Węgierska ściana

Od porażki rozpoczęli Biało-czerwoni udział w mistrzostwach Europy. O przegranej Polaków zdecydowała w głównej mierze ich indolencja rzutowa.

Węgierski bramkarz deprymował swoimi interwencjami Polaków. Fot. PAP/EPA

Piątkowym meczem z Węgrami rozpoczęli Biało-czerwoni swój 12. w historii udział w mistrzostwach Starego Kontynentu. Biało-czerwoni jeszcze nigdy nie wrócili do kraju z medalem z Euro, choć w XXI wieku wystąpili w 11 z 12 edycji turnieju. Najwyżej zaszliśmy w Austrii, w 2010 roku, gdzie skończyliśmy mistrzostwa tuż za podium. Nikt jednak w polskiej ekipie nie ukrywał, że to spotkanie mogło okazać się kluczowe w kontekście walki o awans do rundy głównej. - Czeka nas trudne spotkanie z jednym z faworytów turnieju. Węgrzy mają tę przewagę, że grają z tym samym trenerem od czterech lat. My dopiero ten punkt musimy osiągnąć – powiedział przed pierwszym gwizdkiem nasz selekcjoner, Jota Gonzalez zapewniając, że będziemy starali się sprawić niespodziankę.

Tak więc mieliśmy wielkie nadzieje, oczekiwania, pozostało postawić się węgierskiemu faworytowi spotkania i zamienić marzenia na pierwsze turniejowe punkty.

Dobry start i... nic więcej

Z powodu kontuzji u naszych rywali zabrakło Bence Banhidiego, uznawanego za jednego z najlepszych obrotowych świata. U nas z kolei nie było jednego z najlepszych obrotowych świata, Kamila Syprzaka, oraz super snajpera, Szymona Sićki.

Zaczęliśmy świetnie, zaskakując rywali bramkami Andrzeja Widomskiego i Macieja Gębali, ale Madziarzy błyskawicznie strzepnęli stres z koszulek, wykorzystali blisko siedmiominutową anemię rzutową Biało-czerwonych i wyszli na dwubramkowe prowadzenie. Po kwadransie, przy trzybramkowym deficycie, o pierwszy czas poprosił trener Gonzalez, zaczynając też mocno rotować składem. Niestety, Mikołaj Czapliński nie wykorzystał rzutu karnego, a potem przegrał sam na sam z Kristofem Palasicsem, co musiało odbić się na wyniku.

Pechowa kostka „Skrzyni”

Niestety, na tak słabym poziomie nie tylko z Węgrami, ale w ogóle w tak elitarnym turnieju grać nie można. Zrobiliśmy bohatera z węgierskiego bramkarza – ponad 50 procent skuteczności (!), który swoją dyspozycję zaakcentował też bramką, a sami popełniliśmy pięć banalnych błędów technicznych, przestrzeliliśmy cztery rzuty karne i przede wszystkim nie wykorzystywaliśmy (jak juniorzy) stuprocentowych okazji. Jakby nieszczęść było mało, w 24 minucie utykając boisko opuścił  bramkarz Jakub Skrzyniarz. „Skrzyni”, jak się okazało,  „poszła” kostka, więc być może trzeba będzie ściągać awaryjnie do Kristianstad bramkarza chorwackiego RK Nexe, Marcela Jastrzębskiego.

Łapali się za głowy

Przed drugą połową pozostawało mieć wiarę, że Biało-czerwoni „wyleczą” się z rzutowego niedołęstwa. Tymczasem szybko straciliśmy kolejne dwie bramki, a po 227 sekundach - także Wiktora Jankowskiego, po analizie VAR, za atak na twarz przeciwnika. Wynik trzymał dobrymi interwencjami Miłosz Wałach, Węgrzy też podawali nam pomocną dłoń, cóż z tego, gdy dalej rzuty Polaków sprawiały, że polscy kibice raz za razem łapali się z niedowierzaniem za głowy. Ostatecznie ledwie tlące się światełko w tunelu zgasło, punkty kompletnie rozbitym Orłom zabrali ledwie poprawnie grający Madziarzy z genialnym Palasicsem: odbił 13 piłek i oczywiście został MVP meczu.

Nie bierzcie przykładu z futbolistów!

W niedzielę gramy z Islandią; silniejszą - jak się wydaje - od Węgier, co przy tej formie Polaków i fakcie, że tylko dwie najlepsze ekipy w grupie awansują do dalszej fazy turnieju, nie napawa optymizmem. Życzmy sobie zatem, abyśmy we wtorek z Włochami nie grali - wzorem polskich piłkarzy - już tylko o honor...

Zbigniew Cieńciała

◼ Polska – Węgry 21:29 (10:14)

POLSKA: Skrzyniarz, Wałach – Przytuła 2, Daszek, Jędraszczyk 2, Olejniczak 3, Pietrasik 2, Widomski 1, Moryto 2, Jarosiewicz, Marciniak 1, M. Gębala 3, Paterek 2, Czapliński, T. Gębala 3, Jankowski. Kary: 2 min. CZK: Jankowski (34. atak na twarz). Trener Jota GONZALEZ.

WĘGRY: Palasics 1, Bartusz – Sipos, Boka 1, Pergel, Ligetvari 1, Krakovszki, Fazekas 4, P. Rodriguez 2, Szita 1, Bodo 5, Ilić 2, Rosta 4, Onodi-Janoskuti 2, Lukacs, Hanusz 2, Imre 4/3. Kary: 4 min. Trener Jose RODRIGUEZ.

Sędziowali: Robert Schulze i Tobias Toennies (Niemcy). Widzów 3212.

Przebieg meczu: 2:0 (2), 2:4 (9), 3:4 (10), 4:8 (18), 5:8 (19), 5:11 (23), 6:11 (24), 9:12 (29), 10:14 (60), 10:16 (32), 12:16 (36), 14:18 (41), 16:21 (44), 18:22 (49), 18:24 (52), 19:27 (54), 21:29 (60).

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się