Wiemy, o co walczymy
Rozmowa z Michałem Daszkiem, skrzydłowym Orlen Wisły Płock i reprezentacji Polski
Michał Daszek wierzy w swój klub i w reprezentację Polski. Fot. Gleb Soboliev/PressFocus
Za wami ostatni w tym roku mecz w Lidze Mistrzów. W okres przedświąteczny chcieliście wejść w dobrym nastroju, a tymczasem nastąpiła piękna katastrofa, czyli niespodziewana - w kontekście wyjazdowego zwycięstwa - porażka 34:35 z młodzieżą z duńskiego GOG Gudme...
- Nie wiem co się stało. Na pewno tego ostatniego meczu w tym roku kalendarzowym nie chcieliśmy tak zagrać. Faktem jednak jest, że Duńczycy całe spotkanie rozegrali na dobrym poziomie. Twardo stali w obronie, mieliśmy duże problemy z ich atakiem pozycyjnym. To był zimny prysznic, ale może to lepiej, że spotkał nas on teraz... W przyszłym roku mamy jeszcze cztery mecze, wiemy o co walczymy. Prysznic się przyda.
Trener Xavier Sabate mówił przed meczem, że trzeba będzie do niego podejść jak do finału. Tymczasem odnosiło się wrażenie, że to Duńczycy walczą w finale. Pan nie miał takiego wrażenia?
- Oni walczyli jak o życie, skoro Zagrzeb wygrał z Bitolą, to w dole tabeli zrobiło się ciasno, więc punkty z nami były GOG bardzo potrzebne. My też ich potrzebowaliśmy, ale... Racja, wyglądało to tak, jakby tylko oni przyjechali do Płocka na finał.
Dlaczego tak mało minut zaliczył pan na parkiecie? Jakaś fizyczna niedyspozycja?
- To nie do mnie pytanie. To pytanie do trenera Sabate. Ja jestem gotowy. Gram - nie gram, taka jest moja rola w zespole, więc się przystosowuję...
W drugiej połowie był moment, gdy w 42 minucie - kiedy po dłuższym okresie odzyskaliście prowadzenie - wydawało się, że płocka maszyna ruszyła, wróciła na właściwe tory, ale wkrótce wasza gra znów się posypała, znowu musieliście gonić wynik. Co się stało?
- Rywale wytrzymali wojnę nerwów, a my dopiero w końcówce ich dogoniliśmy. Szkoda, że nie graliśmy tak otwarcie przez całe spotkanie, bo brak kalkulacji i szybkie akcje dawały nam dużo dobrego. Pozwoliły wyjść z czterobramkowego deficytu, więc jest to na pewno ciekawy materiał do analizy. Ale sprawiedliwie muszę powiedzieć - GOG był zespołem lepszym. Duńczycy zasługiwali na zwycięstwo.
Porażka nie może jednak przesłonić tej edycji Ligi Mistrzów, ponieważ jest ona najlepsza w historii waszych występów w elicie. W poprzednim sezonie na tym etapie mieliście tylko 4 punkty, teraz macie ich 12. Gdzie zaszły tak diametralne zmiany na lepsze w postawie zespołu?
- Jest wiele aspektów. Na pewno ważny jest ten psychologiczny. Odblokowaliśmy się. Uświadomiliśmy sobie, że szczególnie w Płocku, przy wsparciu naszych kibiców, jesteśmy w stanie pokonać każdego przeciwnika. Tym bardziej teraz żałuję porażki z GOG, bo powinniśmy wygrać w naszej twierdzy i zakończyć ten rok z przytupem. Tego jest mi bardzo żal.
Dlaczego minutowe przerwy na żądanie trenera Sabate są owiane taką tajemnicą? Kamerzyści są przeganiani, a mikrofony zakrywane...
- Coraz więcej zespołów tak robi, więc my też tak robimy. Czasami przekazujemy sobie takie informacje, które nie mogą wyjść na zewnątrz, więc lepiej tego unikać.
Dwa zdania o reprezentacji... Selekcjoner Jota Gonzalez ogłosił szeroką kadrę na styczniowe mistrzostwa Europy. Przygotowania ruszyły już jakiś czas temu. Jakie są pańskie oczekiwania?
- Jedziemy na mistrzostwa z nastawieniem, żeby pokazać, że polska piłka ręczna może być dalej silna. Ja na przykładzie ostatniego tygodnia, jaki miałem okazję przepracować z chłopakami, widziałem ile było rywalizacji, potu, ciężkiej pracy na zgrupowaniu. Naprawdę fajnie to wyglądało. Pomijając towarzyski mecz z Czechami, na który nie dojechaliśmy fizycznie (porażka w Wałbrzychu 29:30 – przyp. red.), myślę, że ta kadra ma potencjał. Po zakończeniu rozgrywek ligowych będziemy mieli jeszcze dwa tygodnie mocnych treningów. Musimy się ze sobą odpowiednio zgrać. Potem zagramy jeszcze dwa sparingi (nieoficjalne z Serbami we Władysławowie - przyp. red.), a już na Euro w każdym meczu damy z siebie wszystko. Będziemy się bić z każdym przeciwnikiem na równi (w grupie mamy Węgrów, Islandczyków i Włochów - przyp. red.), ponieważ wiem, że na to nas stać.
Zbigniew Cieńciała
