Wojskowi bliżej elity
Niepokonany od dziewięciu spotkań Śląsk jest już blisko bezpośredniego awansu do Ekstraklasy. Mielczan czeka do końca walka o utrzymanie.
Radość Wojskowych po zdobyciu zwycięskiej bramki nie może dziwić. Fot. Marta Badowska/Pressfocus
Spadkowicze z ekstraklasy, mający inne cele w tym sezonie, stworzyli bardzo dobre widowisko w sobotę w Mielcu, a pierwsza połowa była wręcz "palce lizać". Było w niej dużo piłkarskiej jakości, emocjonalny rollercoaster i cztery bramki. Śląsk, choć przegrywał dwukrotnie, ostatecznie przechylił szalę na swoją korzyść, zdobywając bardzo ważne punkty przybliżające go do powrotu do elity. Gospodarze, którzy niedawno wydostali się ze strefy spadkowej, byli bardzo rozczarowani wynikiem.
W 18 minucie Mielczanie wyprowadzili zabójczą kontrę, w finale Paweł Kruszelnicki zakręcił Krzysztofem Kurowskim, uderzył w kierunku dalszego słupka, a Michał Szromnik był bez szans. To szósta bramka (do tego 5 asyst) w sezonie jednego z najlepszych pierwszoligowych skrzydłowych. Odpowiedź wojskowych była błyskawiczna, a gola z rzutu karnego po ręce w „szesnastce” Chemy Nuneza zdobył Przemysław Banaszak. Śląsk grał, Stal ponownie objęła prowadzenie po rzucie rożnym i główce Sławomira Szeligi. To nie był koniec emocji, bo w doliczonym czasie Luka Marjanac został powalony w polu karnym przez Israela Puerto, a Banaszak wykorzystał drugą jedenastkę, zdobywając 13. bramkę w sezonie (piątą wiosną).
Po przerwie widowisko nie było już tak szalone, a decydujący cios zadali goście - konkretnie Michał Mokrzycki - którzy byli bardzo zdeterminowani, by wywieźć z Podkarpacia pełną pulę.
Zbigniew Cieńciała
OCENA MECZU⭐ ⭐ ⭐
◼ Stal Mielec – Śląsk Wrocław 2:3 (2:2)
1:0 – Kruszelnicki, 18 min, 1:1 – Banaszak, 21 min (karny), 2:1 – Szeliga, 32 min (głową), 2:2 – Banaszak, 45+4 min (karny), 2:3 - Mokrzycki, 82 min
STAL: Gostomski – Matynia, Puerto, Senger, Pisek (40. Bukowski) – Nunez, Wlazło (46. Cykalo) – Cybulski (78. Gerbowski), Kruszelnicki (70. Kowalski), Fucak – Szeliga. Trener: Ireneusz MAMROT.
ŚLĄSK: Szromnik – Matsenko, Lamine Ba, Malec – Rosiak, Yriarte, Samiec-Talar (90. Wojtczak), Mokrzycki, Kurowski (85. Dijaković) – Marjanac (85. Jambor), Banaszak. Trener: Ante SIMUNDZA.
Sędziował: Mateusz Jenda (Warszawa). Widzów: 3935. Żółte kartki: Puerto - Lamine Ba, Mokrzycki.
GŁOS TRENERÓW
Ante SIMUNDZA: - Uważam, że kibice obejrzeli bardzo ciekawe spotkanie. Oddaję ogromny szacunek mojej drużynie, bo dwa razy byliśmy w stanie wrócić do meczu i ostatecznie wygraliśmy. Rywale strzelili bramki po kontrataku i rzucie rożnym. Nie pamiętam, żeby oprócz tego doszli do klarownych sytuacji. Byli w dobrej formie, zasłużyli na dwa gole, ale w nas była większa żądza zwycięstwa.
Ireneusz MAMROT: - Zostawiliśmy dużo zdrowia na boisku, dlatego jesteśmy bardzo rozczarowani wynikiem, ponieważ zasłużyliśmy na remis. Dwa razy prowadziliśmy, a największym problemem było, że pierwszą bramkę straciliśmy za szybko, no i ta bramka do szatni. Szkoda moich piłkarzy, ale liczy się to, co w bramce. Musimy się podnieść i szukać punktów w kolejnych meczach. Bardzo mi przykro z powodu Piska, który prawdopodobnie zerwał więzadła krzyżowe, a grający na silnych środkach przeciwbólowych Piotrek Wlazło zszedł z boiska z powodu kontuzji.
