Wróciły stare demony

Rozmowa z Bartoszem Biedrzyckim, pomocnikiem Odry Opole

Pobudka, pany! – zdaje się wzywać Bartosz Biedrzycki. Hasło bardzo na czasie w Opolu. Fot. Mateusz Porzucek / Press Focus

Piękna pucharowa wygrana ze Śląskiem jest już tylko wspomnieniem. W lidze było „po staremu”, czyli porażka w Bytomiu, i to bez zdobytego gola.

- Niestety... Znów – jak czasami we wcześniejszych meczach – zaważyły drobne błędy indywidualne, po których straciliśmy pierwszego gola.

Muszę się „wciąć” z pytaniem w tym miejscu, bo to pan wyrzucał piłkę z autu na tyle pechowo, że poszła z tego kontra Polonii...

- Owszem; piłka miała polecieć daleko, w głąb pola karnego gospodarzy. Ale wyślizgnęła mi się z rąk, poszła lżej, niż planowałem. Natomiast nawet w takiej sytuacji, jeśli aut źle wyjdzie, mamy ludzi na zabezpieczeniu, żeby przerwać akcję rywala. Nawet kosztem faulu, kosztem żółtej kartki.

Drugą bramkę też sprezentowaliście Polonii – konkretnie Artur Haluch. W obecnej sytuacji w tabeli zwyczajnie... drżą wam nogi? Żałośnie mała liczba zdobytych goli zdaje się potwierdzać takie założenie.

- Być może. Osiem bramek to zdecydowanie za mało w stosunku do stwarzanych przez nas sytuacji. Czujemy delikatne ciśnienie, więc brakuje nam luzu i spokoju pod bramką, zwłaszcza w ostatnim momencie akcji, pozwalającego na dobre wykończenie. Jesteśmy bardzo nerwowi w naszych poczynaniach pod bramką. Czasem na siłę próbujemy coś strzelić, a może wystarczyłoby podać do lepiej ustawionego kolegi?

Ostatnia porażka w Bytomiu nakazuje zapytać, dlaczego Łukaszowi Tomczykowi – przecież bardzo chwalonemu właśnie za pracę z Polonią – nie wyszło w Opolu. Jak pan sądzi?

- Myślę, że trener Tomczyk bardzo chciał wykrzesać z nas takie atuty, jakie prezentowali poloniści w okresie jego pracy w Bytomiu. Rozpoczął pewien proces, w którym zabrakło nam chyba konsekwencji działań. Myślę, że jako zawodnicy dawaliśmy za mało od siebie w stosunku do tego, czego od nas oczekiwano.

Ale wiedzieliście, jak mają wyglądać wasze zadania i wasza gra?

- Tak, na pewno. W paru spotkaniach było widać, czego trener Tomczyk i sztab od nas oczekują. Jeżeli stosowaliśmy się precyzyjnie do tych wskazówek, byliśmy – jak mówiłem – konsekwentni, potrafiliśmy i strzelać gole, i wygrywać. Gdy tego nie robiliśmy, wynik był odwrotny.

Wrócę na koniec do zwycięskiego meczu ze Śląskiem. W Bytomiu nie było widać pozytywnego myślenia, które powinien w was pobudzić. Dlaczego?

- Mecz ze Śląskiem – ze względu na rywala, ale też i fakt, że każdy chciał się nowemu trenerowi pokazać, udowodnić swą wartość – był szczególny. Wszystkie te elementy złożyły się na impuls, który wtedy dostaliśmy. W Bytomiu wróciły stare demony, zagraliśmy słabo.

Piątkowy mecz z Unią jest arcyważny. Przegrany na dobre „zakopie się” na dnie tabeli. Więc... jak nie przegrać?

- Nie załamywać się po przegranej z Polonią. Po drugie – być szczelnym w obronie. I po trzecie – kreować więcej w przodzie. Bez tego goli dla nas nie będzie...

Rozmawiał Dariusz Leśnikowski

Kapitan utracony

W poniedziałkowym meczu z Polonią Bytom tylko jeden Opolanin napomniany został żółtą kartką. Sęk w tym, że był to Mateusz Spychała, dla którego była to już czwarta sędziowska kara w tym sezonie ligowym. Kapitana Odry zabraknie więc w piątkowej konfrontacji z Unią Skierniewice.


284 MINUTY trwa już snajperska niemoc Opolan w meczach ligowych



Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się