Współczuję U(O)rbanowi
PARAGRAFY I SPORT - Robert Kiłdanowicz
Za nami dwa mecze sparingowe polskiej reprezentacji. Jak Polska długa i szeroka odezwali się różnej maści specjaliści, którzy w istocie sprawy „zjechali” tę naszą reprezentację i jej trenera, odsądzając ich od czci i wiary, że drużyna nie nadaje się do niczego dobrego, jest słaba, złożona ze średniej klasy zawodników, a trener podejmuje złe decyzje zarówno strategiczne, na przykład jakim systemem grać i jaką przyjąć taktykę (ofensywną, defensywną czy mieszaną) albo jakie podjąć decyzje personalne, to jest na jakich zawodników postawić. Generalnie tylko w świecie idealistycznym nie ma sytuacji, której nie można by rozwiązać lepiej.
Na przykład w kontekście naszej drużyny najbardziej pilną potrzebą do korekty jest zbyt łatwe zagrożenie stwarzane przez przeciwników ze skrzydeł; nasi wahadłowi, skrzydłowi nie są na odpowiednim poziomie w grze defensywnej, stąd wynikają zagrożenia dla naszej obrony i bramkarza, co w oczywisty, bolesny dla nas sposób wykazali Szwedzi. Kolejnym poważnym problemem naszej drużyny jest niewłaściwe funkcjonowanie defensywnego pomocnika zabezpieczającego boczne strefy boiska, zwłaszcza wtedy, gdy boczni pomocnicy są bardziej zorientowani ofensywnie, oraz niestanowienie swoistego tarana przed środkowymi obrońcami rozbijającego zalążki groźnych zakusów ofensywnych przeciwników, takiego odpowiednika Grzegorza Krychowiaka, Mariusza Lewandowskiego albo Radosława Sobolewskiego. Wywołani powyżej eksperci ocenili w zasadzie negatywnie naszą reprezentację i selekcjonera, a co rozczarowujące nie wskazali recepty co zrobić, aby skorygować występy naszej reprezentacji oraz jej wyniki w przyszłości.
Klasyka kultury strategicznej mówi, że „mała przegrana wojna daje większe korzyści dla organizacji niż jej wygrana” (Konfucjusz). Podstawowym pytaniem jest jakie wyciągamy wnioski z tego dwumeczu na przyszłość i jakich analiz dokonał Jan Urban? Te kwestie rozwiniemy później, teraz chciałbym ocenić status naszej kadry na tle naszych przeciwników. Nigeria oprócz przewagi fizycznej przewyższała nas również kulturą i wszechstronną możliwością zastosowania wariantów gry. Polacy nie mają takiego potencjału. Ukraińcy przewyższali nas wyszkoleniem taktyczno-technicznym (tzw. małą grą), przygotowaniem atletycznym oraz bogactwem personalnym zaplecza kadry (może jest to uwarunkowanie kraju frontowego). O ile trudno się porównywać do Nigeryjczyków, bo genetycznie szybciej dojrzewają od białej rasy, stąd byli przeważnie silniejsi, szybsi, sprawniejsi od Polaków, to kwestia Ukraińców może być już większym problemem analitycznym. To ludzie urodzeni i wychowani w naszej szerokości geograficznej, a byli sprawniejsi fizycznie, lepiej wyszkoleni technicznie, łatwiej potrafili adaptować się do zmieniających się warunków boiskowych.
Czy to jest wina Urbana, że ma słabszych fizycznie i technicznie zawodników? Czy jego zadaniem jest ich wyszkolenie? Bynajmniej, to problem naszego systemu szkolenia. Jestem przekonany, że PZPN nie tyle nie zastanawia się jak zoptymalizować system szkolenia, ale nie widzi konieczności pracy nad tym elementem sztuki piłkarskiej. Niech tę kwestię rozstrzyga selekcjoner - to jego problem. Jak nie podoła, to go zmienimy. Tymczasem Urban wykorzystuje brak kwalifikacji do mundialu na wprowadzanie nowych, młodych reprezentantów i testowanie ich w „poważnej grze”. Oczywiście „widziały gały co brały”, lecz czy słabość zaplecza reprezentacyjnego jest tylko wyłączną winą I trenera? Gdzie jest wydział szkolenia związku? Czy on ponosi jakąś odpowiedzialność? Albowiem nie jest naturalną sytuacja, że wiele schematów szkoleniowych jest wdrożonych w życie tylko teoretycznie. PZPN certyfikuje i pobiera opłatę od wielu szkółek, akademii piłkarskich lecz ci adepci futbolu nie potrafią po prostu grać w piłkę. Taka sztuka dla sztuki i przerost formy nad treścią. Uważam, że polski futbol od czasów Euro 2012 nie poszedł do przodu, pomimo skokowego polepszenia jakości infrastruktury i dopływu do niego ogromnej ilości środków finansowych. Polska reprezentacja nie jedzie na mistrzostwa świata, a my poszukując własnego piłkarskiego DNA będziemy w europejskich rozgrywkach pucharowych szukać swojej futbolowej tożsamości. Nie będziemy jednak robili tego rzeszą polskich wychowanków tylko zaciężną, tanią siłą roboczą - cudzoziemcami. Czy naprawdę taka alternatywa podniesie nasz poziom reprezentacyjny i da Urbanowi właściwych jakościowo zawodników? Czy to tylko ja nie zauważam jakiegoś zalążku planu, trwałej tendencji w PZPN-ie do wypracowania realnych zmian i praktycznego zamiaru podniesienia poziomu wyszkolenia, poziomu jakości gry polskich zawodników? Czy rzeczywiście żaden z działaczy związkowych nie zauważa, że po odejściu Roberta Lewandowskiego i Piotra Zielińskiego grozi nam dziura pokoleniowa? Jak na razie nie widać, aby związek podjął jakieś działania zaradcze, po braku kwalifikacji na World Cup 2026, np. promujące polskich młodych futbolistów w rozgrywkach ligowych. Odpadliśmy i nic się nie wydarzyło. Spokój, charyzma Urbana wprowadza do wewnątrz „ład korporacyjny” w drużynie bez zaburzenia jego struktury wewnętrznej, ale może jednak na zewnątrz, na działaczy związku przydałaby się jego autorytarna, bardziej asertywna a la Wiktor Orban wersja. Wszystko dla kształcenia przyszłych kadr polskich reprezentantów, których ma „wyprodukować” związek, a nie trener I reprezentacji.
My kibice za brak jakości reprezentantów lubimy obwiniać selekcjonera, a nie działaczy i trenerów jako systemu. A to przecież leży w dobrze pojętym interesie polskiej piłki nożnej, bo kibice, po przekroczeniu masy krytycznej, mogą zawsze przełączyć tv na inny kanał, oglądając bajeczną opowieść np. o Mai Chwalińskiej.
_______________________________________
* Robert Kiłdanowicz jest doktorem nauk prawnych. W przeszłości występował m.in. w I-ligowych (wg dzisiejszego nazewnictwa ekstraklasowych) zespołach Stomilu Olsztyn, Widzewa Łódź czy Śląska Wrocław
Jan Urban - winowajca czy ofiara? Fot. Tomasz Jastrzębowski/PressFocus
