Wielka fińska rewolucja
Rozmowa z Tomaszem Arceuszem, byłym ligowcem w barwach Legii i Motoru, od 35 lat mieszkającym w Finlandii
Dwaj młodzi zdolni w listopadowym pojedynku Jagiellonii z KuPS: Oskar Pietuszewski kontra Otto Ruoppi. Teraz Fin spróbuje postraszyć poznańskie gwiazdy. Fot. Michał Kość / Press Focus
Zimno w Finlandii?
– Patrzę często na prognozy pogody w Polsce – bo tylko polską telewizję tu oglądam! – i widzę, że w tym roku w Finlandii zima wcale nie jest ostrzejsza niż u was. Mówię przynajmniej o moim mieście – Vaasa. Bo 650 kilometrów na północ, w Rovaniemi, już troszkę zimniej jest (śmiech).
Czyli Lech, który wiosnę w ekstraklasie zaczynał w piętnastostopniowym mrozie, w czwartek w Tampere powtórki obawiać się nie musi?
– No właśnie... wręcz przeciwnie. Najświeższe prognozy na czwartkowy wieczór zapowiadają minus 10, a może i zimniej.
Ale – mam wrażenie – w dzisiejszym zawodowym sporcie to nie powinno mieć znaczenia, prawda?
– Niedawno w Helsinkach HJK w młodzieżowej Lidze Mistrzów grało przy minus 15 z Manchesterem City. I awansowało do 1/8 finału. „Warunki były takie same dla obu drużyn, nam nie przeszkadzały” – powiedział po meczu trener gości. I bardzo pozytywnie o Finach się wyrażał.
Dobra, wróćmy do KuPS i do Lecha. Kilka miesięcy temu z Finami grała Jaga, też rozmawialiśmy przed tamtym meczem. Sprawdziły się niemal wszystkie pana prognozy, dotyczące wyróżniających się postaci. Odeszli obrońcy: Cisse i Miettinen, odszedł napastnik Traore, a młoda gwiazdka, Ruoppi, już został sprzedany do Mainz, do którego przeprowadzi się latem... No i nie ma Piotrka Parzyszka, który wylądował – dosłownie! – w Taszkiencie. Co to się zimą podziało? To jest jakaś finansowa zapaść w Kuopio? Czy normalka – a więc szukanie silniejszej ligi niż fińska?
– Oczywiście, że kto może, idzie szukać lepszego grania, lepszych zarobków. Finowie są pragmatyczni: z niewolnika nie ma pracownika! Toure poszedł do Viktorii Pilzno, która zapłaciła za niego bodaj 1,5 mln euro, a i sam kontrakt pewnie zaproponowała mu dużo lepszy. To niby „tylko” liga czeska, ale na pewno mocniejsza niż fińska, a Viktoria to dużo mocniejszy zespół niż KuPS. Inna rzecz, że te wszystkie ruchy oznaczają budowę niemal zupełnie nowej drużyny w Kuopio. O tym zresztą powiedziano głośno. Poprzednia drużyna była budowana na własnych, klubowych zasadach. Osiągnęła świetny wynik: dwa tytuły mistrzowskie z rzędu, faza play off w Conference League, zarobione duże – jak na tutejsze warunki – pieniądze. Więc nie chodzi tu o finanse, o jakąś zapaść. To po prostu normalne w fińskiej piłce: jedni – tym razem aż ośmiu – odchodzą, więc zaczynamy niemal od zera.
Łącznie z nowym trenerem! Pan przewidywał odejście Jarkko Wissa, ale raczej do Szwecji, niż do innego klubu w Finlandii. A wylądował w SJK Seinäjoki.
– Miałem przyjemność z nim niedawno rozmawiać. Właściciele KuPS przedstawili mu taki, a nie inny projekt: budujemy coś od nowa. Wybrał inne wyzwanie. Seinäjoki to dobrze poukładany klub, ma zamiar walczyć o europejskie puchary. W składzie ma wielu perspektywicznych chłopaków, więc Jarkko podjął rękawicę.
A za niego do KuPS przyszedł ledwie 34-letni Miika Nuutinen.
– Zobaczymy, jak sobie poradzi. Jego angaż jest ogromnym zaskoczeniem dla mnie i pewnie też dla całej społeczności piłkarskiej. Nie mnie to oceniać, ale mam wrażenie, że HJK, które prowadził od wiosny, miało stracony sezon. Owszem, zdobyło Puchar Finlandii, ale poza tym piłkarsko naprawdę było słabo.
Młody trener szuka odbicia od dna?
– Może. Ale przyjście do mistrza kraju to duże wyzwanie, nawet jeżeli oferuje mu się projekt długoletni, bez wielkiej presji wynikowej w najbliższym sezonie. Zresztą nie może jej być, bo po wspomnianych stratach KuPS ma dziś – moim zdaniem – skład co najwyżej na środek tabeli. No i średnio im idzie w rozpoczętym Pucharze Ligi: wygrana, ale i dwie porażki. Na jedno z tych przegranych spotkań wystawiono „dzieciaki” z akademii, bo pierwszy zespół akurat był na obozie w Hiszpanii. W ostatni weekend KuPS przegrało z Ilves w Tampere, ale... przynajmniej przetestowało boisko, na którym w czwartek zagra z Lechem – taka z tego korzyść.
Ma pan wrażenie, że wśród tego mnóstwa nowych twarzy jest ktoś, na kogo trzeba zwrócić szczególną uwagę?
– Nie miałem okazji zobaczyć meczu Kuopio w tym sezonie, ale... nie sądzę. Ponoć dwóch czy trzech napastników jest dość ciekawych. Ten najbardziej doświadczony grał zresztą chyba w Legnicy i w lidze szwedzkiej.
Owszem - Gustav Engvall. Ale nie powiem, by rzucił na kolana. Przez cały rok w pierwszej lidze – 25 meczów, bez gola...
– No widzi pan... Więc jeśli KuPS miałoby kimś zaskoczyć, to może raczej którymś z chłopaków wziętych z własnej akademii. Bo w szkoleniu mają sukcesy.
Czyli to nie będzie te KuPS, które postawiło się Jadze, przegrywając tylko 0:1?
– To jest zdecydowanie słabsza drużyna niż ta, która wywalczyła awans z fazy ligowej i która potrafiła zremisować z Crystal Palace w spotkaniu o tym awansie przesądzającym. Lech będzie zdecydowanym faworytem, a jeśli coś mogłoby mu troszeczkę utrudnić zadanie, to chyba tylko warunki atmosferyczne i sztuczna nawierzchnia. Ale do tego Kolejorz na pewno będzie przygotowany.
Media fińskie nie budują presji: trzeba awansować do 1/8 finału?
– Dziś dla mediów najważniejsze są igrzyska i gra fińskich hokeistów. O meczu z Lechem pisze się mało. I bez presji. Wyczytałem tylko wypowiedź Kaspra Hamalainena, byłego lechity, dziś dyrektora sportowego w Turku. „Znamy wszyscy moc Lecha” – powiedział kurtuazyjnie. I tyle.
Dobra, dobra. Lech przegrał na Gibraltarze!
– Ale pewnie wyciągnął z tego wnioski i już nikogo nie zlekceważy. A do tego widać, że pomalutku jego forma zaczyna im wzrastać. Nie powinien mieć kłopotów w tym dwumeczu.
Rozmawiał Dariusz Leśnikowski
