Wielkie niezadowolenie
Czy mocnemu u siebie Ruchowi mogło stać się coś złego w meczu z ostatnią drużyną ligi? Ano mogło.
W Chorzowie poprószyło przy Pruszkowie. Fot. Sebastian Sienkiewicz/PressFocus
Na Górnym Śląsku na szczęście wiedzą, jak należy usuwać śnieg z boiska, stąd mecz na Stadionie Śląskim ani przez moment nie był zagrożony. W ruch poszły łopaty i traktory z pługami, dzięki czemu murawa nie wyglądała wiele gorzej niż zazwyczaj. Znacznie gorzej wyglądała jednak gra chorzowian, których dwukrotnie „ukłuł” 20-letni Daniel Bąk, napastnik pochodzący z Będzina.
Zabójczy duet
Przy pierwszym trafieniu – w 17 min – ograni zostali obaj stoperzy Ruchu. 38-letni gwiazdor Znicza Radosław Majewski poradził sobie w polu karnym z Andrejem Lukiciem, zaś Nikodemowi Leśniakowi-Paduchowi urwał się wspomniany Bąk. Gol gości był... ich jedynym uderzeniem w pierwszej połowie! Ten sam pruszkowski duet odpowiadał za bramkę na 2:0 w 80 min – Majewski uderzył w słupek, a Bąk dobił z ostrego kąta. Należy jeszcze dodać, że gola Znicz mógł zdobyć kilka chwil wcześniej, ale Leśniak-Paduch wybił z linii bramkowej strzał Oskara Koprowskiego. Nic nie wskazywało na to, aby Ruch był w stanie odrobić straty w starciu z ostatnią drużyną 1. ligi, ale pomocną rękę podał mu najbardziej znany obrońca przeciwnika, Jarosław Jach, pakując samobója. Gdyby nie on, trudno byłoby sądzić, aby mierni w ataku gospodarze byli w stanie cokolwiek zdziałać. Szarpać w swoim stylu próbował Shuma Nagamatsu, podłączał się Szymon Karasiński, walczył Marko Kolar – który zmusił do poważnego wysiłku bramkarza Znicza, Piotra Misztala po półgodzinie spotkania, ale to wszystko było mało.
Długa lista nieobecnych
Chorzowianie grali natomiast skrajnie okrojoną kadrą. Z przyczyn zdrowotnych nie było: Bały, Lachendry, Preislera, Sikory, Szczepana, Jakuba Szymańskiego i Szymińskiego. Z powodu kartek wypadli Szymon Szymański i Patryk Szwedzik. Pierwszym z ławki, którego wpuścił trener Waldemar Fornalik, był słynny Nono, który dopiero niedawno zaczął pojawiać się na murawie po roku czekania, aż będzie gotowy. Potem zaś... wchodzili tylko nieopierzeni młodzieżowcy. Pole manewru było takie, jak żadne, zresztą trener pruszkowian Peter Struhar wspomniał, że w przedmeczowych planach koncentrowali się na wykorzystaniu kłopotów kadrowych Niebieskich. No i wykorzystali. Synonimem bezradności Ruchu był aut wykonywany przez Jakuba Sobeczkę w doliczonym czasie. 19-latek chciał napędzić szybko akcję, ale... piłka wyślizgnęła mu się z rąk i sędzia oddał ją rywalom.
Piotr Tubacki
OCENA MECZU⭐ ⭐
◼ Ruch Chorzów – Znicz Pruszków 1:2 (0:1)
0:1 – Bąk, 17 min, 0:2 – Bąk, 80 min, 1:2 – Jach, 86 min (samobójcza)
RUCH: Gradecki – Konczkowski, Leśniak-Paduch, Lukić, Karasiński – Szwoch – Ventura (81. Rosół), Nagamatsu – Mezghrani (76. Sobeczko), Kolar (81. Dyduch), Ceglarz (64. Nono). Trener Waldemar FORNALIK.
ZNICZ: Misztal – Sokół, Ochronczuk, Jach, Koprowski, Moskwik – Ciepiela (68. Nadolski), Plewka, Proczek (64. Borecki) – Bąk (84. Karol), Majewski (84. Tabara). Trener Peter STRUHAR.
Sędziował Filip Kaliszewski (Gdańsk). Widzów 9689. Żółte kartki: Kolar – Proczek, Majewski.
GŁOS TRENERÓW
Waldemar FORNALIK: - Wiedzieliśmy, że pomimo małej zdobyczy punktowej Znicz potrafi stwarzać sobie sytuacje. W takim meczu nie wolno tracić tak łatwo bramki, bo w tych warunkach w ataku pozycyjnym trzeba mieć dużo atutów w postaci umiejętności indywidualnych, żeby dochodzić do dużej liczby sytuacji. My, głównie w pierwszej połowie, parliśmy do przodu, ale niewiele z tego wynikało. Znicz potrafił się odgryzać i efektem była druga bramka. Jesteśmy bardzo źli...
Peter STRUHAR: - Możemy być zadowoleni z tego, jak drużyna podeszła do meczu. Na Ruchu nie gra się łatwo, wiedzieliśmy, jaką ma formę. Chcieliśmy powstrzymać ich silne strony, pressing i fazy przejściowe, w czym wyglądają bardzo dobrze. To się udało. Graliśmy w kompakcie i wyglądaliśmy bardzo dobrze motorycznie.
