Wichry namiętności Igi Świątek
W pierwszym meczu w Indian Wells dwukrotna triumfatorka imprezy w Kalifornii tradycyjnie w tym roku zaprezentowała dwa oblicza.
Iga Świątek pokonała pierwszą przeszkodę w Indian Wells, ale wciąż nie może ustabilizować swojego poziomu. Fot. PAP/EPA
W sobotę, po pierwszym starciu Polki w tegorocznej edycji BNP Paribas Open, dziennikarze pytali ją, w jaki sposób relaksuje się między meczami. - Oglądam klasyki z lat 90. „Wichry namiętności”, „Angielski pacjent”. Uwielbiam je - odpowiedziała Świątek.
Grą wiceliderki rankingu w tym roku faktycznie też targają wichry namiętności, a i ma coś z pacjenta. Po spotkaniu na antenie Canal Plus przyznała, że wyjeżdżając z Polski przeziębiła się i dokucza jej katar.
Może to miało wpływ na niestabilny poziom gry w meczu ze 187. w rankingu Amerykanką Kaylą Day, zakończonym wynikiem 6:0, 7:6 (7-2)? Polka, tradycyjnie w tym roku, po znakomitym pierwszym secie, w kolejnym zanotowała niewytłumaczalną zapaść - przegrywała już 1:5. Ostatecznie zebrała się w sobie, wygrała pięć kolejnych gemów, a potem rozstrzygnęła drugą partię w tie-breaku.
- Zaczęłam dobrze, ale później mój poziom wyraźnie spadł, a rywalka wykorzystała błędy, jakie popełniałam i gemy zaczęły mi uciekać przez palce. Wróciłam jednak do dobrej gry, zaczęłam znowu lepiej się poruszać i wygrałam w dwóch setach, z czego się cieszę - przyznał w krótkiej rozmowie na korcie.
Polka przyznała na konferencji prasowej, że w drugim secie jej reakcje były dość powolne. - Na pewno trochę odpuściłam w niektórych gemach, a potem przez to się spięłam. Zdecydowanie musiałam wrócić do gry z pierwszego seta. Koniec drugiego seta wyglądał zupełnie inaczej - stwierdziła podopieczna Wima Fissette’a.
W odczuciu wiceliderki rankingu warunki na korcie nie były łatwe. - Czasami wiało, czasami nie. Były momenty, w których wiatr mnie zaskakiwał. Ale tak jest w Indian Wells. Zawsze tak było - oceniła.
W Kalifornii Świątek w 1. rundzie miała tzw. wolny los, podobnie jak pozostałych 31 rozstawionych zawodniczek. Mecz z 26-letnią kwalifikantką z USA był jej pierwszym od trzech tygodni, gdy w ćwierćfinale WTA 1000 w Doha przegrała z Marią Sakkari. Właśnie z Greczynką Świątek zmierzy się w poniedziałek o 1/8 finału, nie mogło więc zabraknąć pytania o tę rywalkę.
- W Doha było dla mnie całkiem oczywiste, dlaczego przegrałam i od razu po zejściu z kortu wiedziałam, co muszę poprawić. Pod względem technicznym nie przygotowałam się do niektórych zagrań tak, jak powinnam. Po powrocie do domu bardzo ciężko trenowałam. Zagrałam wiele dłuższych wymian, żeby nie stracić cierpliwości w połowie i móc się naprawdę napracować, bo z Marią trzeba być gotowym na fizyczny mecz - zauważyła Polka.
Z Sakkari Świątek ma bilans 4-4. Dwa z czterech zwycięstw odniosła właśnie w Indian Wells, w finałach edycji 2022 i 2024. Żadna tenisistka nie wygrała tego turnieju trzy razy.
(t)
Wskoczyła, ale wypadła
Magda Linette, która odpadła w Indian Wells w 1. rundzie singla z Amerykanką Ashlyn Krueger, niespodziewanie wskoczyła do deblowej drabinki, w duecie z Warwarą Graczewą. Polka i Francuzka przegrały w 1. rundzie z rozstawionym z nr 8 duetem Ellen Perez (Australia), Demi Schuurs (Holandia) 4:6, 5:7. Wcześniej z deblowymi zmaganiami pożegnał się duet Katarzyna Piter/Andreja Klepac (Słowenia), po przegranej z parą Hao-Ching Chan (Tajwan)/Janice Tjen (Indonezja) 4:6, 2:6.
Finał nie dla Kawy
Katarzyna Kawa (146. WTA) przegrała w półfinale challengera WTA 125 na kortach ziemnych w Antalyi (z pulą nagród 115 tys. dolarów) z Ukrainką Anheliną Kalininą (189., ale była już 25.) 5:7, 2:6. Maja Chwalińska (134.) odpadła w Turcji w ćwierćfinale.
