Wolna Amerykanka
ZAPISKI AMERYKAŃSKIE (14)
World Cup menu - szykuj się na spory wydatek! Wyciągaj dolary! Fot. Michał Zichlarz
Przykład pierwszy: woda. Niby nic, ale na wagę złota, kiedy temperatura, tak jak teraz, sięga 90 stopni w skali Fahrenheita (to w przeliczeniu około 32 st. Celsjusza). Jest bardzo ciepło, a do tego wilgotno. Koszulka lepi się do pleców. Nie masz własnej wody, to musisz zapłacić wiele. Buteleczka w centrum prasowym to wydatek 4 i pół dolara, na stadionie dla kibiców już 5 baksów, czyli w przeliczeniu jakieś 17-19 złotych…
Przykład drugi: transport. Jazda z Bostonu do Nowego Jorku linią autobusową Flixbus/Greyhound. Bilet kupiony, ale autokaru nie ma. Przyjeżdża z... dwuipółgodzinnym opóźnieniem! - Chcecie jechać? – pyta rosyjskojęzyczny kierowca pasażerów. Ma dziesięć miejsc za... 50 dolarów za miejsce. Nie daje nic tłumaczenie, że przecież mamy bilety na autobus już wykupione! Nie interesuje go to, tłumaczy że do jego autobusu wejdą tylko ci, co zapłacą. Bierze numery telefonów, na które mają zostać wysłane rachunki… Nawet nie ma się gdzie odwołać, bo na stronie autokarowej firmy nie widzę nawet adresu mailowego, są tylko formularze...
Przykład trzeci: jedzenie. O tym już pisałem. Nowy Jork jest bardzo drogim miastem. Nawet nie sprawdzam ile kosztują restauracje. Jedzenie w centrach prasowych? Zwykły sandwicz to 15 dolarów, czyli prawie 57 złotych! W FIFA oszaleli. Pod tym względem z mundialu na mundial jest coraz gorzej. W Katarze też było drogo, jabłko kosztowało 20 złotych, ale tutaj w Stanach to już szczyty. A może nie...?
Trzeba się postarać, żeby znaleźć coś przystępnego. U mnie na Queens, gdzie mieszkam, kupuję u Chińczyka solidny obiad na wynos za 12 dolarów, podobna cena jest w jednej z wielu kolumbijskich restauracyjek. Tak czy inaczej, przyjeżdżając na mistrzostwa świata, trzeba się liczyć z ogromnymi wydatkami. Jak widać - w Ameryce w szczególności. Money, money, money…
