Wielka pogoń w Nowym Jorku
Ciekawa niedziela na ligowych parkietach w USA. Knicks odrobili 21 punktów straty, Pistons pokonani.
Shai Gilgeous-Alexander może być zadowolony, jego zespół pokonał Minnesotę, a on przedłużył swoją indywidulną serię. Fot. Facebook Oklahoma City Thunder
Ósmą wygraną z rzędu zaliczyła Oklahoma City, która tym razem pokonała u siebie Minnesotę. Wygrana nie przyszła gospodarzom łatwo, bo po efektownej drugiej kwarcie (31:24) to Leśne Wilki prowadziły do przerwy (53:47). Druga połowa należała jednak do Thunder, którzy byli napędzani przez Cheta Holmgrena (21 punktów, 9 zbiórek) oraz Shai Gilgeous-Alexandra (20 punktów, 10 asyst). Ten drugi rzutem na taśmę przedłużył swoją rekordową serię meczów z dorobkiem co najmniej 20 punktów do 128 spotkań. Wchodząc w czwartą kwartę, miał zaledwie 10 punktów; na parkiet powrócił po odpoczynku na 7 minut przed końcem meczu.
Warto zwrócić uwagę, że gospodarze wymusili na rywalach aż 22 straty, sami popełniając ich tylko siedem. Oklahoma City oddała 101 rzutów z gry, podczas gdy Minnesota tylko 77.
Thunder z bilansem 53-15 zajmują pierwsze miejsce w lidze. Z kolei mimo ogromnych braków w składzie Golden State byli blisko sprawienia sensacji w Nowym Jorku. Zespół z San Francisco grał w Madison Square Garden bez większości graczy pierwszej piątki, a nawet bez kilku kluczowych rezerwowych. Brakowało m.in.: Stephena Curry'ego, Draymonda Greena, Jimmy'ego Butlera, Kristapsa Porzingisa czy Ala Horforda. Ambitni dublerzy w starciu z Knicks w drugiej kwarcie mieli aż 21 punktów przewagi (46:25) i zanosiło się na niespodziankę. W drugiej połowie gospodarze odrobili jednak większość strat, a w nerwowej końcówce to oni mieli więcej zimnej krwi. Tradycyjnie liderem Nowojorczyków był Jalen Brunson (30 punktów i 9 asyst), a Karl-Anthony Towns dodał 17 punktów i 12 zbiórek. Jeremy Sochan po raz kolejny w ogóle nie wystąpił.
Dla Warriors Brandin Podziemski zdobył 25 punktów, Quentin Post ustanowił rekord kariery (22 punkty), a Gui Santos zakończył spotkanie z dorobkiem 20 oczek. Dla ekipy z San Francisco była to piąta porażka z rzędu – najdłuższa taka seria w tym sezonie.
Knicks są trzecim zespołem na Wschodzie (44-25), a Warriors dziewiątym na Zachodzie (32-35).
Największą sensacją niedzielnej kolejki była porażka Detroit w Toronto. Pistons to liderzy Konferencji Wschodniej, a Raptory zajmują dopiero szóste miejsce ze znacznie gorszym bilansem. Mimo to w trzeciej kwarcie po trójce Brandona Ingrama (34 punkty) gospodarze zyskali 12-punktowe prowadzenie, którego nie oddali już do końca. Zwycięstwo to było jednym z najlepszych popisów defensywnych Toronto w tym sezonie. Pozwoliło to Raptors zniwelować skutki słabej skuteczności w rzutach za trzy punkty.
Dla ekipy z Toronto poza wspomnianym Ingramem R.J. Barrett dołożył 27 punktów i sześć zbiórek, a Jakob Poeltl i Scottie Barnes zanotowali po double-double. Poeltl zakończył spotkanie z dorobkiem 21 punktów i najwyższą w sezonie liczbą 18 zbiórek, natomiast Barnes miał 14 punktów i 10 zbiórek.
Dla Detroit Cade Cunningham zdobył 33 punkty i zaliczył dziewięć asyst, Jalen Duren zanotował double-double (20 punktów i 11 zbiórek), a Tobias Harris dopisał 21 oczek.
Wyniki: Oklahoma City - Minnesota 116:103, Cleveland - Dallas 120:130, Toronto - Detroit 119:108, Milwaukee - Indiana 134:123, Philadelphia - Portland 109:103, New York - Golden State 110:107, Sacramento - Utah 116:111.
(pp)
