pierwszym, sobotnim meczu nic nie wskazywało, że Bytomianie „złamią” kod dostępu i będą cieszyli się ze zwycięstwa. W sobotę gospodarze zdobyli dwa gole w 1. tercji, w tym jednego w osłabieniu i byli panami sytuacji, jednak w rewanżu role się odwróciły, bo to przyjezdni już w 32 sek. pokonali Niilo Halonena. Fin zawsze uchodził za siłę spokoju, ale w niedzielę najwyraźniej nie był sobą. Po czwartym golu został zmieniony i jego miejsce zajął z dobrym skutkiem Maciej Miarka.
- Te mecze świadczą, jak bardzo rywalizacja będzie wyrównana - stwierdził II trener Polonii, Sebastian Owczarek. - W pierwszym straciliśmy szybko dwa gole i musieliśmy szukać szans, by odrobić straty. Po zdobyciu kontaktowego gola straciliśmy kolejnego, ale w rewanżu mieliśmy stery w swoich rękach, bo przecież prowadziliśmy 4:1, mogliśmy więc wzmocnić obronę i czyhać na kontry. Zagłębie za wszelką cenę chciało doprowadzić do odwrócenia rezultatu, jednak wytrzymaliśmy napór. W kolejnych meczach będzie się działo.
Szkoda, że jakość widowiska została obniżona przez wzajemne złośliwości, szarpaninę i utarczki słowne. To jednak jest wpisane w koloryt play offu...
W pozostałych dwumeczach też wiele się działo i stan rywalizacji też jest remisowy. Hokeiści GKS-u Tychy chyba w Karwinie lepiej się czują niż Unia Oświęcim w Toruniu. Już jutro kolejna odsłona rywalizacji...
Włodzimierz Sowiński
