Wielki popis Curry'ego i Jokicia
Kary za wielką bijatykę podczas meczu w Minneapolis okazały się bardzo łagodne. Na parkiecie cudów dokonali Stephen Curry i Nikola Jokić.
Nikola Jokić i Stephen Curry. Wtorek zdecydowanie należał do nich! Fot. John Hefti-USA TODAY Sports/SIPA USA/PressFocus
Wielka bójka, do której doszło w Target Center w Minneapolis podczas meczu Minnesota - Detroit, wywołała duży oddźwięk w koszykarskim środowisku. Zaraz po zdarzeniu sędziowie zdecydowali się wyrzucić łącznie aż pięciu zawodników i dwóch trenerów. Byli to: Donte DiVincenzo, Naz Reid, Ron Holland, Isaiah Stewart, Marcus Sasser, pierwszy trener Pistons J.B. Bickerstaff oraz asystent trenera Timberwolves Pablo Prigioni. Po kilku dniach zareagowały władze ligi - trzech koszykarzy Detroit Pistons i dwóch Minnesoty Timberwolves zostało zawieszonych. Środkowy "Tłoków" Stewart otrzymał najsurowszą karę - dwumeczowy zakaz gry. Jego koledzy z drużyny Marcus Sasser i Ron Holland II nie będą mogli zagrać w jednym spotkaniu. Podobną karę otrzymali Donte DiVincenzo i Naz Reid z Minnesoty.
Jak wynika z oświadczenia Stewart otrzymał dłuższy zakaz występów ze względu na „powtarzającą się historię niesportowych zachowań”.
Kary wydają się jednak łagodne. - Podobne bójki w niedawnych czasach skutkowały zawieszeniami na poziomie od dwóch do czterech meczów - przyznawał prestiżowy Sports Illustrated.
Wtorek 1 kwietnia przejdzie do kronik historii. Po raz pierwszy jednego wieczoru dwóch byłych MVP zdobyło co najmniej 50 punktów. Stephen Curry dał popis w spotkaniu w Memphis. Lider Golden State błyszczał od pierwszej minuty, dwanaście razy trafił za trzy, w sumie zanotował 52 „oczka”! Był bliski triple double, bo miał również 10 zbiórek i 8 asyst. - Wystarczył tydzień wolnego oraz dwa sparingi w golfa - uśmiechał się potem trener Steve Kerr pytany o rewelacyjną dyspozycję swojej gwiazdy. Warriors wygrali i minęli Grizzlies w tabeli. Teraz to oni są na piątym miejscu w Konferencji Zachodniej.
Gdy wydawało się, że nikt nie przebije wyczynu Curry'ego do akcji przystąpił Nikola Jokić. Nuggets w Ball Arena w Denver podejmowali desperacko walczących o play off gości z Minnesoty. Do wyłonienia zwycięzcy potrzebne były aż dwie dogrywki, ostatecznie po dwóch osobistych Nickeila Alexandra-Walkera na 0.1 sekundy przed końcem drugiego dodatkowego czasu wygrali przyjezdni. Ale ten mecz będzie zapamiętany dzięki nieprawdopodobnej grze Jokicia. Serb ustrzelił aż 61 punktów, zanotował przy tym triple double, bo miał jeszcze 10 zbiórek i 10 asyst. Po raz pierwszy w dziejach NBA ktoś dał radę zaliczyć potrójne zdobycze dwucyfrowe przy zdobytych 61 punktach. Dotychczas liderami tej statystyki byli Luka Doncić i James Harden, którzy zdobywali 60 punktów.
61 zdobytych punktów to rekord kariery 30-latka. To był prawdopodobnie jego najlepszy mecz na boiskach NBA. Jeden z portali zajmujących się statystyką zauważył, że Jokić jest pierwszym zawodnikiem od czasów Michaela Jordana, który zdobył co najmniej 60 punktów w meczu trwającym co najmniej 50 minut. Na pomeczowej konferencji prasowej Serb tradycyjnie skromnie podszedł do swojego wyczynu. Porównał wtorkowe osiągnięcia do tego, co robią jego ukochane konie. - Konie są jak sportowcy, one w dużym stopniu są do nas podobne. Rodzimy się, by to robić. Od małego trenujemy. One się rodzą, by biegać, a my, by grać - komentował Jokić.
Wyniki: Memphis - Golden State 125:134, Milwaukee - Phoenix 133:123, New York - Philadelphia 105:91, Atlanta - Portland 113:127, Chicago - Toronto 137:118, San Antonio - Orlando 105:116, Denver - Minnesota 139:140.
(p)
