Wszystkie ręce na pokład!
Rozmowa z Romanem Koseckim, byłym piłkarzem Atletico Madryt, byłym reprezentantem Polski i byłym wiceprezesem PZPN-u
Alexander Sorloth (z prawej) i Julian Alvarez pudłowali z 11. metra w finale Pucharu Króla. Chętkę na rehabilitację mają więc ogromną! Fot. pressinphoto/SIPA USA / Press Focus
LIGA MISTRZÓW
Bywa pan czasami na Estadio Metropolitano na meczach byłego klubu. W środę też się pan wybiera do Madrytu?
- Nie, za dużo roboty u siebie w szkółce, więc będę mecz oglądać „z daleka”. Ale oczywiście cieszę się, że Atletico już zaszło tak daleko. A mam nadzieję, że sięgnie po główne trofeum. No bo... co im innego jeszcze zostało?
Karne w finale Pucharu Króla to loteria, trudno mieć pretensje o porażkę...
- Ale jeśli tych karnych nie strzela duet supersnajperów: Alexander Sorloth i Julian Alvarez, to jest to dla nich dobra motywacja, żeby się zrehabilitować w Champions League. Pewnie, że porażka na samym finiszu boju o Puchar Hiszpanii boli, a fakt, że w LaLiga właściwie też już nie ma o co grać, nie jest pozytywny. Ale nie widzę w Atletico momentu rezygnacji, zwątpienia.
Pierwszy mecz Atletico gra u siebie. To niedobrze?
- Dlaczego? Moim zdaniem to handicap. Wypracowując odpowiednią przewagę, może jechać na rewanż dużo spokojniej.
Jak się patrzy na październikowe 0:4 w Londynie, to trudno być optymistą z punktu widzenia kibica Atletico...
- A ja jestem optymistą. Po pierwsze – Atletico potrafi grać naprawdę twardo i agresywnie. Po drugie - mając takich snajperów, o jakich mówiłem, do tego grającego za nimi Antoine'a Griezmanna oraz świetne skrzydła, mają też Madrytczycy dużą siłę ognia. Jestem pewien, że okazji bramkowych im w środę nie braknie. Oby tylko je wykorzystywali! Taki „Lewy” by im się przydał, wcale się takim spekulacjom nie dziwię.
Widziałby pan Roberta w Atletico?
- A czemu nie? Wyobrażam sobie wymianę: Alvarez do Barcelony, bo ponoć na Nou Camp bardzo go chcą, a Lewandowski do Madrytu. Jeszcze by tam sobie postrzelał.
Ostatnio go pan w rozmowie ze „Sportem” do Chicago wysyłał!
- Robert sam wybierze to, co dla niego i jego rodziny najlepsze. Natomiast być może trochę się już na ten wyjazd do MLS spóźnił, by uczestniczyć we wszystkich reklamowych i marketingowych „fruktach” związanych z mundialem.
Wróćmy do półfinału. Nie ma pan wrażenia, że walka o mistrzostwo Anglii, na które „Kanonierzy” czekają już ponad 20 lat, może ich trochę rozproszyć w końcówce zmagań w Champions League?
- Coś w tym jest. Tym bardziej teraz, kiedy Manchester City zmniejszył dystans i już depcze londyńczykom po piętach. Mocno się musi Mikel Arteta nagłówkować, by dobrze rozłożyć akcenty i siły w końcówce sezonu.
Z LM odpadły już Real i Barcelona, hiszpańskim jedynakiem jest Atletico. W tej sytuacji będą za nie trzymać kciuki fani innych drużyn?
- Z reguły – poza największymi fanatykami poszczególnych klubów – gdy danemu krajowi zostaje już tylko jeden zespół w międzynarodowych rozgrywkach, skupia na sobie uwagę i „dobre życzenia” wszystkich kibiców. Kiedy Atletico odpadało, nawet mnie się zdarzało kibicować Realowi w Lidze Mistrzów – o ile nie było możliwości kibicowania Galatasaray (śmiech).
Nawet jeśli Atletico ogra Arsenal, faworytem decydującej gry i tak będzie zwycięzca drugiej pary, czyż nie?
- PSG – Bayern to rzeczywiście przedwczesny finał. Ale... poczekajmy. Simeone – co pokazały choćby dwumecze z Barceloną w Pucharze Króla i Lidze Mistrzów – znakomicie postawi nastawić drużynę na konkretne spotkanie i konkretnego rywala. Więc choć pozornie Atletico w tym półfinałowym kwartecie wydaje się kopciuszkiem, ja go absolutnie nie skreślam. Chłopaki: wszystkie ręce na pokład i gramy o maksa!
Rozmawiał Dariusz Leśnikowski
Liga Mistrzów – półfinał
◼ Atletico – Arsenalśroda, 21.00 – Canal+ Extra 1, TVP 1, TVP Sport
