Wszystko może się zdarzyć...
Przed play offem kolejność w tabeli może się jeszcze zasadniczo zmienić.
Kamil Górny (nr 17) i Dominik Paś (z prawej) grali ze sobą w Jastrzębiu, ale teraz stają naprzeciwko siebie w zespołach z Bytomia i Tychów. Fot. PZHL/Michał Chwieduk
TAURON HOKEJ LIGA
Tabela po trzeciej rundzie sezonu zasadniczego zadecydowała o układzie meczów w piątej, ostatniej odsłonie przed play offem. Liderzy z ECB Zagłębia Sosnowiec mają niezły rozkład, bo w ostatniej części, gdzie rywalizacja o czołowe miejsce zapewne będzie zacięta, goszczą u siebie oba GKS-y oraz Energę Toruń, zaś pojadą do Oświęcimia i do Karwiny. To jednak melodia przyszłości, bo przecież wcześniej będzie czwarta runda.
Ważne, ale...
W miniony piątek zawodnicy z Sosnowca byli wściekli gdy opuszczali Satelitę. Owszem, podjęli walkę, ale przegrali po raz trzeci w tym sezonie z GieKSą, 1:3.
- Nic to, dorwiemy ich w półfinale Pucharu Polski i wówczas „odkujemy” się za wszystkie niepowodzenia – wycedził przez zęby mocno poirytowany kapitan Zagłębia, Michał Kotlorz, który sprokurował karnego, po którym gospodarze zdobyli pierwszego gola.
- Nie jestem zmartwiony porażką, bo zespół nie tylko walczył, ale ciągle się rozwija i było blisko uzyskania minimum punktu – przekonywał dyrektor sportowy Karol Pawlik. - Oczywiście, że pierwsze miejsce w tabeli cieszy, ale ono niewiele znaczy. Można zając 6. lokatę i potem grać w finale play offu, bo on jest przecież najważniejszy. Niemniej ten zespół, moim zdaniem, nie pokazał jeszcze wszystkich swoich walorów. Teraz skupiamy się, by jak najlepiej zaprezentować się w finale Pucharu Polski i to jest nasz priorytet.
Klub na stronie internetowej pochwalił się transferem szwedzkiego obrońcy. Gra obronna to priorytet dla szkoleniowców zespołu. W szatni pojawił 32-letni Victor Björkung (183 cm, 85 kg), który ma bogatą przeszłość, bo grał w uniwersyteckiej drużynie zza oceanu, a potem w ligach szwedzkiej, fińskiej, duńskiej. Ostatnio występował we francuskim Spartaties Marsylia. Szwed na pewno wzmocni zespół i trenerzy nie muszą się martwić, że ktoś wypadnie z powodu kontuzji.
Idziemy do przodu
Obrońcy tytułu mistrzowskiego z Tychów przeżyli spore rozczarowanie, bowiem nie awansowali do Final Four Pucharu Polski. Gorycz porażki zrekompensowali sobie zdobyciem Superpucharu z Jastrzębiem. W ostatniej rundzie ligi prezentowali się już lepiej, choć też nie ustrzegli się drobnej wpadki.
- Mieliśmy imponujący początek, bo wygraliśmy z Katowicami i Unią, ale zdarzyło nam się potknięcie z Cracovią (3:4 po dogrywce – przyp. red') – mówi dyrektor sportowy GKS-u Tychy, Jarosław Rzeszutko. - To był intensywny czas i graliśmy co dwa dni. Zaliczyliśmy też porażkę z Zagłębiem. Mimo wszystko powiało optymizmem, ale miejsce mogło być o stopień wyższe. Teraz trochę oddechu i zaczynamy pracować mocniej, by starczyło sił na kolejne mecze. Nasze lodowisko, taką mam nadzieję, będzie twierdzą i liczę, że będziemy szli do przodu i przed play offem jeszcze poprawimy miejsce w tabeli.
- W meczu z Cracovią graliśmy źle i nie mamy nic na swoje usprawiedliwienie – dodaje Mateusz Gościński, który ostatnio zdobył dwa gole z Polonią. Z kolei w Sosnowcu zaporą nie do sforsowania był bramkarz Niilo Halonen, który bronił w najtrudniejszych sytuacjach. Teraz skupiam się na zgrupowaniu kadry, a potem są już kolejne mecze o punkty.
Hokeiści w 5. rundzie u siebie zagrają z Katowicami, Jastrzębiem i Polonią, ale mają wyjazdy do Sosnowca, Oświęcimia, Torunia i Krakowa. Na obcych lodowiskach trzeba szukać punktów, by poprawić lokatę.
Pochwały i... rozczarowanie
Zespoły z Jastrzębia i Bytomia za dotychczasowe występy zbierają komplementy, bo nie spodziewano się, że zdobędą tyle punktów „Bezdomni” jastrzębianie byli postrachem rywali i gościnne lodowisko w Karwinie przypominało twierdzę. Zespół trenera Rafała Bernackiego po przegranej z Tychami w Superpucharze stracił nieco animusz. Może go odzyskać po przerwie, choć młodzieżowi reprezentanci wrócą z turnieju mistrzowskiego pewnie zmęczeni. Z kolei ligowy beniaminek, bytomska Polonia, w każdym meczu gra bez kompleksów i szuka szans. Ten zespół jest umiejętnie skomponowany, bo wychowankowie mają okazję do gry i zdobywania niezbędnego doświadczenia.
Unia Oświęcim, naszpikowana obcokrajowcami, częściej zawodziła niż sprawiała miłe niespodzianki. Na postawę drużyny miały wpływ kontuzje, które jej nie oszczędzały. Z kolei Comarch Cracovia zaczęła sezon w kiepskim stylu, ale trudno się dziwić skoro zespół zebrał się niemal w ostatniej chwili i trenował wspólnie dwa tygodnie. Teraz Pasy mogą być groźne dla każdego zespołu.
Za nami 3/5 sezonu zasadniczego i tak naprawdę niewiele wiemy. Po kolejnych dwóch rundach tabela może się jeszcze mocno zmienić. Jedno jest pewne: czerwoną latarnią pozostanie zespół z Sanoka.
Włodzimierz Sowiński
