Wąsy

Z DRUGIEJ STRONY - Paweł Czado

Człowiek nigdy nie wie, o czym zaraz napisze felieton – pomysły spływają na niego w sekundę, inspiracją może być wszystko, choćby rozmowa ze sportowcem. Tak właśnie jest z tym tekstem. Przed chwilą rozmawiałem z Januszem Nawrockim, świetnym piłkarzem przełomu lat 80. i 90., reprezentantem Polski. Ciekawa pogawędka ni stąd, ni zowąd skręciła na… wąsy. Okazuje się, że mają one czasem z piłką wiele wspólnego. Ba, futbol może mieć wpływ na decyzję o ich zapuszczeniu. Nawet na całe życie. Nie wierzycie?

Niespełna 40 lat temu, 26 lutego 1987 roku w Wałbrzychu, olimpijska reprezentacja Polki zmierzyła się z Norwegią. Wygrała 2:1 po golach Janusza Nawrockiego i Leszka Kosowskiego. Wiąże się z tym spotkaniem właśnie ta zabawna, choć niepiłkarska – w ścisłym tego słowa znaczeniu – historia. Raczej obyczajowa. Wspomina Janusz Nawrocki: – Raz w życiu zostałem powołany do reprezentacji olimpijskiej. Wtedy składała się generalnie z młodzieżowców, tylko dwaj starsi wiekiem piłkarze mogli według przepisów w niej występować. Jednym z nich byłem ja i – wyobraź sobie – kiedy przyjechałem na zbiórkę, byłem jedynym piłkarzem bez wąsów w tamtym gronie! Zaszokowało mnie, postanowiłem więc też zapuścić. I tak te wąsy polubiłem, że mam je do dziś…

Pośmialiśmy się z Januszem, jednak opowieść – na potrzeby tego tekstu – ma ciąg dalszy. Otóż skłoniła mnie ona do… sporządzenia rankingu najsłynniejszych wąsów w polskim i światowym futbolu. Najpierw chodziło o najlepszą jedenastkę ever wąsaczy made in Poland. Kombinowałem, kombinowałem i… wyszło tak: Młynarczyk – Szymanowski, Wójcicki, Łapiński – Mazur, Matysik, Boniek, Masztaler – Furtok, Szarmach, Gadocha.

Zaskakujące, że polski wąs ma się – historycznie rzecz ujmując – znacznie lepiej… z przodu boiska niż z tyłu. Czyli świetnych wąsatych napastników było w przeszłości znacznie więcej niż obrońców, ledwie na ławkę załapali się więc Marek Leśniak czy Marian Janoszka. Ważny jest też moment noszenia wąsa i kontekst. Do tej drużyny bierzemy tylko wąsaczy, a nie brodaczy – dlatego do jedenastki nie załapał się choćby Stefan Majewski, który w czasach gry w piłkę kojarzył się jednak przede wszystkim z brodą, którą nosił choćby podczas Espana’82, a sam wąs, bez brody, nosił już później, po zawodniczej karierze. Z kolei z tych samych powodów załapał się do tej drużyny Tomasz Łapiński; dziś wicemistrz olimpijski z Barcelony wąsa nie nosi, ale pielęgnował przecież jego piękną blondwłosą wersję właśnie w czasach zawodniczych. Skrajni pomocnicy z kolei za wąsami nie przepadali, dlatego musiałem tam przesunąć znakomitych zawodników drugiej linii operujących zazwyczaj bardziej w środku.

Poszedłem dalej i przy okazji stworzyłem… światową jedenastkę wąsaczy! Oto ona. W bramce Rene Higuita (Kolumbia)… albo David Seaman (Anglia), nie umiem, cholera, się zdecydować… W obronie – Giuseppe Bergomi (Włochy), Juergen Kohler (Niemcy) oraz Viv Anderson – pierwszy czarnoskóry piłkarz w reprezentacji Anglii. W pomocy: Frank Rijkaard (Holandia), Carlos Valderrama (Kolumbia), Ruud Gullit (Holandia) i Rivelino (Brazylia). W ataku opluty przez wąsacza Rijkarda – Niemiec Rudi Voeller (przynajmniej w tej drużynie będą razem), na środku ataku bramkostrzelny Walijczyk z Liverpoolu Ian Rush oraz – tej nacji nie mogło przecież w zestawieniu zabraknąć – Ricardo Villa (Argentyna). Mocny, wąsaty zespół, prawda?

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się