Wraca jako snajper
Po pięciu sezonach zbierania doświadczenia Dawid Kasprzyk znowu założył koszulkę GKS-u Tychy.
Dawid Kasprzyk został serdecznie przywitany w... swoim domu. Fot. Łukasz Sobala/GKS Tychy
GKS TYCHY
Sobotnia gra wewnętrzna, kończąca pierwszy tydzień treningów, dała sztabowi szkoleniowemu sporo materiału do analizy, ale nie wyjaśniła wszystkich wątpliwości. Na razie trener drugoligowcaRene Poms obserwuje niemal 30 piłkarzy, a włodarze klubu nadal zastanawiają się, komu jeszcze podziękować, a z kim sfinalizować rozmowy transferowe. Do 4 lipca, kiedy Trójkolorowi zagrają w Opolu swój pierwszy letni sparing z Odrą, wszystko powinno być jednak dopięte, żeby przez następne 3 tygodnie, które pozostaną do meczu wyjazdowego z Chojniczanką, zespół mógł się cementować.
Spoiwem, które może łączyć drużynę jest Dawid Kasprzyk. 26-letni napastnik pochodzi z Bierunia i na podwórkach przy ulicy Homera stawiał swoje pierwsze piłkarskie kroki. Z Unii Bieruń Stary - jako 13-latek - przeszedł do GKS-u Tychy i koszulkę z trójkolorowym trójkątem traktuje jak relikwię.
Pierwszy gol
- Gra w GKS-ie Tychy zawsze była moim – najpierw marzeniem, a potem celem – mówi piłkarz, który wrócił do tyskiej szatni po 5 sezonach. – Kiedy niemal 7 lat temu zadebiutowałem w 1. lidze w wyjazdowym meczu z Radomiakiem, wchodząc w końcówce za Sebastiana Stebleckiego, byłem niezwykle szczęśliwy. A chwili, w której 4 tygodnie później, na naszym stadionie, strzeliłem swojego pierwszego gola po asyście Maćka Mańki, ustalając na 5:1 wynik meczu z Chrobrym Głogów, nie zapomnę. To było spełnienie dziecięcych i młodzieńczych snów, bo od najmłodszych lat byłem kibicem tego klubu i czuję, że wróciłem do domu.
Awans rok po roku
W pierwszym sezonie skończyło się na 17 występach i jednej bramce, a po drugim, choć drużyna doszła do baraży o ekstraklasę, mający na koncie tylko 8 epizodów rezerwowy młodzieżowiec opuścił Tychy.
- Nie potrafię sobie tego wytłumaczyć, dlaczego wtedy musiałem odejść i powiem szczerze, że nie wracam do tego – dodaje piłkarz, który po grze w III-ligowych: Rekordzie Bielsko-Biała i Sokole Ostróda trafił do II-ligowego Motoru Lublin, z którym wywalczył dwa awanse rok po roku, a następnie znowu grał i strzelał w III-ligowych Chełmiance i Karkonoszach Jelenia Góra. - Czuję teraz dużą satysfakcję z tego, że wróciłem, bo to znaczy, że nie zmarnowałem tych 5 lat. Oczywiście nie znaczy to, że uważam się za wielkiego piłkarza. Co najwyżej jestem „kopaczem”, bo choć w ostatnim sezonie strzeliłem 23 gole dla Karkonoszy, to na poziomie centralnym mam raptem 15 występów w II lidze z barażami licząc oraz 20 na zapleczu ekstraklasy i po jednym golu. Dlatego chcę ten bilans poprawić w GKS-ie Tychy. To jest mój cel.
Awans na pierwszym miejscu
W Rekordzie Dawid Kasprzyk w 27 meczach strzelił 7 goli, w Sokole Ostróda w 16 spotkaniach rundy jesiennej trafił 11 razy i przeszedł do Motoru, żeby w Kołobrzegu golem w półfinale baraży otworzyć drogę Lublinianom do 1. ligi. Tam jednak skończyło się na tylko na 3 epizodach, ale za to w Chełmiance w 30 występach zdobył 12 bramek, a w Karkonoszach eksplodował!
- Gdy zaczynałem grać i dostawałem szanse, odpłacałem golami – wyjaśnia Dawid Kasprzyk. – Za to w Motorze, gdzie była bardzo dobra drużyna i niezwykły trener Goncalo Feio bardzo dużo się nauczyłem. Przegrałem jednak rywalizację z Samuelem Mrazem i dlatego odszedłem. W Chojniczance nie grałem regularnie, za to w Karkonoszach, do których ściągnął mnie trener Dominik Nowak, od razu „zatrybiło”. W pierwszym meczu strzeliłem 2 gole Warcie Gorzów Wielkopolski i 2 bramkami z Górnikiem II Zabrze w ostatnim meczu sezonu zakończyłem „łowy”. Z wyjątkiem pauz po żółtych kartkach, grałem regularnie od pierwszego do ostatniego gwizdka i w sumie w 30 spotkaniach zdobyłem 23 bramki, na 45 całej drużyny. Z Cariną Gubin ustrzeliłem hat trick i miałem 5 dubletów. W Tychach będę się starał to kontynuować. Taki jest mój cel, ale najważniejszy jest awans drużyny i to stawiam na pierwszym miejscu.
Jerzy Dusik
