Walka z samym sobą
Lech i Jagiellonia straciły punkty, więc faworyta w walce o mistrzostwo Polski nadal nie widać.
Takie humory towarzyszą piłkarzom, którzy są o krok od... liderowania ekstraklasie. Fot. Kacper Pacocha/PressFocus
WYDARZENIE KOLEJKI
Walka o tytuł mistrza Polski wygląda w tym sezonie... dramatycznie. Trudno nawet stwierdzić, kto jest faworytem. Na czele jest Lech, ale jego przewaga nad konkurencją jest marna. Nie jest to jednak tylko problem Kolejorza, ale całej ekstraklasy.
Regularnie zawodzą
Lider po 28 kolejkach ma 46 punktów. Gdyby taki wynik osiągnął rok temu, nie byłby nawet w pobliżu podium. W poprzednim sezonie na tym etapie prowadził Raków z 59 pkt. Lech miał 56, a Jagiellonia 55 „oczek”. Czy w ciągu roku poziom ekstraklasy spadł? A może liga stała się bardziej wyrównana? Niezależnie od tego, co tu jest prawdą, fakty są takie, że wyścig o mistrzostwo kraju jest obecnie walką słabego... ze słabszymi.
Jak to możliwe, że w ostatnich dziesięciu ligowych meczach Jagiellonia wygrała tylko dwa razy, regularnie traci punkty, a nadal jest w czołówce?! W piątek Białostoczanie zremisowali Koroną 1:1. Przed spotkaniem trener Adrian Siemieniec szukał recepty. – To, czego nam w tym momencie brakuje, to wygrania meczu. Tego musimy szukać – stwierdził. Ostatecznie jego zespół był w stanie zdobyć bramkę dopiero z rzutu karnego. Duma Podlasia regularnie zawodzi, przegrywa czy remisuje, traci punkty i... dalej ma bardzo realne szanse na złoto!
A jednak znalazła się siła
Nie ma w tym sezonie zespołu, który wykorzystałby wszystkie potknięcia faworytów, choć ci potykają się niemal co krok. Jagiellonia jest tylko jednym przykładem, kolejnym jest Lech. Poznaniacy wiedzieli, że ekipa z Podlasia w piątek zremisowała, więc mieli niezwykłą okazję, żeby znacząco zwiększyć przewagę. Wydawało się, że wyjdą na mecz z GKS-em Katowice podwójnie zmotywowani, że nie znajdzie się siła, która powstrzyma ich przed zwycięstwem. Tymczasem w pierwszej połowie piłkarze mistrza Polski wyglądali, jakby wyszli ze sobą na boisko po raz pierwszy. Otrząsnęli się po zmianie stron i zremisowali. – Czuję rozczarowanie, bo nie zwiększyliśmy przewagi w tabeli – rzucił Niels Frederiksen po ostatnim gwizdku. Rozczarowanie jest oczywiste, bo zamiast mieć cztery punkty przewagi nad Zagłębiem i pięć nad Jagiellonią, Lech w następnej kolejce – jeśli przegra – może znaleźć się na niższym stopniu podium.
Rozwój strefy spadkowej
Czy więc jest ktoś, kto postawiłby fortunę na to, który zespół zostanie mistrzem Polski? Lech? A może Zagłębie? A może Jagiellonia lub Górnik – ekipy, które mają tyle samo punktów. Może serię zwycięstw zaliczą GKS Katowice i Raków, prześcigając na ostatniej prostej Kolejorza? A może Wisła Płock powróci na szczyt? Scenariuszy może być wiele i wszystkie są możliwe, co oczywiście sprawia, że liga jest ciekawsza. Ale czy staje się lepsza? Na pewno podwyższył się poziom dołu tabeli (poza Bruk-Betem) – w poprzednim sezonie po 28. kolejce w strefie spadkowej były Puszcza, Śląsk i Stal Mielec, które uzbierały odpowiednio 26, 25 i 24 pkt. Teraz w analogicznej sytuacji są Pogoń, Widzew i Bruk-Bet z dorobkiem punktowym 34, 33, 25.
Kacper Janoszka
