Współczynnik dobra futbolu
Z DRUGIEJ STRONY - Kacper Janoszka
Niezwykle irytuje mnie fakt, że piłka nożna w dużej mierze stała się grą liczb. Posługujemy się nimi na co dzień. Są oczywiście liczby, które sprawiają, że futbol nabiera sensu. Jest liczba punktów, liczba zdobytych i straconych bramek. To całkiem przydatne dane, dzięki którym możemy w ogóle mówić o współzawodnictwie. Słabo jednak robi mi się, gdy zaczynam słuchać o wszystkich współczynnikach, które decydują o rozstawieniu, nierozstawieniu, rundach eliminacji, w których dany klub będzie brał udział w przypadku awansu do europejskich pucharów. Jasne, jest to potrzebne, ale tylko dla tych, którzy odpowiedzialni są za podziały koszyków, układy drabinek i tego typu sprawy. Niestety jednak współczynniki, liczby stały się naszym bożkiem. I teraz, zamiast skupiać się na ciekawej rywalizacji w ostatniej kolejce ekstraklasy, o ostatnie miejsce w europejskich pucharach, zastanawiamy się, czyj występ w Lidze Konferencji będzie bardziej opłacalny.
Dariusz Leśnikowski w materiale obok zacytował słowa internautów, którzy woleliby widzieć Legię w Lidze Konferencji zamiast GieKSy, ponieważ „to inna klasa”. Bo jeśli Legia awansuje, będzie rozstawiona w każdym meczu, a Katowiczanie nie. Wszystko przez współczynnik UEFA. Sorry, ale nie kupuję tego. W ogóle nie interesuje mnie to, kto będzie rozstawiony, a kto nie. W poniedziałek usłyszałem, że „dla dobra polskiej piłki lepiej niech GKS nie awansuje”. Ale czym jest to „dobro polskiej piłki”? W czym lepsza jest Legia od GKS-u? Jedynie w tym, że w przeszłości wygrała więcej trofeów i przez ostatnie lata grała tylko na najwyższym szczeblu rozgrywkowym. W tym sezonie Katowiczanie nie są jednak pod żadnym względem gorsi od stołecznej drużyny. Dlatego więc wkurza mnie tzw. dobro polskiej piłki.
Bo dobrem polskiej piłki powinna być czysta rywalizacja sportowa, w której sukces nie jest przypisany do jednego zespołu. Piłka nożna nie jest czymś policzalnym, czymś, co można wykazać liczbowo w statystykach. To coś więcej niż tylko liczba strzałów, podań progresywnych czy xG. Czasem o sukcesie zdecyduje wola walki, pewność siebie, współpraca albo to, czy ktoś rano wstał lewą nogą z łóżka. To jest piękno piłki nożnej. Dobrem futbolu nie jest to, czy ktoś będzie rozstawiony w eliminacjach Ligi Konferencji, czy nie. Dobrem futbolu jest rywalizacja sama w sobie, to, że GKS Katowice, który jeszcze zimą był w strefie spadkowej, wiosną potrafił postawić się bardziej doświadczonym w ekstraklasie drużynom i teraz, na kolejkę przed końcem sezonu, ma szansę na znalezienie się w top 5. Z drugiej strony dobrem futbolu jest też to, że na ostatniej prostej GieKSa, Zagłębie Lubin i Legia Warszawa mogą zrównać się punktami, a o awansie do Ligi Konferencji zadecyduje mała tabela, w której najwięcej punktów mają Warszawianie. To też byłaby wyjątkowa piłkarska historia, którą pewnie zapamiętalibyśmy na długo.
Nie jestem w stanie zaakceptować myślenia: „Legia powinna grać w pucharach, bo ma lepszy współczynnik UEFA”. Jeśli ktoś serio tak uważa, może powinniśmy w ogóle przestać grać w lidze, tylko z automatu przyznać Legii, Lechowi, Jagiellonii i Rakowowi miejsce w europejskich pucharach? Bo przecież i tak mają lepszy współczynnik od pozostałych klubów ekstraklasy?
Pamiętajmy – mały klub zawsze może stać się wielkim. Raków jeszcze kilka lat temu miał nijaki współczynnik UEFA, a teraz ma 22,250 punkty.
