Wielka draka Słowaka
GieKSiarze przyjęli taktykę nieefektowną, za to wielce skuteczną. Bohaterem sobotniego wieczoru został Adam Zrelak.
Adam Zrelak (z prawej), autor gola i asysty, pracował jak natchniony również w defensywie. PAP/Art Service
Kiedy Pogoń zdobędzie bramkę i nabierze luzu, jest przeciwnikiem trudnym do zatrzymania – trener Rafał Górak wyjaśniał, dlaczego jego podopieczni przez większą część spotkania grali w tzw. niskiej obronie. - To że odda się piłkę przeciwnikowi, nie jest jeszcze niczym złym. Chodzi o to, by nie przypominało to obrony Częstochowy. A moi zawodnicy nie podskakiwali, nie odwracali się, nie bronili rozpaczliwie. Byli blisko siebie, reagowali zgodnie z zasadami obrony.
Statystyki prawdy nie mówią
W tych słowach szkoleniowca GieKSy, uzupełnionych na przykład statystyką posiadania piłki (77 do 23 procent na korzyść gości), a także komentarzem opiekuna Pogoni (- Mieliśmy dużo przewagę w posiadaniu piłki i wynikała z tego nawet spora liczba sytuacji podbramkowych, ale gola nie udało się strzelić. Nad tym musimy pracować – mówił Thomas Thomasberg), kryje się obraz widowiska przy Nowej Bukowej. Katowiczanie, mądrze i ofiarnie ustawieni „za podwójną gardą”, wyprowadzali zabójcze kontry.
Huja nie sięgnął
Pierwszą – już w 7 minucie, gdy Borja Galan rzucił kapitalną piłkę w „szesnastkę” gości. - Nie chciałem się wdawać w kontakt z nimi, bo byli prawie o pół głowy wyżsi. Więc szukałem raczej miejsca między nimi. Czułem, że piłka pójdzie im za plecy – mówił grający kapitalnie Adam Zrelak, przywołując rosłych stoperów Pogoni. Dimitrios Keramitsis odprowadził futbolówkę wzrokiem, nie dosięgnął centry Marian Huja, a Słowak głową posłał piłkę do siatki poza zasięgiem Valentina Cojocaru.
Katowickie „użądlenia”
Pół godziny później piłka jak po sznurku wędrowała od Mateusza Kowalczyka (wyleczył uraz mięśnia skośnego brzucha, ale... nabawił się urazu „dwójki”!) przez Bartosza Nowaka i Zrelaka ponownie pod nogi Nowaka, który w sytuacji „jeden na jeden” pokonał rumuńskiego golkipera. By obraz katowickich aktywów był pełny, dodajmy jeszcze uderzenie Jesse Boscha (51.), sparowane przez Cojocaru i minimalnie niecelną „główkę” Zrelaka (58.).
Pogoń za golem
Wśród aktywów szczecińskich trzeba wymienić poprzeczkę po uderzeniu Jana Biegańskiego (- Pech. Pięciu centymetrów brakło... - wzdychał wychowanek GKS-u), a także strzał Sama Greenwooda sparowany przez Rafała Strączka w 1. połowie i wygrany przezeń pojedynek sam na sam z Musą Juwarą 40 sekund po przerwie. - Poślizgnąłem się, noga mi odjechała, na szczęście zdążyłem skrócić kąt – wyjaśniał golkiper, jedna z najjaśniejszych postaci GieKSy w tym meczu.
Dariusz Leśnikowski
„Mleko” się rozlało
Tydzień wcześniej katowiczanie zaliczyli „pusty przebieg” do Białegostoku, w wyniku odwołania ich meczu z powodu opadów śniegu. Teraz Nową Bukową przez parę godzin spowijała mgła. - Kiedy po 17.00 przyjechałem na stadion, „mleko” było ogromne. Spod bramki nie widziałem drugiej bramki, nie widziałem trybun – składał „raport pogodowy” ze stanu aury na trzy godziny przed pierwszym gwizdkiem trener Rafał Górak.
- Baliśmy się, że i ten mecz nam odwołają – nie krył napastnik gospodarzy Adam Zrelak.
Niebezpieczeństwo odwołania meczu rzeczywiście istniało.- Ograniczenie widoczności było takie, że na przykład nie bylibyśmy w stanie wyrysować punktów do wyznaczenia linii spalonego – potwierdzał asystent VAR, Tomasz Musiał. - Na szczęście z każdą minutą sytuacja się poprawiała, już w czasie rozgrzewki zaczęło być lepiej.
Niezależnie od tego faktu, Sebastian Krasny i tak konsultował swą ostateczną decyzję w sprawie rozpoczęcia gry z oboma trenerami oraz oczywiście telewizyjnym nadawcą. Ostatecznie spotkanie udało się rozegrać.
Dramat obrońcyMarten Kuusk już w 12 minucie opuścić musiał murawę. To był wynik zderzenia z... bramkarzem GKS-u, Rafałem Strączkiem. Telewizyjne powtórki pokazały, że Estończyk otrzymał cios kolanem w pierś. Ponieważ po tym incydencie obrońca pluł krwią, prosto ze stadionu – jeszcze w trakcie gry – odjechał na badania do szpitala. Lekarze wstępnie zdiagnozowali silne stłuczenie płuc.
Daleka droga do domu
Portowcy w sobotni wieczór w ekspresowym tempie opuszczali Nową Bukową, spiesząc się na samolot do domu. We wtorek czeka ich przecież pucharowe starcie z Widzewem. Jak poinformował dyrektor ds. komunikacji klubu, Bartosz Witkowski, szczecinianie odbyli dłuuuugą podróż. Ich samolot z drogi do Szczecina (nad którym wisiała mgła uniemożliwiająca lądowanie) zawrócony został do... Pragi. Po krótkim postoju w stolicy Czech, Pogoń poleciała do Poznania, skąd w drogę do domu ruszyła... klubowym autokarem.
OCENA MECZU⭐ ⭐ ⭐
◼ GKS Katowice - Pogoń Szczecin 2:0 (2:0)
1:0 – Zrelak, 7 min (głową, asysta Galan), 2:0 – Nowak, 37 min (asysta Zrelak)
GKS: Strączek 7 - Kuusk niesklas. (12. Rogala 5), Jędrych 6, Klemenz 6 - Czerwiński 6 (88. Bród niesklas.), Bosch 6, Kowalczyk 6 (46. Łukasiak 3), Galan 7 – Markovic 4 (65. Wędrychowski 4), Nowak 7 – Zrelak 8 (65. Szkurin 3). Trener Rafał GÓRAK. Rezerwowi: Kudła – Łukowski, Rejczyk, Kokosiński, Milewski, Swatowski.
POGOŃ: Cojocaru 5 – Wahlqvist 5, Keramitsis 4, Huja 4, Mendy 5 (64. Koutris 4) – Ulvestad 6, Biegański 6 (75. Pozo niesklas.), Greenwood 4 (46. Juwara 4) - Przyborek 6, Molnar 3 (46. Mukairu 5), Grosicki 5 (70. Paryzek 2). Trener Thomas THOMASBERG. Rezerwowi: Kamiński – Ali, Smoliński, Wojciechowski
Sędziował Sebastian Krasny - 7 (Kraków). Asystenci: Sebastian Mucha i Marcin Ciepły (obaj Kraków). Widzów 11369. Czas gry 98 min (48+50).
| MÓWIĄ LICZBY | ||
| GKS | POGOŃ | |
| 23 | posiadanie piłki | 77 |
| 5 | strzały celne | 3 |
| 4 | strzały niecelne | 12 |
| 3 | rzuty rożne | 7 |
| 1 | spalone | 0 |
| 17 | faule | 10 |
| 0 | żółte kartki | 0 |
