Właśnie o takie mecze chodzi

Zwarcie Jagiellonii z Rakowem było pojedynkiem dwóch ostatnich mistrzów Polski. Co za tempo, działo się!

Dwóch bohaterów meczu w Białymstoku: Afimico Pululu i Kacper Trelowski. Fot. PAP/Artur Reszko

Mecz sprostał oczekiwaniom. Mogło podobać się dobre, szybkie tempo od pierwszego gwizdka sędziego. Na spotkanie wpłynęła sytuacja z samego początku. Już  3 minucie rozpędzony Michael Ameyaw po starciu z Dieguezem upadł w polu karnym, a sędzia zarządził rzut karny. Bezbłędnie wykorzystał szansę Ivi Lopez (więcej o tej sytuacji w rubryce "Kontrowersje"). Do przerwy rozzłoszczona Jagiellonia oddała siedem strzałów, Raków ledwie jeden, ale na przerwę to goście schodzili z jednobramkowym prowadzeniem.

Ultraofensywne ustawienie daje efekty

Mecz był twardy, bezpardonowy, męski. Oba zespoły wiedziały ile znaczy to zwycięstwo. Jagiellonia grała coraz bardziej nerwowo, a Raków atakował z rzadka, lecz groźnie – jak wtedy gdy w 57 minucie  Sławomir Abramowicz z trudem wybił na róg potężną bombę Jeana Carlosa. Zaraz potem fantastycznym strzałem z rzutu wolnego popisał się Kristoffer Hansen, jednak zachwycająco spisał się bramkarz gości Kacper Trelowski, wybijając piłkę zmierzającą w okienko. Tej interwencji nie powstydziliby się najlepsi golkiperzy na świecie! Postawa Trelowskiego zasługuje na osobne pochwały.

Mecz był klasycznym przykładem na to, jak uciekający czas sprawia, że wzmaga się presja, rośnie zdenerwowanie. Na ostatnie dwa kwadranse trener gospodarzy Adrian Siemieniec wpuścił Lamine Diaby Fadigę i Nene. Szkoleniowiec Jagiellonii uznał tym samym, że nie ma czego bronić. Ultraofensywne ustawienie bardzo szybko przyniosło skutek. Ledwie kilka minut później właśnie zmiennik Fadiga znakomicie podał płasko w pole karne, a Jesus Imaz posłał piłkę pod poprzeczkę, tego uderzenia Trelowski nie miał już szans obronić.

W końcówce działy się cuda

Kiedy wydawało się, że drugą bramkę zaraz strzelą gospodarze - wbili ją goście.  Wszystko toczyło się niewiarygodnie szybko. Raków ponownie objął prowadzenie za sprawą chorwackiego obrońcy Zorana Arsenicia, który po centrze uprzedził w powietrzu rywali. Choć do drugiej połowy zostały doliczone ledwie cztery minuty to mecz przeciągnął się aż do 102! W doliczonym czasie za zagranie ręką Stratosa Svarnasa sędzia podyktował jedenstkę, którą na bramkę zamienił Afimico Pululu. Angolańczyk wreszcie strzelił gola, myląc świetnie dysponowanego – powtórzmy to jeszcze raz - Trelowskiego.

W końcówce nikt nie panował nad emocjami. Czerwoną kartkę dostał Gustav Berggren, który zaczął kopać w punkt oznaczający jedenastkę, było też kilka żółtych. O tym meczu będzie się pamiętać długo.

(pacz)


MÓWIĄ LICZBY
JAGIELLONIA RAKÓW
10 strzały celne 4
11 strzały niecelne 5
60 posiadanie piłki 40
7 rzuty rożne 2
20 faule 11
1 spalone 0
4 żółte kartki 3
0 czerwona kartka 1