Wieczna przebudowa
Nasze kluby są raczej bez szans na osiągnięcie czegoś większego i przeskoczenie na kolejny poziom, bo ciągle są w przebudowie.
Jean Denys Chouet ostrzegał, że polski basket mocno ucierpi na takich przepisach. Francuz już w naszym kraju nie pracuje. Fot. Sebastian Sienkiewicz / PressFocus
Co mnie boli w polskiej koszykówce? To, że nie ma nic stałego. Wszystko jest na sprzedaż. Polskie kluby co sezon budują się od nowa. Legia Warszawa zdobyła mistrzostwo i straciła swojego lidera - Kameron McGusty (MVP finałów, MVP sezonu zasadniczego) opuścił Polskę i gra teraz w londyńskich Lwach. W Dąbrowie Górniczej latem wymienili nie tylko trenera, ale niemal cały skład. W Gliwicach trener co prawda został, ale pożegnał graczy, którzy byliby teraz bardzo przydatni. Nasze zespoły nie mają szans na osiągnięcie czegoś większego, przeskoczenie na kolejny poziom, bo ciągle są w przebudowie. Przed sezonem zarząd PZKosz pozmieniał przepisy i wpuścił do ligi niemal nieograniczone ilości obcokrajowców. Zlikwidowano zapis, że na boisku musi być co najmniej jeden Polak.
Pod koniec minionego sezonu głos w sprawie zabrał Jean-Denys Choulet, francuski trener MKS Dąbrowa Górnicza. – Nie mam pojęcia czemu tak wielu graczy z zagranicy gra w polskiej lidze.. Moim zdaniem powinno być więcej polskich zawodników na boisku, zwłaszcza tych młodych, którzy dopiero zbierają minuty i doświadczenie - grzmiał Choulet. - Tak duża liczba obcokrajowców w składach to zły pomysł. We Francji mamy 4 Francuzów w 10-osobowym składzie i 6 w 12-osobowym. To chyba lepsze rozwiązanie pod kątem drużyny narodowej. Polska ma wielu naprawdę uzdolnionych koszykarzy. Tylko te talenty, które siedzą na ławce, nigdy się nie rozwiną - dodał. Tyle Choulet. Rzecz jasna po sezonie podziękowano mu za usługi (w cudowny wręcz sposób utrzymał dąbrowian w lidze) i zmieniono na innego.
Wracam wspomnieniem do przeszłości. Pamiętacie Eugeniusza Kijewskiego? 15 lat spędził w Lechu, w tym czasie cztery razy zdobywał dla Poznania tytuł mistrza Polski, dwa wicemistrzostwa, dwa brązowe medale. Mało kto tak potrafił rzucać - Kijek pięć razy zdobywał tytuł króla ligowych strzelców, trzykrotnie sięgnął po nagrodę Zawodnika Roku.
A Dariusz Zelig we Wrocławiu? Były kapitan Śląska łącznie spędził w zespole „Wojskowych” aż 13 lat, zdobywając… 13 trofeów drużynowych, w tym sześć tytułów mistrza kraju.
Dariusz Szczubiał w ciągu 10 lat gry w Sosnowcu poprowadził Zagłębie do dwóch tytułów mistrza Polski. Nigdy wcześniej i nigdy później żaden zespół z regionu nie dał rady powtórzyć tego osiągnięcia. A były też dwa brązowe medale, Puchar Ligi i wiele osiągnięć indywidualnych. Kluby miały ikony, o które dbały, które ściągały im widzów na trybuny.
I teraz przeskok za ocean. W NBA też dobrze znają starą zasadę, by dbać o swoje gwiazdy. W San Francisco Stephen Curry gra od szesnastu lat, a Draymond Green od trzynastu. Ten duet zapewnił klubowi cztery tytuły mistrzowskie. W Denver mają Nikolę Jokicia. Serb jest tam już 10 lat i raczej doczeka w Kolorado emerytury. Taką samą legendą w Milwaukee obrósł już Giannis Antetokounmpo. Urodzony w Grecji syn imigrantów z Nigerii jest uwielbiany w całym stanie Wisconsin, to on doprowadził Kozły do pierwszego tytułu w ostatnich 50 latach. Tak samo w Dallas kibice kochali Lukę Doncicia. Kiedy w kwietniu klub po cichu sprzedał Słoweńca w mieście wybuchły protesty. Generalny menadżer Nico Harrison, który stał za tą sprzedażą, nie miał życia. W efekcie po 6 miesiącach dręczenia go z trybun, właściciel nie wytrzymał i zwolnił Harrisona. W Polsce taki scenariusz na razie nie grozi nikomu...
Piotr Płatek
