Wielki dzień środkowego
Był to dla mnie rollercoaster, od euforii do zdenerwowania i tremy, kiedy zostałem wywołany do tablicy – stwierdził Piotr Nowakowski, który wrócił na parkiet po… 963 dniach.
Piotr Nowakowski ponownie poczuł „smak" parkietu. Fot. Łukasz Górajek/PlusLiga
PLUSLIGA
To jeden z najlepszych środkowych w historii polskiej siatkówki. Tytułów i zaszczytów ma co niemiara. Jest dwukrotnym mistrzem świata (2014, 18), mistrzem Europy (2009), zwycięzcą Ligi Światowej (2012), trzykrotnym mistrzem Polski (2012, 13, 15), dwukrotnym zdobywcą Pucharu Polski (2008, 18), najlepszym środkowym mistrzostw świata (2018) i mistrzostw Europy (2021) oraz najlepszym blokującym PlusLigi (sezon 2010/11) i turnieju finałowego Ligi Mistrzów (2015).
Piotr Nowakowski po raz ostatni wystąpił 15 kwietnia 2023 roku. To był czwarty mecz ćwierćfinału play offu między jego Projektem Warszawa a ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle. Zagrał tylko w pierwszym secie, posłał dwie zagrywki i zanotował jeden wyblok. Już wtedy miał poważne problemy z barkiem, które zmusiły go do zabiegu i przerwy w grze. Z kłopotami zdrowotnymi zmagał się już od dłuższego czasu. W 2022 roku z ich przyczyny zrezygnował z gry w reprezentacji Polski. Gdy w 2022 roku kadrę przejął Nicola Grbić, rozmawiał z zawodnikiem, lecz ten mu odmówił. Chciał się bowiem wyleczyć.
Przerwa trwała długie… 963 dni. W tym czasie wyleczył kontuzjowany bark. Przy okazji trenował gościnnie w Treflu Gdańsk. Przed bieżącym sezonem ogłosił, że wraca na parkiet. Podpisał umowę z gdańskim klubem i cierpliwie czekał na ponowny „debiut”. Wielki dzień nastąpił w ostatnią środę w Lublinie, gdzie Energa Trefl walczyła z mistrzem Polski, Bogdanką LUK Lublin. Nowakowski w trzecim secie zmienił Pawła Pietraszko, przy wyniku 0:2 w setach dla Trefla i 4:7 w trzecim. Kibice przywitali go brawami. Weteran nie uchronił swojej drużyny przed porażką, ale przyczynił się do przedłużenia spotkania (Bogdanka LUK wygrała 3:1). Nie zdobył żadnego punktu, ale miał dwa wybloki, po których koledzy wyprowadzali skuteczne kontry. Po jego zagrywce Moustapha M'Baye skończył też przechodzącą piłkę, dając gdańszczanom setbola.
- Bardzo mnie to cieszy, że wszedłem na boisko i udało się wyszarpać seta. Jest to dość mocno budujące dla mojej psychiki, ale też i dla całej drużyny, bo dwa pierwsze sety nie napawały zbytnim optymizmem. Mistrzowie Polski się po nas tak troszkę „przejechali”, ale postawiliśmy się w trzeciej partii i to jest nasza wartość dodana z tego meczu. Mogło być szybkie 3:0, a jednak pokazaliśmy pazur - ocenił Nowakowski.
Doświadczony siatkarz nie krył ekscytacji powrotem na boisko. - Cieszę się, że mogłem jakąś cegiełkę dołożyć. Czuję dużo emocji, pierwszy raz wracam po aż tak długiej przerwie, więc był to taki rollercoaster, od euforii do zdenerwowania i tremy, kiedy już zostałem wywołany do tablicy. Może nie dostałem zbyt wielu okazji, żeby pokazać swój wachlarz umiejętności, ale jak na początek jest OK – dodał.
Energa Trefl ma obecnie bilans pięciu zwycięstw i czterech porażek i zajmuje siódme miejsce w tabeli. Postawę gdańszczan chwalił Marcin Komenda, rozgrywający mistrzów Polski z Lublina. - Trefl gra w tym sezonie dobrze. To jest drużyna, która urywa punkty faworytom. Wiedzieliśmy, że to jest zespół niewygodny, który na pewno będzie walczył o miejsce w najlepszej ósemce. I to jest drużyna, która ma zawodników mogących nawet czasem w pojedynkę wygrać seta czy cały mecz – stwierdził.
(mic)
