Wiara na dobre i na złe
Mateusz Skrzypczak z Lechią zaprezentował się... fatalnie, ale po wejściu w Zabrzu zagrał bardzo solidnie.
Mateusz Skrzypczak zdaje sobie sprawę z ciążącej na nim presji. Fot. PressFocus
LECH POZNAŃ
W Poznaniu po dwóch meczach rundy wiosennej miny były nietęgie. Zarówno z Lechią, jak i Piastem mistrzowie Polski doznali porażek i dopiero w Zabrzu nastąpiło przełamanie. W starciu z drużyną z Gdańska Mateusz Skrzypczak po raz kolejny pokazał, że jest cieniem piłkarza, który w barwach Jagiellonii został najlepszym obrońcą sezonu 2024/25. – Popełniłem błąd przy bramce, ale z Lechią wszyscy zagraliśmy słabo. Z Górnikiem wyszedłem z czystą głową, żeby pomóc drużynie, kiedy byłem potrzebny – tłumaczył w rozmowie z nami 25-latek. I faktycznie po wejściu za Antonio Milicia pomógł utrzymać wynik z pierwszej połowy (1:0).
Kibice nie ukrywają, że oczekiwali więcej po powrocie wychowanka, ale Skrzypczak zdaje sobie sprawę, że nie prezentuje się najlepiej. – Jest to gorszy moment dla mnie, bo oczekiwania są bardzo duże. Przyszedłem jako obrońca sezonu i sam wobec siebie oczekuję dużo więcej, ale jestem spokojny, ciężko pracuję i robię to samo – zapewnił. Rodowity poznaniak nie ukrywa również, że jest osobą głęboko wierzącą. – Nie chciałbym sprowadzać wiary wyłącznie do momentów, gdy jest mi źle i wtedy zwracam się do Pana Boga. Jestem z Nim zarówno wtedy, gdy jest dobrze, jak i wtedy, gdy przegrywam, czy wygrywam. Wiem, że także teraz jest ze mną – tłumaczył „Skrzypa”.
W niedzielę Lechici zmierzą się u siebie z Piastem i będą mieli okazję, żeby zmazać plamę po porażce w Gliwicach. Nie grali w tym meczu źle, ale wciąż mają duże rezerwy. – Będziemy chcieli się zrewanżować, ale po prostu wyjdziemy z myślą, żeby zgarnąć trzy punkty i budować passę zwycięstw. Podstawą jest gra na zero z tyłu. Jeśli będziemy tak funkcjonować, zwycięstwa przyjdą same, bo z przodu mamy dużą jakość. Pokazaliśmy to już w końcówce zeszłego roku, kiedy rozegraliśmy wiele spotkań bez straty gola i od razu przełożyło się to na lepsze wyniki – przekonywał dwukrotny reprezentant Polski, który marzy o ponownych występach z orłem na piersi. – Kadra jest dla mnie ogromną motywacją, bo już tego zasmakowałem - podkreślił.
Miłosz Cebo
