Właściwy kierunek
Selekcjoner Pekka Tirkkonen rozpoczął pracę z Biało-czerwonymi z wielkim przytupem!
Reprezentacja Polski w pełnej krasie po wygranym turnieju nad Dunajem. Fot. PZHL
REPREZENTACJA POLSKI
Takiego początku sezonu międzynarodowego w wykonaniu naszej kadry dawno już nie notowaliśmy. Owszem, Biało-czerwoni wygrywali mecze, ale z rywalami występującymi w niższych dywizjach. Nowa formuła rywalizacji zaproponowana przez IIHF, czyli Europejski Puchar Narodów sprawił, że polscy hokeiści mogą potykać się z zespołami wyżej notowanymi w światowym rankingu. Za nami dwa zwycięskie turnieje w Sosnowcu i w Budapeszcie, a w pokonanym polu mamy dwa razy reprezentację Włoch (2 x 4:2), Wielką Brytanię (1:0), Francję (4:3 po dogrywce) oraz Węgry (5:2). Jedyną porażkę zanotowaliśmy ze Słowenią (2:3 w dodatkowym czasie). To zestawienie mówi samo za siebie i nie mamy nic przeciwko, by ta seria została utrzymana w lutym na Wyspach Brytyjskich oraz w majowych mistrzostwach świata Dywizji 1A w Sosnowcu.
Udane debiuty
Czar i urok nowego selekcjonera Pekki Tirkkonena podziałał na hokeistów, którzy imponują swoją postawą – takie głosy można usłyszeć w kuluarach, ale potraktujmy je z przymrużeniem oka. Reprezentacja Polski ma za sobą dwa turnieje, ale w różnych konfiguracjach kadrowych. W Sosnowcu zobaczyliśmy zespół z kilkoma doświadczonymi zawodnikami, m.in. Tomašem Fučikiem, Bartoszem Ciurą, Bartłomiejem Pociechą, Grzegorzem Pasiutem, Arionem Chmielewskim czy też Filipem Komorskim. Do Budapesztu natomiast trenerzy zabrali wielu hokeistów ze zdecydowanie mniejszym stażem oraz trzech debiutantów. Mateusz Studziński bronił przeciwko Madziarom i wypadł więcej niż przyzwoicie, a na dodatek miał solidne wsparcie w kolegach. Obrońca Eryk Schafer nie odstawał od swoich partnerów, zaś 20-letni napastnik GieKSy, Jonasz Hofman, zanotował dwie asysty. Czegóż można więcej wymagać od debiutantów. A gdy dodamy jeszcze dobrą postawę Jakubów Lewandowskiego i Ślusarczyka oraz Szymona Kiełbickiego, hokeistów o małym doświadczeniu reprezentacyjnym. będziemy mieli nieco pełniejszy ogląd zawodników młodszego pokolenia.
Twardo na bandach
Nasi hokeiści na tle rywali wyglądali na mocniejszych pod względem fizycznym. Nie bali się twardych starć przy bandach i, co najważniejsze, wychodzili z nich zwycięsko.
- Trudno znaleźć słabe punkty naszej drużyny, choć, oczywiście, nie obyło się bez drobnych błędów i potknięć – mówił na gorąco po turnieju dyrektor reprezentacji, Jarosław Rzeszutko. - Chłopaki zaimponowali nie tylko walecznością i ambicją, ale przede wszystkim dyscypliną taktyczną. Na lodzie nie było dzieła przypadku, bo większość akcji była solidnie budowana i, z reguły, starano się je zakończyć strzałem. Cały zespół za występ w Budapeszcie zasługuje na słowa uznania, a młodzi zawodnicy podchodzą do obowiązków nakreślonych przez trenerów bez żadnych obaw. Starają się wykonywać swoje zadania tak, jak najlepiej potrafią. To niezwykle budująca postawa w kontekście przyszłości, zwłaszcza występu w majowych MŚ Dywizji 1A.
Ból głowy
Pomysł z nową formułą rywalizacji, czyli Europejskim Pucharem Narodów, świetnie się sprawdza i w kolejnym sezonie ta formuła będzie nieco znowelizowana, bardziej podobna do piłkarskiej czy siatkarskiej Ligi Narodów. Reprezentacje mają otrzymywać punkty do światowego rankingu nie tylko za imprezy rangi mistrzowskiej. To jednak melodia przyszłości. Najważniejsze, że Biało-czerwoni mają okazję potykać się z przeciwnikami wyżej notowanymi i dobrze się przygotować do najważniejszego występu w sezonie.
Jeszcze do niedawna mówiło się, że kadra jest zbyt wąska i trenerzy mają małe pole wyboru, jednak dwa ostatnie turnieje zadają kłam tej tezie, bo została sprawdzona szeroka grupa potencjalnych reprezentantów. A jest ona jeszcze większa, bo kilku zawodników leczyło kontuzje i nie mogło wziąć udziału w zgrupowaniach.
- Na pewno trenerzy będą mieli spory ból głowy na kogo się zdecydować przy wyborze tej ostatecznej drużyny na mistrzostwa świata – dodaje Rzeszutko. - Patrzę nieco z boku i widzę z jakimi zaangażowanie wszyscy podchodzą do swoich zadań, a zwłaszcza młodzi. Odnoszę wrażenie, że oni nie chcą czekać, lecz szybko wskoczą do zespołu. Może momentami brakuje zgrania, ale, moim zdaniem, to tylko kwestia czasu, bo przecież będziemy mieli kolejny turniej oraz mecze towarzyskie przed mistrzostwami.
Formacje specjalne
Polscy hokeiści podczas budapeszteńskiego turnieju grali rozważnie i odpowiedzialnie. W trzech meczach zaliczyliśmy zaledwie 10 minut kar i w osłabieniu straciliśmy gola tylko z Włochami. Natomiast graliśmy w sumie 24 minuty w liczebnej przewadze, zdobywając dwie bramki. Kar było niewiele i chwała za to zawodnikom, niemniej gra w formacjach specjalnych pewnie w dalszej części sezonu będzie doskonalona i to chyba nie ulega kwestii. Podczas krótkiego, 2,5-dniowego zgrupowania w Tychach oraz dwóch zajęć na lodzie gra w formacjach specjalnych nie była ćwiczona w dłuższym wymiarze czasowym. Na to przyjdzie czas podczas kwietniowych, zapewne dłuższych zgrupowań kadry.
Pekka Tirkkonen jest selekcjonerem od początku października, ale widać, że jest nieźle zorientowany w naszych hokejowych realiach. Fin rozpoczął pracę z reprezentacją w imponującym stylu i nie mamy nic przeciwko temu, by to kontynuował!
Włodzimierz Sowiński
23. WYGRANĄ zaliczyli Biało-czerwoni w 53. meczu z Francuzami.
33 RAZY zwyciężaliśmy w 62 spotkaniach z Włochami.
40. RAZ wygraliśmy z Madziarami w 72. potyczce.
