Wielki problem
Podstawowy i w praktyce jedyny młodzieżowiec Chorzowian doznał poważnej kontuzji. To mocno komplikuje życie Niebieskich.
Nikodem Leśniak-Paduch prędko na pierwszoligowe boiska nie wróci... Fot. Marcin Bulanda/Press Focus
RUCH CHORZÓW
Gdy Ruch odbył w poniedziałek pierwszy trening, informowaliśmy, że z urazem zakończył go Nikodem Leśniak-Paduch. Młody obrońca po zakończeniu dynamicznej i bardzo intensywnej gierki na pomniejszonym boisku, z obecnością żywych band (tj. kolegów), zszedł z grymasem bólu. Stojąc z boku z kilkoma osobami ze sztabu, zdjął but i obserwował prawą stopę. Zapytany przez nas o tę sprawę trener Waldemar Fornalik odpowiedział „zobaczymy”. I zobaczyli – wielotygodniową przerwę...
Pół rundy z głowy?
– U Nikodema stwierdzono pęknięcie piątej kości śródstopia. Konieczne będzie przeprowadzenie zabiegu zespolenia. Przerwa w treningach może wynieść od 6 do 10 tygodni – poinformował wczoraj fizjoterapeuta Ruchu, Filip Czapla. To fatalna wiadomość, bo równo za miesiąc, czyli 8 lutego, Chorzowianie zagrają pierwsze ligowe spotkanie, u siebie ze Śląskiem Wrocław. To za 4 tygodnie, a więc Leśniak-Paduch będzie pauzował od tamtej chwili jeszcze 2-6 tygodni. W praktyce oznacza to, że może wrócić dopiero po marcowej przerwie na reprezentację, już w kwietniu, czyli absencję w aż 7 spotkaniach ligowych! Do rozegrania zostanie wtedy jeszcze 8 kolejek. Wydaje się to co prawda najbardziej pesymistycznym scenariuszem, bo może być też tak, że zagra już pod koniec lutego ze Stalą Rzeszów, w czwartym meczu wiosny. Wszystko stoi pod znakiem zapytania, choć należy wskazać, że mowa tu o przerwie w zajęciach. Leśniak-Paduch straci poza tym cały okres przygotowawczy i będzie musiał jeszcze nadrobić zaległości treningowe... Miał być zwykły siniak po zderzeniu przy minusowej temperaturze, a wyszła tragedia.
Wytrwał 75 minut
A „tragedia” to adekwatne słowo, bo kontuzja stopera urodzonego 12 stycznia 2006 może być dla Ruchu kontuzją najbardziej bolesną. Nikodem nie dość, że dawał dużo jakości czysto piłkarskiej, to jeszcze spełniał wymóg przepisów o młodzieżowcu. Poza nim nie ma przy Cichej tak zdolnego młodziaka. Aż przypominają się czasy niezmordowanego Tomasza Wójtowicza, wiecznie oczekującego godnego rywala/zastępcy. Przed sezonem na młodzieżowca nr 1 był szykowany skrzydłowy Jakub Sobeczko, ale swoją pozycję stracił... w 75 minucie pierwszego spotkania. Wtedy to zastąpił go Leśniak-Paduch, wówczas anonimowy dla większości kibiców chłopak z drugoligowej Skry Częstochowa. Jednak już od 2. kolejki urodzony w Warszawie defensor wskoczył do wyjściowego składu i nie opuścił ani jednej minuty! Sobeczko uzbierał ich w sumie niewiele ponad 200 (wliczając w to również owe 75 z 1. kolejki), a od początku nie zagrał już potem ani razu.
Zmiana priorytetów
Poza nimi przy Cichej... młodzieży nie ma. Epizody notowali Filip Lachendro (okiem piszącego ten tekst, zawodnik z fajnym potencjałem, tyle że jego pierwszy rok w Ruchu naznaczony był kontuzjami), Mateusz Rosół i Kacper Dyduch. Przed sezonem, jeszcze z trenerem Dawidem Szulczkiem u steru, zapowiadano chęć większego stawiania na swoich zawodników, ale rzeczywistość boleśnie te założenia zweryfikowała. Mówiąc krótko – chłopcy niespecjalnie się nadają. W przeciwieństwie do ekstraklasy, na jej zapleczu wciąż młodzieżowiec na boisku jest obowiązkowy, a jego poziom - często decydujący dla funkcjonowania całego zespołu. Ruch tej zimy miał w planach poszerzenie zasobu młodych z potencjałem, kluczowe były jednak inne pozycje. Teraz priorytety zapewne ulegną zmianie, ale jako że w Ruchu nadal nie ma kasy, lekko i przyjemnie na pewno nie będzie. Może trzeba będzie „pogodzić się” z wypożyczeniami?
Piotr Tubacki
