Właśnie taki jest futbol
KOMENTARZ „SPORTU” - Kacper Janoszka
Nie dziwię się trenerowi Rafałowi Górakowi, że podczas konferencji po meczu z Rakowem wspomniał o kontrowersjach sędziowskich. Szkoleniowiec GieKSy miał rację. W trzech ważnych, stykowych sytuacjach arbiter Karol Arys z pomocą asystentów (liniowych Marka Arysa i Marcina Janawy oraz VAR-owych Pawła Malca i Marcina Kochanka) trzykrotnie podjął decyzję na korzyść Rakowa. Dwie najbardziej wyraziste dotyczyły sytuacji w polu karnym. W drugiej połowie Częstochowianie wykonywali rzut karny. Podczas niego szybko w pole karne wbiegł Lamine Diaby-Fadiga, który po obronie Dawida Kudły trafił do siatki. Po długotrwałej analizie stwierdzono, że Gwinejczyk nie zdążył postawić stopy na murawie do czasu uderzenia Jonatana Brunesa. Czy jednak wszyscy byli przekonani o słuszności tej decyzji? W drugiej sytuacji, w doliczonym czasie drugiej połowy, przy stanie 3:3, w polu karnym po kontakcie z Bogdanem Racovitanem padł Borja Galan. Dlaczego po długiej analizie VAR sędzia Arys zdecydował się nie podyktować „jedenastki”? Równie dobrze mógłby podjąć inną decyzję, a Raków nie mógłby czuć się szczególnie poszkodowany, bo Racovitan zapłaciłby za zbyt odważną i nieudaną próbę zatrzymania akcji. Trzecia sytuacja to faul Erika Jirki przed polem karnym na Jeanie Carlosie (po rzucie wolnym padła bramka). Brazylijczyk osunął się po tym, jak tylko poczuł muśnięcie ręki Słowaka na twarzy. Taki to był faul.
Zrozumiałe jest więc dla mnie to, że kibice GieKSy mogą czuć się pokrzywdzeni. Sędziowie jednak podejmowali kontrowersyjne decyzje, poodejmują je nadal i zapewne przez wiele kolejnych lat będziemy zastanawiać się, czy w jednej, czy drugiej sytuacji był spalony, czy może go nie było; czy piłkarz dotknął piłkę ręką, czy może był to wynik błędu technicznego; czy zawodnik faulował, a może był faulowany… W trwającym sezonie na polskich stadionach podjęto tak wiele błędnych, kontrowersyjnych, niezrozumiałych i trudnych do wytłumaczenia decyzji sędziowskich, że nie mam już w sobie nadziei na to, że przepisy zostaną uproszczone, że będziemy wiedzieć, dlaczego sędzia podjął taką, a nie inną decyzję, że będzie po prostu lepiej, łatwiej i przyjemniej.
Niezależnie od tego, chciałbym docenić drogę, jaką w ostatnich latach przeszedł GKS Katowice. Cały czas historia tej drużyny robi na mnie wrażenie. To nadal historia zespołu, który w ciągu jednej rundy z 11. miejsca w I lidze wskoczył na 2. i po 19 latach awansował do ekstraklasy. To cały czas piękna opowieść o ekipie, która w pierwszym sezonie po awansie potrafiła postawić się najlepszym. To historia o GKS-ie, który w czwartkowym spotkaniu z Rakowem rozegrał jeden z najpiękniejszych meczów sezonu, prezentując determinację, wolę walki, charakter i umiejętności. Piłka nożna jest jednak taką dyscypliną, że czasem wszystkie te cechy nie wystarczą do zwycięstwa. Bo w futbolu zawsze jest tak, że gdy jedna drużyna się cieszy, druga się smuci. Porażka jest wliczonym kosztem tej pasji. Dlatego na miejscu kibiców GieKSy nie czułbym szczególnego zawodu, czy rozgoryczenia z powodu kontrowersji. Jasne, brak awansu do finału Pucharu Polski będzie ich boleć jeszcze przez kilka dni, a może tygodni. Po czasie muszą jednak poczuć ogromną dumę, bo ekipa z Nowej Bukowej zaprezentowała kawał porządnego futbolu i widziała to cała piłkarska Polska.