Wielkie okrągłe zero
Puchar Polski dla Górnika, dwa śląsko-zagłębiowskie kluby zagrają w finale kobiecych zmagań w tych rozgrywkach. W PKO BP Ekstraklasie o podium grają Zabrzanie i Katowiczanie. Tak nas rozpieścił ten sezon w wykonaniu drużyn z regionu, że... kręcimy nosem na miniony weekend!
Bartosz Nowak i Eman Markovic – dwie wiosenne gwiazdy GieKSy. W Gliwicach jednak zagrały mocno przeciętnie... Fot. PAP/Art Service
WYDARZENIE KOLEJKI
Porażka Górnika z Zagłębiem Lubin, bezbramkowa bezradność GKS-u w starciu z Piastem w Gliwicach – nie takich wyników oczekiwali kibice z Roosevelta i z Bukowej. Ci pierwsi znów zaimponowali frekwencją, ci drudzy mocną (liczebnie) grupą pojawili się przy Okrzei. I wszyscy oni przeżyli gorycz. Wielkie okrągłe zero po stronie zysków bramkowych, a u „górników” - także w rubryce punkty... To boli, bo można było wskoczyć (bądź – w przypadku Górnika – umocnić się) na podium, tymczasem szansę na to – tymczasowo? – diabli wzięli...
Uczucia cokolwiek mieszane
- Cenny punkt, bo tak go finalnie oceniam, dopisuję i raduję się z tego, że wraca z nami do Katowic – mówił na pomeczowej konferencji trener GieKSy, Rafał Górak. Kiedy tydzień wcześniej, po rzuceniu na kolana Termaliki (5:1) przez jego podopiecznych, zapytaliśmy go o formę motywacji przed meczem z Piastem, odpowiadał krótko: „Wystarczy, że przypomnę chłopakom porażkę 1:3 z jesieni”. Tymczasem... nie wystarczyło. Więc choć trener Katowiczan – realista do najgłębszych trzewi – podkreślał pozytywy wypływające z niedzielnej konfrontacji (- Budujemy serię meczów bez porażki – zaznaczał), miał świadomość posianej szansy na fotel wicelidera. - Nie zagraliśmy na swoim poziomie – mówił przede wszystkim o pierwszej połowie w wykonaniu swej drużyny. Po czym sięgał po ocenę już całego spotkania, i tu było już zdecydowanie gorzko: - Nie zagraliśmy na swoim poziomie, szczególnie wtedy, kiedy byliśmy przy piłce. Na pewno nie byliśmy najlepszą wersją siebie. W wielu aspektach ten mecz wymykał się spod kontroli...
Nie spisujmy na straty
Cytujemy wyłącznie trenera GieKSy, ale przecież podobną analizę moglibyśmy przypisać i Michalowi Gašparikowi. Bo w meczu z Zagłębiem też nie widzieliśmy „najlepszej wersji Górnika”.
No to o co chodzi w tym „wielkim okrągłym zerze”, jakie w sobotę towarzyszyło i Zabrzanom, i Katowiczanom?
- Nie spisujmy, broń Boże, żadnej z tych drużyn na straty! Co więcej – nie krytykujmy ich specjalnie mocno za ten miniony weekend! Nie da się zagrać też wszystkich meczów na takim poziomie, jaki widzieliśmy w grze GieKSy i Górnika na przykład w starciach pucharowych – apeluje Krzysztof Markowski, wychowanek zabrzańskiego klubu i ligowiec w barwach zespołu katowickiego (sprzed ponad dwóch dekad). - Swoją drogą strasznie żałuję, że to nie była para finałowa w Pucharze Polski; mielibyśmy w Warszawie dużo lepsze widowisko! - dodaje.
Zatrucie sukcesem?
Czemu więc akurat potyczki z Lubinianami i Gliwiczanami skończyły się w sposób, o którym zawodnicy obu drużyn będą chcieli jak najszybciej zapomnieć? „Maro” w obu przypadkach ma gotową odpowiedź. Najpierw na temat Górnika.
- Po pierwsze – znam dobrze Leszka Ojrzyńskiego (trenera Zagłębia – dop. aut.) i wiem, że potrafi doskonale ustawić swój zespół pod konkretnego rywala. Po drugie – wyszedł zawodnikowi gości być może „strzał życia”. No i po trzecie – po pucharowym świętowaniu być może jeszcze tkwiło w zespole „zatrucie sukcesem”. Zbierając to wszystko do kupy, otrzymujemy taki efekt, jak w sobotę przy Roosevelta – tłumaczy Markowski.
Superpromocja!
W przypadku GieKSiarzy stanowczo odrzuca sugestię, że w Katowicach ktoś może.... nie chcieć europejskich pucharów. - Nie, nie i jeszcze raz nie! Ktoś miałby nagle powiedzieć chłopakom: „Odpuszczamy Europę”??? Miasto przeznaczyło na klub naprawdę fajne pieniążki, a puchary byłyby dla niego superpromocją! A od strony czysto sportowej: zimą dokonano przy Bukowej naprawdę mądrych, udanych transferów. W moim przekonaniu nie po to, żeby zająć szóste miejsce... - nasz rozmówca odwołuje się, jak widać, zarówno do argumentów marketingowych, jak i czysto sportowych.
Trzymać ciśnienie
Skąd zatem słabsza – zupełnie nieprzystająca do wielu wcześniejszych gier – postawa Katowiczan przy Okrzei? - Doświadczenie! - rzuca krótko nasz rozmówca. A potem wyjaśnia. - Gdyby GieKSa w marcu wygrała zaległy mecz w Białymstoku, już wtedy wskoczyłaby na podium. Ale nie wykorzystała szansy, choć skądinąd wiem, że chłopcy byli bardzo „nabuzowani”. Teraz mogli zostać wiceliderami i... znów chyba nie wytrzymali ciśnienia! Krótko mówiąc – muszą nauczyć się wykorzystywać tego typu szanse!
I to najlepiej jak najszybciej, bo przecież w niedzielę być może kolejne – decydujące? - spotkanie o podium, czyli wizyta Jagi na Nowej Bukowej. Oby po nim już nikomu nie przychodziła do głowy myśl o „wielkim okrągłym zerze”!
Dariusz Leśnikowski
