Właściciel znów nieźle zaSzalai!
Alex Haditaghi ponownie szokuje. Znany obrońca w szeregach Portowców.
Jan Bednarek kontra Attila Szalai (z prawej) w listopadzie 2021. Dziś poziom trzyma ten pierwszy, budząc respekt w Porto, a Węgier przychodzi się odbudować do ekstraklasy. Fot. Marcin Karczewski / Press Focus
POGOŃ SZCZECIN
Polska ekstraklasa po raz kolejny zaskakuje głośnymi nazwiskami, kontraktowanymi do gry na jej boiskach. Takowym jest oczywiście Attila Szalai – 49-krotny reprezentant Węgier, uczestnik dwóch ostatnich finałowych turniejów mistrzostw Europy, mający w CV parę cenionych na Starym Kontynencie klubów. W tym m.in. Fenerbahce, dla którego w latach 2020-2023 zagrał 84 mecze w tureckiej SuperLig. - Oj, był z niego kawał grajka w tamtym okresie! - mówi „Sportowi” Jacek Cyzio, kiedyś grający nad Bosforem, dziś komentujący w telewizji mecze drużyn z tamtych stron kontynentu. Teraz ten niegdyś świetny defensor został wypożyczony na pół roku do Pogoni Szczecin.
Między Turcją a... Turcją
Okres w Fenerbahce był szczytowy w karierze wychowanka klubu Gödi SE z przedmieść węgierskiej stolicy. Wyceniano go wówczas na ok. 15 mln euro – siedmiokrotnie wyżej, niż obecnie. Latem 2023 zbliżoną kwotę (12,3 mln) wyłożyło za niego Hoffenheim. Od tamtej pory przez dwa lata zagrał jednak w sumie 12 meczów w Bundeslidze (wspomniany Hoffenheim oraz Freiburg) i Jupiler Pro League (Standard Liege). Rytm meczowy odnalazł dopiero jesienią, znów w Turcji. Już nie jednak w którymś z tamtejszych gigantów. - Jak się zawodnika wysyła do Kasimpasy (obecnie piętnasty zespół SuperLig – dop. aut.), bo nie poradził sobie w mocnych klubach, to... coś jest z nim nie tak w kontekście wielkiej piłki – głośno zastanawia się nasz rozmówca.
W poszukiwaniu szczytu
- Przyznam szczerze, że niewiele mogę o jego jesiennych występach na tureckich boiskach powiedzieć; w samej Kasimpasie się wyróżniał, ale w takim klubie... to nie jest wielka sztuka. Ogólnie natomiast w całej lidze nie rzucał się jakoś szczególnie w oczy. Trudno nie odnieść w tym momencie wrażenia, że do Pogoni przychodzi po to, by spróbować się odbudować. Nasza ekstraklasa oczywiście z rundy na rundę jest lepsza, mocniejsza. Ale piłkarze z dużymi nazwiskami i z licznymi występami w swoich reprezentacjach, raczej nie przychodzą do nas w szczycie formy, zwłaszcza gdy mają ledwie 28 lat – dorzuca Cyzio, komentując ledwie pięciomiesięczny okres wypożyczenia węgierskiego obrońcy do Szczecina.
Ściągając Węgra, właściciel Pogoni znów nieźle zaszalał, Szalai nie jest wszak pierwszym „facetem z nazwiskiem” - jak mówi nasz rozmówca – zakontraktowanym w tym sezonie przez „Portowców”. Latem i jesienią mnóstwo emocji wobec klubu należącego do kanadyjskiego milionera, Alexa Haditaghiego, wywołały angaże Sama Greenwooda oraz mistrza świata z 2018 roku Benjamina Mendy'ego.
Rajd na Szczecin
- Ten pierwszy, owszem, gra przyzwoicie, ale przecież nie na miarę oczekiwań kibiców i... swojego nazwiska – uśmiecha się Jacek Cyzio. Mendy z kolei dobrej dyspozycji w zasadzie w ogóle jeszcze nie zdążył w Polsce pokazać. - A szkoda... - wzdycha nasz rozmówca, który kawał swej piłkarskiej przygody spędził w koszulce Portowców. - Tam poznawałem świat, zakochałem się w Szczecinie i uwielbiam do niego wracać. Dziś losy życiowe związały mnie z Warszawą, ale na mecz Pogoni – z dobrze grającymi Greenwoodem, Mendym, Szalaiem i... „Grosikiem” - bardzo chętnie bym się wybrał. Jak tylko będą w szczytowej formie, wsiadam w samochód i ruszam na Szczecin! – dorzuca ze śmiechem.
Dariusz Leśnikowski
