Wiatr i słońce w oczy
Nieoczekiwanie już w drugim meczu w Melbourne „zwiało” – dosłownie i w przenośni – Huberta Hurkacza. Jak wywiązać się z roli faworytki pokazała Iga Świątek w starciu z Marie Bouzkovą.
Druga rywalka w Melbourne zmusiła Igę Świątek tylko do odrobiny gimnastyki. Fot. PAP / EPA
AUSTRALIAN OPEN
Wiceliderka światowego rankingu marzy o „karierowym szlemie” i dołożeniu sukcesu w Melbourne do czterech tytułów we French Open oraz po jednym w US Open oraz Wimbledonie. Trudno wyrokować, jak potoczą się losy Igi Świątek w tegorocznej edycji Australian Open, ale pocieszające, że drugi mecz był lepszy od poprzedniego.
W pierwszej rundzie Polka potrzebowała dwóch godzin, by wygrać ze 130. na świecie Chinką Yue Yuan, a w czwartek z Marie Bouzkovą poradziła sobie o 40 minut szybciej. W starciu z 44. na liście WTA Czeszką wszystko przychodziło jej łatwiej. Zwyciężyła 6:2, 6:3. - Byłam bardziej rozluźniona, mniej zestresowana, skupiona na pracy, więc rzeczywiście można było mieć takie wrażenie - przyznała Świątek, choć zaznaczyła, że zmaga się z lekką infekcją.
Najlepsze na finał
Sześciokrotna mistrzyni wielkoszlemowa z Bouzkovą zmierzyła się po raz trzeci, a czwartkowa konfrontacja nie różniła się zbytnio od poprzednich. W 2024 roku we French Open oddała rywalce sześć gemów, a jesienią w Wuhan tylko dwa.
Pierwszy set praktycznie pozbawiony był historii. Świątek zaczęła go od prowadzenia 2:0. Choć w kolejnym gemie została przełamana, błyskawicznie wróciła na wysoki poziom. Z pięciu następnych gemów wygrała cztery i znalazła się w połowie drogi do trzeciej rundy.
Odrobina emocji była na początku drugiej partii. Bouzkova przełamała Polkę na 2:1, a następnie podwyższyła prowadzenie. Na więcej w tym meczu Świątek jej jednak nie pozwoliła. Wygranie pięciu gemów z rzędu dało jej awans do kolejnego etapu.
- Grając z Marie, zawsze trzeba być solidnym i zdyscyplinowanym. Nie jest łatwo kończyć wymiany, bo ona gra dobrze w defensywie. Trochę problemów sprawiał wiatr, który wyraźnie wiał wzdłuż kortu. Trzeba było się do tego dostosować i cieszę się, że zrobiłam to szybko - dodała.
Jej kolejną rywalką będzie Anna Kalinska, która pokonała Austriaczkę Julię Grabher. Świątek z Rosjanką ma bilans 2-1; przegrała dwa lata temu na twardych kortach w Dubaju, wygrała dwa razy w ub. roku, w Cincinnati i w US Open.
A taki był mocny…
Na wiatr uskarżał się Hubert Hurkacz (55. ATP), który niespodziewanie nie przebrnął już drugiej przeszkody. Wracający po ponad półrocznej przerwie 28-letni Wrocławianin zasygnalizował na początku roku w Sydney, że może być znów groźny dla najlepszych, pokonał dwóch graczy z Top 10, a już w Melbourne dosyć pewnie wygrał z 43. na liście ATP Belgiem Zizou Bergsem. W czwartek nastąpiła zapaść - przegrał z niżej notowanym (80.) 21-latkiem z USA Nathanem Quinnem 4:6, 6:7 (5-7), 1:6.
- Ethan zagrał dobry mecz. Ja byłem od początku trochę spięty i miałem problemy z serwisem. Musiałem zmienić wyrzut, bo z jednej strony idealnie oślepiało mnie słońce. Straciłem rytm i później nie mogłem go odzyskać. Nie miałem spokoju na serwisie - analizował Polak przyczyny porażki.
W pierwszym secie inicjatywa początkowo należała do niego. W czwartym gemie miał dwa break pointy, ale ich nie wykorzystał. Będący pod presją Quinn zaliczył okres świetnej gry - zdobył 10 punktów z rzędu. Nie tylko wyszedł z opresji, ale także przełamał Hurkacza i gładko wygrał jeszcze jednego gema, odskakując na 4:2.
Szanse uciekły
Hurkacz miał szanse na odrobienie straty w ósmym gemie, ale zmarnował cztery break pointy. Kilka minut później Amerykanin zamknął pierwszą partię. - Miałem swoje szanse, ale ich nie wykorzystałem, wielka szkoda. Nie zagrałem dobrych piłek, kiedy trzeba było. To zaważyło na losie spotkania - dodał Wrocławianin.
W drugim secie potrzebny był tie-break, a Quinn znów błysnął w momencie, w którym potrzebował tego najbardziej. Od stanu 5-4 dla Hurkacza zdobył trzy punkty z rzędu i bardzo przybliżył się do zwycięstwa w meczu. Polak przy piłce setowej chybił o milimetry.
Być może zirytowany jeszcze tą sytuacją fatalnie zaczął trzecią partię. Z podaniem Quinna sobie nie radził, zdobywając w jego gemach serwisowych najwyżej pojedyncze punkty. Co gorsza, kompletnie przestał funkcjonować jego serwis. W efekcie po kilkunastu minutach przegrywał 0:5. Stać go było jeszcze tylko na honorowego gema.
- Na początku trzeciego seta wiedziałem, że aby wyjść z takiego wyniku muszę mocno podnieść poziom. Chciałem grać lepiej, agresywniej, ale jakoś ciężko mi to wychodziło się z końca kortu. Może zacząłem za szybko szukać rozwiązań. Popełniłem kilka błędów, Ethan odskoczył i złapał wiatr w żagle, przez co zrobiło się jeszcze trudniej - przyznał Hurkacz.
Pocieszające jest tylko to, że jego ciało dobrze zareagowało na rywalizację po dłuższej przerwie. - Jestem zdrowy, mogę grać i to jest najważniejsze. Wracamy do Europy, planuję zagrać w Montpellier i Rotterdamie, a potem w Dubaju - przekazał podopieczny Nicolasa Massu.
(t, PAP)
24. RAZ z rzędu w tej dekadzie Iga Świątek awansowała do 3. rundy turniejów wielkoszlemowych - Polka została pierwszą tenisistką, która tego dokonała w erze Open (od 1968 r.); po raz ostatni w 2. rundzie przegrała podczas US Open 2019.
Muchova na drodze Linette
Nad ranem czasu w Polsce o 4. rundę walczyć miała Magda Linette - z rozstawioną z nr 19 Karoliną Muchovą. 33-letnia Poznanianka sprawiła już w Melbourne jedną niespodziankę, eliminując turniejową „15” Amerykankę Emmę Navarro, a potem w dwóch setach odprawiła jej rodaczkę Ann Li; Czeszka w ostatniej rundzie męczyła się prawie 3 godziny z inną tenisistką z USA, dopiero 99. w rankingu Alycią Parks 4:6, 6:4, 6:4.
I choć to Polka ma na koncie więcej tytułów WTA - trzy do tylko jednego Muchovej - faworytką potyczki była 8. na świecie jesienią 2023 tenisistka rodem z Ołomuńca. To będzie ich piąte spotkanie, ale panie dawno się nie mierzyły: po raz ostatni na trawie w Eastbourne dwa lata temu. Z cztery lata młodszą rywalką Linette wygrała w 2019 roku na Bronksie w Nowym Jorku, gdy sięgała po swój premierowy tytuł. - Karolina jest niezwykle utalentowana. Potrafi zrobić na korcie wszystko, nigdy nie wiadomo, jakiego spodziewać się zagrania. Potrafi prowadzić grę. Czasem jednak zdarza jej się denerwować na korcie. Kluczowe będzie zachowanie spokoju i wywieranie na nią presji - zapowiadała podopieczna Marka Gellarda.
(t)
