Wspomnień czar
Przy pożegnaniu wszyscy mówili jednym głosem: do zobaczenia na kolejnym jubileuszu...
Bohaterowie sprzed 50. laty w pełen okazałości (od lewej): Henryk Gruth, Mieczysław Jaskierski, Marek Marcińczak, Wiesław Jobczyk, Andrzej Zabawa, Ryszard Nowiński, Henryk Wojtynek, Andrzej Szczepaniec, Andrzej Tkacz. Fot. PAP/Art Service
Nie wiem czy dożyję do kolejnej rocznicy efektownego zwycięstwa Biało-czerwonych nad Związkiem Radzieckim 6:4 8 kwietnia 1976 r. w katowickim Spodku podczas 42. mistrzostw świata i Europy, ale na pewno jednak warto uczestniczyć w takich spotkaniach jakie było w czwartkowe popołudnie. Do takiego wniosku doszedłem gdy opuszczałem kultowe miejsce dla naszego sportu. Ba, miałem okazję kilka razy oglądać ten mecz i uczestniczyć w imprezach ku czci tego wydarzenia, a jednak za każdym razem można dowiedzieć kilku ciekawych i niektórych pikantniejszych zakulisowych szczegółów. Te ostatnie niech pozostaną tajemnicą...
Legendarny bramkarz Andrzej Tkacz, strzelec hat tricka Wiesław Jobczyk oraz zdobywcy kolejnych bramek: Mieczysław Jaskierski i Ryszard Nowiński, a także Henryk Gruth, Marek Marcińczak, Andrzej Szczepaniec, Henryk Wojtynek i Andrzej Zabawa – to uczestnicy tego spotkania. Z różnych względów nie przyjechali: Stefan Chowaniec, Leszek Kokoszka, Józef Stefaniak, Zdzisław Włodarczyk, Walenty Ziętara i Karol Żurek. Pięciu zawodników: Robert Góralczyk (kapitan), Kordian Jajszczok, Jerzy Potz, Henryk Pytel, Stanisław Szewczyk już nie żyje, podobnie jak trenerzy: Józef Kurek, Emil Nikodemowicz i Jerzy Mruk, kierownik drużyny Bruno Graetzer oraz lekarz Jerzy Widuchowski.
Oczywiście, nie obyło się bez okolicznościowych wystąpień przede wszystkim prezesa PZHL Krzysztofa Woźniaka, który m.in. stwierdził, że obecne działania związku zmierzają do odbudowy struktury szkolenia dzieci i młodzieży i nawiązania do pięknych tradycji z przeszłości. A Andrzej Tkacz, jedna z ikon rodzimego hokeja, nie tylko dziękował za możliwość kolejnego spotkania, ale zaapelował do władz Katowic o wybudowanie lodowiska dla GKS-u Katowice, który prze pięć sezonów z rzędu grał w finale mistrzostw Polski, dwa razy zdobywając złote medale. Ponadto słusznie zauważył, że liga open ograniczyła grę naszym zawodnikom, a wielu młodych hokeistów, nie widząc szans rozwoju i gry zrezygnowało i zdecydowało się na pracę zawodową poza hokejem. To bardzo boli, wszak ze sportem często byli związani kilkanaście lat.
Uradowałem się gdy zobaczyłem bohaterów w dobrej formie, a niektórych nie miałem okazji widzieć 30 i więcej lat temu. Jednym z nich jest Nowiński, absolutny debiutant w reprezentacji podczas meczu ze Związkiem Radzieckim. Sympatyczny Ryszard wyjawił mi, że grę w reprezentacji w dużej mierze zawdzięcza już nieżyjącemu Jurkowi Potzowi.
- Było już po sezonie ligowym i otrzymałem paszport, by w lecie wyjechać na Zachód do pracy – wspomina jeden z bohaterów tamtego wieczoru. - A wiesz jak trudno było dostać ten dokument, uprawniający do wyjazdu do innych krajów niż demoludy. Tymczasem Jurek dowiedział się, nim przyszło oficjalne zawiadomienie, że otrzymałem powołanie do kadry na przygotowania do mistrzostw świata. Mówi: spróbuj, bo będziemy stanowili silną grupę z Łodzi. W odpowiedzi usłyszał: - Jurek, mam paszport i mogę wyjechać na Zachód. W końcu mnie przekonał i tak oto znalazłem się w reprezentacji i zostałem jednym z bohaterów (śmiech). Ależ była konsternacja podczas zgłoszenia drużyny do turnieju. Nasz kiero Brunon Graetzer był zdziwiony i poleciał z tym do trenerów. Nie było jednak problemów ze zgłoszeniem i w debiucie zdobyłem gola, a latem 1981 r. wyjechałem z rodziną na dłuższe wakacje do Austrii i niebawem minie 45 lat gdy mieszkam w Klagenfurcie. Grałem, a potem byłem trenerem i wiele razy z żoną rozważaliśmy powrót do kraju, jednak ze względu na edukację córki zdecydowaliśmy się na pozostanie. Teraz było miło przyjechać i spotkać, niestety tylko część, kolegów.
W Spodku zgromadziła się starsza oraz młodsza część hokejowej społeczności i trudno byłoby pominąć film dokumentalny Wojciecha Wikarka Kryptonim „Obiekt”, czyli cud nad Rawą. Po raz kolejny z przyjemnością zobaczyliśmy ten obraz i ze swadą opowiadających historię tego meczu naszych bohaterów. Związkowi organizatorzy przygotowali quiz hokejowy, w którym wzięli udział nasi bohaterowie, trenerzy i młodzież. Najmłodsza grupa wcale nie odstawała od bardziej doświadczonych rywali. Można było zobaczyć hokejowe pamiątki z tamtego czasu na specjalnej ekspozycji, a przy pożegnaniu wszyscy mówili jednym głosem: do zobaczenia na kolejnym jubileuszu...
(sow)
