Wielka woda

LIGOWIEC - Michał Zichlarz

Ta kolejka ekstraklasy stała pod znakiem wielkich opadów deszczu. W najwyższej klasie rozgrywkowej spotkania dało się rozgrywać, choć niezłą szopkę urządziła Cracovia. Tłumaczenia prezesa „Pasów” Mateusza Dróżdża przed kamerą Canal+, że chciał, żeby mecz z „Portowcami” się nie odbył, były żenujące. Tak samo jak decyzja - nawet nie za pięć dwunasta - żeby spotkanie odbyło się bez publiczności, a ta i tak na stadionie przy ulicy Kałuży się pojawiła. To kwintesencja zarządzania polskimi klubami.

Taką nawałę deszczu przeżyłem podczas Euro przed meczem Turcja - Gruzja w Dortmundzie. Jak lunęło dwie godziny przed spotkaniem, tak nie przestawało. Murawa na Westfalenstadion przyjęła taką dawkę wody, że zastanawiałem się, jak piłkarze będą grać. Nie było oczywiście żadnych problemów, zresztą jak na wymienionej murawie na stadionie im. Józefa Piłsudskiego w Krakowie. Duże ilości wody nie są problemem, problemem są raczej ludzie, którzy nie bardzo sobie radzą z zarządzaniem w klubach. Widzimy to w wielu miejscach, z Górnikiem Zabrze na czele, który sportowo zaczyna odstawać.

To inny temat. Zająć się trzeba postawą mistrza Polski, Jagiellonii, która notuje totalny zjazd w dół, a pokazał to sobotni mecz z liderem ekstraklasy - Lechem. „Kolejorz” rozjechał jednego z naszych dwóch przedstawicieli w fazie grupowej europejskich pucharów, pokazując jednocześnie, że „Jaga” w tym sezonie wiele raczej nie ugra. Jasne, drużyna prowadzona przez Adriana Siemieńca ma jeszcze w zanadrzu zaległy mecz z 4. kolejki ekstraklasy z Motorem w Lublinie, ale z taką dyspozycją jak obecnie widoków na punktowe zdobycze za bardzo nie ma.

A jeżeli jesteśmy przy beniaminkach, to trzeba ich mocno pochwalić. W poprzednich latach były pojedyncze przykłady udanych występów drużyn o takim statusie (Warta, Widzew, Radomiak, Puszcza), ale z reguły ten, kto awansował, od razu spadał. W tym sezonie drużyny z Katowic, Lublina i Gdańska na razie trzymają się nieźle. Jeszcze do niedawna czerwona latarnia, Lechia, ma teraz tyle samo punktów co górnicy z Zabrza, którzy przegrali już trzy razy z rzędu.