Wiemy że… nic nie wiemy
Dokładnie za dwa miesiące będziemy żyli początkiem eliminacji MŚ. Przed dwoma pierwszymi marcowymi spotkaniami wiemy jednak niewiele…
Za dwa miesiące zaczynamy eliminacje MŚ. Selekcjoner Michał Probierz ma nad czym myśleć. Fot. Paweł Andrachiewicz/Pressfocus.pl
W piątek 21 marca inaugurujemy eliminacje do amerykańskich mistrzostw świata. W grupie G naszym pierwszym rywalem będzie Litwa. Trzy dni później również u siebie podejmujemy Maltę.
Czekanie na decyzję
W poniedziałek mieliśmy poznać miejsce, gdzie Biało-czerwoni będą grać. Przypomnijmy, tydzień temu gruchnęła informacja, że z powodu niedogadania się PZPN z operatorem PGE Narodowego w Warszawie, kadra będzie ponownie grała na Stadionie Śląskiem, z którym są związane największe sukcesy naszej futbolowej reprezentacji. To wywołało szum, a nawet panikę na warszawskich salonach. We wszystko włączyli się politycy, z krytykowanym przez wielu ministrem sportu Sławomirem Nitrasem na czele. Ten nie owijając w bawełnę powiedział. - Pragnę wszystkich uspokoić - i mówię to z pełną odpowiedzialnością - domem reprezentacji Polski jest Stadion Narodowy. On był budowany nie po to, żeby tam były koncerty, które są fajnym dodatkiem, tylko po to, żeby piłkarska reprezentacja Polski grała w godnych warunkach – mówił Nitras.
Te „godne” warunki to przywożona i rozkładana trawa na każdy mecz, co kosztuje krocie i jeżdżenie po Warszawie po kilka godzin, żeby potrenować, bo w zakorkowanym mieście inaczej się nie da, a na futbolowy ośrodek z prawdziwego zdarzenia pieniędzy nie ma. Te po zmianie rządu zablokował Nitras. Na Śląskim jest pod tym względem zupełnie inaczej.
Nitras w poprzednim tygodniu dwa razy spotkał się z prezesem piłkarskiej centrali Cezarym Kuleszą. Niby rząd nie jest stroną w negocjacjach, ale naciska na PZPN na rozgrywanie meczów w Warszawie. Przed majowymi prezydenckimi wyborami rządzący chcą mieć wszystko pod kontrolą. Z nieoficjalnych informacji wynika, że marcowe mecze mają być rozgrywane w Warszawie. Śląski ma się zadowolić meczem o punkty z Finlandią we wrześniu i dwoma towarzyskimi potyczkami. Piszemy o tym w komentarzu.
Zmieniają kluby
Miejsce rozgrywania meczów kadry to jedna rzecz, a to jak będzie wyglądała piłkarska rzeczywistość pokaże murawa. Trudno w grach z reprezentacjami na pozycji numer 145 (Litwa) i 162 (Malta) oczekiwać czegoś innego niż wygranych naszej reprezentacji, ale… różnie może być. Mołdawia, która w rankingu FIFA jest na pozycji 151 – w europejskim rankingu pomiędzy Litwą, a Maltą – ograła nas przecież w Kiszyniowie w czerwcu 2023 roku 3:2.
Dziś nie bardzo wiadomo, jak Michał Probierz chce i planuje grać. Nie wiemy kto jest bramkarzem numer 1, bo raz gra jeden, a raz drugi (Łukasz Skorupski, Marcin Bułka). W ogóle defensywa czy gra w obronie całego zespołu, to nasza pięta Achillesowa. W rozgrywkach Ligi Narodów w Dywizji A straciliśmy aż 16 bramek. Ze wszystkich czterech dywizji gorsza była tylko Bośnia i Hercegowina oraz Azerbejdżan – 17 straconych goli! Sporo to mówi o braku jakości.
Na dodatek w zimowym okienku transferowym wiele dzieje się wokół naszych reprezentantów. Z jednej strony to dobra rzecz, bo zmieniając klub nasi zawodnicy może w końcu nie tyle będą więcej grać, co w ogóle pokażą się nie boisku, jak Jakub Moder, który Brighton zmienia na Feyenoord. Z kolei Nicola Zalewski ma powędrować z Romy do Olympique Marsylia, a z Ameryki do Europy chce wrócić Karol Świderski, który rozmawia z Panathinaikosem.
Może też selekcjoner zajrzy na Wyspy Brytyjskie i przeprosi się z grającym w Aston Villi Matty Cashem. Warto też spojrzeć na Championship i dwójkę naszych graczy w Oxford. Chodzi o Michała Helika, który przeniósł się tam z League One z Huddersfield oraz Przemysława Płachetę. Ten w grudniu i na początku stycznia zdobył dla klubu ze środka tabeli Championship dwa gole i zanotował dwie asysty.
Zmiany, po tym co było w 2024 roku - nieudane Euro i spadek z Dywizji A Ligi Narodów - są po prostu wskazane.
Michał Zichlarz
