Wataha robi się za ciasna

Kamil Grabara dwoi się i troi, ale koledzy z Wolfsburga nie pomagają i dostarczają mu mnóstwa roboty. Wilki zawodzą, więc samiec alfa między słupkami... powinien myśleć o swojej przyszłości.

Uzasadnione pretensje do kolegów to codzienność w bramkarskim żywocie Grabary. Fot. Cal Sport Media/SIPA USA / Press Focus

NIEMCY

Wpuścić trzy gole i znaleźć się w jedenastce kolejki – nie jest to łatwe zadanie. Taki wyczyn udał się jednak w zeszłej kolejce Kamilowi Grabarze, którego Wolfsburg uległ będącemu wówczas w strefie spadkowej Mainz 1:3. Wilki same mogą do niej  zaraz trafić, jeśli się nie ogarną. Mają tylko sześć punktów przewagi, a nad miejscem barażowym – cztery. Gdyby nie golkiper z Rudy Śląskiej, byłoby jeszcze gorzej.

On nie zawodzi

Nieraz pisaliśmy już o marnowanym gigantycznym potencjale, jaki posiada klub z Dolnej Saksonii. W Bundeslidze stracił 41 goli w 19 meczach, a więcej – o jeden – mają tylko zamykające stawkę Heidenheim oraz równoważący to niemal identyczną liczbą goli zdobytych Eintracht Frankfurt. Wolfsburg to trzeci najgorszy zespół ligi, jeśli chodzi o dopuszczanie rywali do jakościowych podbramkowych sytuacji. W jego bramkę poleciały 102 celne strzały (110 w najgorszym Heidenheim). Obrona spisuje się beznadziejnie, a jedynym promykiem nadziei jest w niej właśnie dwojący i trojący się Grabara. Z Mainz obronił już trzeci rzut karny w tym sezonie. Według not magazynu „Kicker jest najlepszym bramkarzem Bundesligi i najlepszym zawodnikiem swojego zespołu. W sześciopunktowej skali różnica między nim a drugim Mohammedem Amourą wynosi aż 0,71 punktu. – Obrońcy często zostawiają go na pastwę losu, ale dzięki temu dobrze się reklamuje – mówił komentator Bundesligi Tomasz Urban, nawiązując też do niedawnej przegranej 1:8 z Bayernem. – Przy siedmiu bramkach nie miał nic do powiedzenia, może ewentualnie przy ósmej. Szwankuje defensywna gra całego zespołu. Apeluję, by nikogo nie zmyliły wpuszczone gole. Jeśli ktoś w Wolfsburgu nie zawodzi, to właśnie Grabara – podkreślił.

Umowa niezrealizowana

Kiedy Grabara przychodził do klubu Volkswagena, w jednym z głośniejszych wywiadów powiedział, że „to nie musi być romantyczna historia”. On ma coś dać Wolfsburgowi, a Wolfsburg jemu. Na razie jednak umowa jest realizowana tylko przez jedną stronę – piłkarza. Jasne, VfL źle nie płaci i obsuw w przelewach tam nie ma, ale od strony sportowej czy równie istotnej życiowej nie wygląda to dobrze. Co sezon Wilki mają w założeniu walczyć o puchary, a zamiast tego... ponownie muszą oglądać się za siebie. Jakby tego było mało, sam Wolfsburg... to miasto trudne do życia, bo nic nie ma w nim ani wokół niego. Grabara, który niedawno świętował swoje 27. urodziny, ma tam kontrakt ważny jeszcze do czerwca 2028 roku, ale nie można wykluczyć, że latem będzie chciał wyrwać się z Volkswagen Areny. – Osiadł na mieliźnie – stwierdził Urban. Nazwisko bramkarza z Rudy Śląskiej na pewno nie jest w Niemczech anonimowe, więc można zastanowić się, czy któryś klub z bundesligowej czołówki mógłby go kupić? Czy w którymś znalazłoby się dla niego miejsce? Oto analiza.

Zastąpi Neuera?

Szeroko pojęta niemiecka „góra” składa się dziś z sześciu zespołów (nie należy do niej będące w top 4 Hoffenheim, to raczej wybryk niż nowa siła). Wiadomo, że wyżej niż Bayern nie da się być. Czy Grabara może w niego celować? Przed rokiem spekulowało się, że Monachijczycy mają Ślązaka na liście życzeń. Początkowo miał być zastępcą Manuela Neuera, a potem zająć jego miejsce. Koniec końców Bawarczycy postawili na 22-letniego dziś Jonasa Urbiga, który jednak nie jest pewniakiem (w weekend przyczynił się do pierwszej ligowej porażki). Neuer z kolei w marcu skończy 40 lat i daleko mu do najlepszej formy z przeszłości. Ma wielką aurę i doświadczenie, ale w zestawieniu golkiperów to co najwyżej środek Bundesligi, bo coraz częściej zdarzają mu się błędy i coraz rzadziej daje coś ekstra. Jego kontrakt wygasa po sezonie i jeszcze nie postanowiono, co dalej. Czeka sam Neuer, by zobaczyć, w jakiej będzie dyspozycji fizycznej, a Bayern... nie potrafi mu odmawiać. Jeśli legenda odejdzie, nie wiadomo, czy szefostwo postawi na Urbiga. Zresztą jest jeszcze (wiecznie) wypożyczony do Stuttgartu niespełna 30-letni Alexander Nuebel.

Dortmund i Lipsk – raczej nie

Drugą siłą jest Borussia Dortmund, która ma pewniaka w postaci Gregora Kobela. Szwajcar w grudniu skończył 28 lat i przez wszystkie sezony dał BVB mnóstwo dobrego. Zdaje się jednak, że najlepszy okres ma już za sobą (choć, rzecz jasna, nadal trzyma poziom), stąd gdzieniegdzie można było przeczytać o jego potencjalnym transferze. Tym bardziej że w oddali kuszą go zespoły angielskie. Na ten moment żadnego konkretu nie ma, kontrakt Kobela jest ważny do 2028 i jeśli nic nie wydarzy się w najbliższych miesiącach (a wydarzyć może), furtka z napisem „Dortmund” będzie dla Grabary zamknięta.

Lipsk? Tam reprezentant Polski również najpewniej nie wyląduje. W kapitalnej formie jest niespełna 36-letni Peter Gulacsi (zaraz za Grabarą w rankingu fachowego niemieckiego magazynu), choć jego kontrakt wygasa po sezonie. Na początku roku Węgier miał usiąść z klubem do rozmów, bo podobno obie strony były chętne do prolongaty, ale na razie porozumienia brak. Nawet jeśli Gulcasi odejdzie (na brak chętnych nie narzeka), to RB ma już gotowego następcę – blisko 24-letniego Belga Maartena Vandevoordta, który już tupta nóżkami, by z ławki wskoczyć między słupki.

Przed sezonem po wielu latach doszło do zmiany w bramce niedawnego mistrza Niemiec, Bayeru Leverkusen. Kapitan Lukas Hradecky opuścił Die Werkself, którzy z powrotem do Bundesligi ściągnęli z premierleague'owego Brentfordu Marka Flekkena. 32-letni dziś Holender ma umowę ważną do 2028 roku i choć nie zasługuje na nic ponad słowo „przeciętny”, nie wygląda, aby w Leverkusen chcieli go zastępować. Aczkolwiek... wczoraj wypożyczyli Jonasa Omlina z Borussii Moenchengladbach, bo Flekken uszkodził więzadła w kolanie i nie zagra przez dłuższy czas.

Sytuacja klubu ma swoje przełożenie na reprezentację, a w tej Kamil Grabara chciałby odgrywać główną rolę. Fot. Piotr Matusewicz / Press Focus

Zależni od Bayernu

Pewności między słupkami nie ma we Frankfurcie. Po odejściu doświadczonego Kevina Trappa postawili tam na 22-letniego Brazylijczyka Kauę Santosa, choć ten przez dłuższą część jesieni przegrywał rywalizację z 30-letnim Michaelem Zettererem. Eintracht stracił o gola więcej niż Wolfsburg, ostatnio zwolnił trenera, więc w jego szeregach panuje lekki chaos. Być może latem we Frankfurcie stwierdzą, że warto zainwestować w nowego golkipera (mają pieniądze) i postawią na Grabarę? Byłby to dla niego jakiś progres, choć nie wiadomo, jak Orły przejdą bieżące zawirowania.

Poważnie o Ligę Mistrzów walczy też Stuttgart, który zapewne będzie liczącą się siłą Bundesligi dopóty, dopóki będzie prowadził go trener Sebastian Hoeness. Zdobywcy Pucharu Niemiec mają u siebie wspomnianego Nuebela i to od jego sytuacji uzależniają swój golkiperski byt. Jeśli Bayern weźmie go do siebie, VfB będzie miał dziurę, którą będzie musiał załatać kimś solidnym. Może Grabarą?

A może 27-latek da Wilkom jeszcze jedną szansę i po latach nijakości pomoże im wrócić do pucharów?

Piotr Tubacki

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się