Wrażenie lepsze niż wynik

W inauguracyjnym spotkaniu mistrzostw świata nie sprostaliśmy niemieckim wicemistrzom olimpijskim, mimo dobrych trzech kwadransów. W kolejnych meczach z Czechami i Szwajcarami musimy dobrze zagrać już przez godzinę, jeśli chcemy coś zwojować na mundialu.

Ach, gdybyśmy potrafili wykorzystywać rzuty karne... Fot. Adam Warżawa/PAP

Mistrzostwa świata inaugurowaliśmy meczem z Niemcami, którzy byli zdecydowanymi faworytami nie tylko spotkania z Biało-czerwonymi, ale i do jednego z medali. Już remis byłby gigantyczną niespodzianką, tym bardziej że Niemcy nie przegrali meczu otwarcia od 1974 roku! W przeszłości nasi zachodni sąsiedzi trzykrotnie zdobyli złote medale, ale na kolejny triumf czekają już 17 lat, gdy w 2007 roku w finale mistrzostw świata pokonali… Polaków. W składzie ówczesnej kadry Biało-czerwonych występował m.in. aktualny Prezes Związku Piłki Ręcznej w Polsce Sławomir Szmal oraz selekcjoner naszej reprezentacji Marcin Lijewski.

Poza protokołem znaleźli się bramkarz Kacper Ligarzewski i obrotowy Bartłomiej Bis, którego nieobecność w szesnastce meczowej była niespodzianką. - Zadecydowały względy taktyczne - tłumaczono tę decyzję w polskim obozie. Mecz zaczął się od bramki Juri Knora, za chwilę my przejęliśmy prowadzenie, po czym najpierw na ławkę kar powędrował Maciej Gębala, a za chwilę za wcześnie na boisku pojawił się Jan Czuwara i przez ten szkolny, techniczny błąd przez 50 sekund graliśmy w podwójnym osłabieniu. To jednak nie miało aż takiego znaczenia, podobnie jak wracające stare demony w postaci zmarnowanych rzutów karnych - pomylili się Kamil Syprzak i Mikołaj Czapliński. Polacy do przerwy hali Jyske Bank Boxen w Herning prezentowali się kapitalnie. Fenomenalnie bronił Adam Morawski; 8 parad, blisko 50-procentowa skuteczność. Świetnie usposobieni rzutowo byli Ariel Pietrasik i Syprzak - obaj po 5 trafień. Przez większą część pierwszej połowy Biało-czerwoni prowadzili, dwukrotnie nawet dwoma bramkami, co wywoływało spazmy gniewu najstarszego trenera na mundialu, 66-letniego Islandczyka Alfreda Gislasona. Brawa biliśmy także za grę w obronie, za dojrzałość w ataku pozycyjnym i tylko źle rozegrana końcówka - na 35 sekund przed syreną trener Lijewski poprosił o czas, rozrysował ostatnią akcję, tymczasem to wicemistrzowie olimpijscy, po przejęciu piłki i sprawnie wyprowadzonym ataku, wyszli na jednobramkowe prowadzenie.

Drugą połowę rozpoczęliśmy od trafienia, po czym po naszych błędach Niemcy odskoczyli na trzy bramki. Przetrwaliśmy kryzys, znów wyrównaliśmy, po czym w trans wpadł David Spaeth, który w końcówce pierwszej połowy zastąpił w bramce Andreasa Wolffa. Niestety, były bramkarz Industrii Kielce wrócił z ławki między słupki i obronił dwa kolejne rzuty karne Polaków. - Jeden rzut karny na pięć wykonywanych w mistrzostwach świata, to musiało się zemścić na wyniku - pomyśleliśmy, po czym w 47 minucie nasz kapitan Arkadiusz Moryto przełamał serię Wolffa, trafiając w końcu z rzutu karnego. Wolff pozostał jednak w bramce i to dzięki niemu nasi rywale nie trwonili 3-, a za moment po golu niesamowitego Renarsa Uscinsa 4-bramkowej już przewagi.

Niestety, siadła nam skuteczność - kwadrans od 39 minuty przegraliśmy 4:9, więc mimo dobrych w sumie recenzji, niezwieszania głów, charakteru, zdrowia zostawionego na boisku, pierwszy mecz na mundialu po prostu przegraliśmy. Mimo wszystko za wysoko. Ponieśliśmy 25. porażkę z Niemcami w 34. meczu. Porażka boli, ale wiedzieliśmy przed turniejem, że chcąc wyjść z grupy i awansować do dalszej fazy najważniejsze mecze czekają nas w 2. i 3. kolejce grupowej z Czechami i Szwajcarami. No więc wszystko co najważniejsze dopiero przed Biało-czerwonymi.

MVP spotkania został kapitan i obrotowy naszych rywali, Johannes Golla. - Nie możemy tracić 35 bramek na mistrzostwach świata, jeśli chcemy coś na nicjh zrobić. Niemcy byli do ugryzienia. Fajnie by było raz zagrać brzydko i wygrać. No cóż, dzisiaj trochę porozpaczamy, a jutro myślimy już o Czechach - skomentował porażkę kapitan naszej reprezentacji, Arkadiusz Moryto.

Zbigniew Cieńciała

◼  Niemcy - Polska 35:28 (14:13)

NIEMCY: Wolff, Spaeth - Lichtlein 1, Uscins 10, Knorr 5, Golla 6, Koester 2, Zerbe 1, Witzke 5,Dahmke, Martens 3, Stutzke, Steinert, Fischer 1, Grgić 1, Kastening. Kary: 8 min. Trener Alfred GISLASON.

POLSKA: Morawski, Jastrzębski - Marciniak 1, Moryto 2/1, Jędraszczyk 4, Syprzak 6/1, Pietrasik 7, Czuwara 1, Gębala 1, Olejniczak 2, Wojdan 2, Czapliński 2, Paterek, Przytuła, Rogulski, Adamski. Kary: 10 min. Trener Marcin LIJEWSKI.

Sędziowali: Gjorgji Naczewski i Slawe Nikołow(Macedonia Północna). Widzów 3552.

Przebieg meczu: 1:0 (1), 1:2 (4), 4:6 (10), 6:6 (13), 9:10 (21), 11:13 (25), 13:13 (27), 14:13 (30), 14:14 (31), 18:15 (33), 20:19 (38), 21:21 (39), 24:21 (43), 24:22 (46), 30:25 (54), 35:28 (60).