Właściwa reakcja
W meczu z Tyszanami Biała Gwiazda nie była bez skazy, ale odpowiednio zareagowała na problem, który sama stworzyła.
Patryk Letkiewicz mógł wybrać bezpieczniejsze rozwiązanie i GKS nie zdobyłby gola. Fot. Krzysztof Porębski/PressFocus
WISŁA KRAKÓW
Po zwycięstwie nad podopiecznymi Łukasza Piszczka i korzystnych dla niej innych wynikach Wisła powiększyła przewagę nad resztą stawki z 10 do 12 punktów.
Skuteczność godna podziwu
Trener GKS-u żałował, że wciąż budowana przez niego drużyna nie do końca zrealizowała plan na spotkanie pod Wawelem. Wskazał też, że nie dopuściła gospodarzy do dużej liczby sytuacji i celnych strzałów. Podopieczni Mariusza Jopa trzy razy trafili w bramkę i każde z uderzeń zamieniali na gola. – Najważniejsza jest efektywność strzałów. Jeżeli będziemy oddawać cztery, a strzelać trzy bramki, to wchodzę w to – podkreśla opiekun Wiślaków. Od początku uzyskali przewagę, ale nawarzyli sobie piwa i w 18 minucie, gdy po udanym doskoku Marcina Listkowskiego, Marc Carbo stracił piłkę podaną do środka z dużym ryzykiem przez Patryka Letkiewicza, a za chwilę Bartłomiej Barański dał gościom prowadzenie. – Nie uważam, że popełniłem nie wiadomo jaki błąd – uważa bramkarz. – To po prostu kwestia decyzji – szybszego przeanalizowania, że Marc ma na plecach zawodnika. Nie dostał nieprzyjemnej piłki, ale po pierwsze powinienem zagrać ją mocniej, a po drugie – krzyknąć do Marca – analizuje Letkiewicz. 20-latek mógł zagrać bezpieczniej, np. w lewo do Josepha Colleya.
Wkalkulowane ryzyko
Tym razem odważne zagranie się nie opłaciło. Trener rozgrzeszył jednak zawodników. – Dla mnie jest najważniejsze, jak zespół zareagował po straconej bramce. Jak się przegrywa, nie jest prosto zareagować we właściwy sposób, czyli w taki, że zdobywa się dwie i wychodzi się na prowadzenie – mówił Jop. Wiślakom od czasu do czasu przytrafiają się takie błędy w rozegraniu. Szkoleniowiec uważa, że jest to ryzyko wkalkulowane w ich sposób otwierania akcji. – Na pewno nie będzie ode mnie przekazu, by tego teraz nie robić, bo straciliśmy z tego bramkę – zapewnia. Letkiewicz zagrywał też długie piłki do skrzydłowych. Po wskazówkach od Jopa, a także na podstawie własnych obserwacji zauważał tam miejsce. Tyszanie wysoko podchodzili do gospodarzy i niewiele brakowało, by po jednej z takich prób udało się ich skarcić. – Było widać, że w sytuacji, kiedy rywal podchodził do nas „jeden na jeden” wysoko, a z tyłu zostawiał układ „cztery na cztery”, to kilka razy dłuższym podaniem od Letkiewicza stwarzaliśmy zagrożenie. Podkreśla, że zespół nie zawsze będzie grać do środka, natomiast czasami będzie tego próbować.
Colley dał pewność
Letkiewicz podkreśla, że goście byli bardzo dobrze przygotowani taktycznie. Mieli plan na zatrzymanie gospodarzy. Po raz pierwszy spotkał się z sytuacją, że napastnicy z dwóch stron bardzo szeroko go „pressowali”. Nie licząc w części podarowanego przez wiślaków gola, zawodnicy GKS-u nie mieli wiele do powiedzenia w ataku. – Linia defensywna bardzo dobrze działała – podkreśla golkiper. Parę środkowym ze strzelcem trzeciego gola Wiktorem Biedrzyckim stworzył Joseph Colley. Szwed przyszedł do Wisły, gdy jeszcze grała w ekstraklasie, miał też poważny uraz. W piątek zaliczył dopiero pierwsze minuty w obecnym ligowym sezonie. Dostał szansę, ponieważ dobrze się prezentował, a Mariusz Kutwa i Darijo Grujczić byli osłabieni po infekcjach. – To bardzo doświadczony zawodnik, który jest w Wiśle bardzo długo. Nie było po nim widać stresu. Fajnie się nam grało, czułem pewność i zaufanie, a przede wszystkim pozytywne nastawianie do meczu – chwali starszego kolegę Letkiewicz.
Michał Knura
