Włoch wygrał, „Kwiato” wrócił

Giulio Ciccone wygrał Donostia San Sebastian Klasikoa. W Kraju Basków po raz pierwszy od połowy marca wystartował Michał Kwiatkowski.

Polak (na pierwszym planie) w końcu się doczekał. Niech ta historia się toczy! Fot. Facebook Michała Kwiatkowskiego

Liczący sobie 30 lat Włoch był jednym z faworytów liczącej ponad 211 km imprezy po pagórkowatym terenie ze startem i metą w San Sebastian. Ciccone ruszył do przodu z kilkoma innymi kolarzami na Erlaitz, przedostatniej wspinaczce dnia. Wkrótce został z nim tylko Issac del Toro (UAE Team Emirates-XRG), ale w trakcie pokonywania ostatniego na trasie wzniesienia, krótkiego, ale stromego Murgil Tontorra (2 km podjazdu o średnim nachyleniu prawie 10 proc.), młody Meksykanin osłabł, a do prowadzącego Włocha dołączył kolejny kolarz emirackiej grupy, Jan Christen. Na krótko, bo niecałe dziewięć kilometrów przed końcem Ciccone zostawił za sobą także Szwajcara. 

– Powrót do ścigania po ponad dwóch miesiącach to zawsze niewiadoma – podkreślał Giulio Ciccone, który ostatni start zaliczył pod koniec maja w Giro d'Italia, z którego wycofał się po kraksie. – Dopiero w samej końcówce uwierzyłem w zwycięstwo. Po prostu cieszyłem się tą chwilą, bo to jeden z moich ulubionych wyścigów – przyznał Włoch, który o dziewięć sekund wyprzedził Christena. Trzecie miejsce zajął Belg Maxim Van Gils (Red Bull-BORA-hansgrohe). 

Jedynym Polakiem, który wziął udziału w sobotnim klasyku, był Michał Kwiatkowski. – Po ponad czterech miesiącach wreszcie stanąłem na linii startu. Nigdy w karierze nie przeżyłem czegoś takiego. Uporczywy ból kolana zamienił moje życie w mentalny rollercoaster. Po długiej walce w końcu zidentyfikowaliśmy to jako problem biomechaniczny, a nie konsekwencje upadku – napisał kolarz grupy INEOS Grenadiers w mediach społecznościowych. – Ta kontuzja nauczyła mnie cierpliwości i przypomniała, jak ważne są małe zwycięstwa. Teraz jestem głodny każdego numeru startowego, jaki przypnę. Teraz ściganie u siebie, na Tour de Pologne, przed polskimi kibicami, czyli coś wyjątkowego. A jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to czeka nas Vuelta a Espana i mocne zakończenie sezonu. Niech ta historia się toczy – zakończył 35-letni mistrz świata z 2014 roku, który sobotni wyścig potraktował treningowo, dojeżdżając do mety blisko kwadrans po zwycięzcy.

(gak)