Wisła Płock - Piast 2:2

Ekstraklasa piłkarska

Fot. Artur Kraszewski/ APPA

Było to drugie spotkanie Wisły Płock w tym tygodniu. W środę w 1/16 finału Pucharu Polski pokonała Puszczę Niepołomice 2:1. W tym meczu „nafciarze” nie wystąpili w swoim najsilniejszym składzie, grali zmiennicy, którzy mają na swoim koncie mniej minut w ekstraklasie. 

Przed sobotnim meczem Piast był na szóstym miejscu w tabeli, w 12 spotkaniach zgromadził 20 punktów, Wisła po rozegraniu 11 meczów, spadła na 12. pozycję, z dorobkiem 14. 

Wisła rozpoczęła z nieprawdopodobnym animuszem. Goście rozgrywali piłkę powoli z rozmysłem, a gospodarze starali się ją zabrać i skonstruować swoją akcję. Tak było w 3. minucie, po bardzo długo rozgrywanej pierwszej akcji, futbolówkę zdołał zabrać rywalowi Łukasz Sekulski, podał do nadbiegającego Samuela Akere, który mocno strzelił, jednak obok słupka.  

W 11. min w znakomitej sytuacji znalazł się Ivan Lima. Dostał piłkę na środku pola karnego, nie mając przed sobą żadnego obrońcy, ale nie trafił nawet w światło bramki. Za to sprawdził Rafała Leszczyńskiego w 21. min Leandro Sanca, którego strzał zatrzymał płocki bramkarz. 

Wynik otworzyli rywale w 24. minucie. Po fatalnym błędzie Marcina Kamińskiego Andreas Katsantonis wpakował piłkę do siatki po podaniu Ivana Limy. W odpowiedzi po drugiej stronie boiska znakomitym refleksem popisał się Sekulski, ale w ostatniej chwili futbolówkę z bramki wybił Domen Gril. 

Goście całkowicie rozmontowali płocką obronę w 37. minucie. Po koronkowej akcji na polu karnym Wisły, do bramki trafił Oskar Leśniak, podwyższając prowadzenie Piasta. Dwie minuty później szansę wypracował sobie Sanca, ale fatalnie wykończył akcję, nie trafiając nawet w światło bramki. 

Druga połowa rozpoczęła się po myśli Wisły. W pierwszej akcji Olaf Kobacki ruszył na bramkę, nie dał się zatrzymać obrońcy Piasta i pewnym strzałem umieścił piłkę w siatce. 

Kolejne minuty nie przyniosły zbyt wielu emocji. Piast, mimo straty bramki, nie miał sytuacji, by podwyższyć wynik, za to Wisła mogła i uczyniła to. Próbkę swoich możliwości dał w 65. min Said Hamulić, którego strzał obronił Gril, a w 68. min na tablicy już był remis 2:2. 

Po rzucie wolnym i zamieszaniu pod bramką Marcin Kamiński uruchomił Sekulskiego, który pięknym strzałem zdobył wyrównującego gola. Takiego obrotu sprawy na pewno nie spodziewali się przyjezdni, a Wisła nadal atakowała, jakby nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa. Więcej bramek w meczu jednak nie padło. 

PAP