Walijska przygoda
Po kilku latach przerwy Michał Baniak wrócił do sędziowania na Wyspach Brytyjskich.
Michał Baniak wobec żadnego zawodnika nie stosuje taryfy ulgowej.
Ziemia obiecana
Michał Baniak ukończył Wydział Kultury Fizycznej i Promocji Zdrowia Uniwersytetu Szczecińskiego. - Nie podjąłem jednak pracy jako nauczyciel wychowania fizycznego, lecz dostałem pracę w banku - wyjaśnia. - Za namową starszego brata Bartłomieja wyjechałem na Wyspy Brytyjskie, konkretnie do Walii. Wspólnie z narzeczoną Kamilą zamieszkałem w Newport. Podjąłem wówczas pracę fizyczną w firmie żywieniowej w miejscowości Rogerstone, położonej 10 kilometrów od Newport. Jeszcze przed wyjazdem na Wyspy Brytyjskie u tłumacza przysięgłego przetłumaczyłem swoją licencję na język angielski, ponieważ wiązałem i nadal wiążę swoją przyszłość z sędziowaniem.
Od tamtej pory wiele się zmieniło, Michał Baniak ożenił się z Kamilą, doczekali się dwóch córek - Leny (obecnie 9 lat) i Toli (3 lata). - W sferze zawodowej wszystko rozwinęło się w pozytywnym kierunku - twierdzi. - Obecnie pracuję jako kontroler jakości w branży mechaniczno-chemicznej. Amerykańska firma, potentat na skalę światową w produkcji akumulatorów, w tym również dla Ministerstwa Obrony Wielkiej Brytanii, czy NATO - Enersys. Po brexicie zdecydowaliśmy się zostać w Walii i kupić tu dom w Rogerstone.
Michał Baniak z żoną Kamilą oraz córkami Leną (z lewej) i Tolą (z prawej). Fot. archiwum Michała Baniaka
Bez znajomości
Nie mając w walijskim środowisku sędziowskim żadnych znajomości, Michał Baniak zdecydował się na kontakt drogą mailową. - Wysłałem list motywacyjny do legendarnego sędziego walijskiego, Rodgera Gifforda, który był szefem tamtejszych sędziów - wspomina Michał. - Byłem pełen obaw, że odrzuci moją prośbę, bo przecież pochodzę z Europy Wschodniej. Tymczasem ku mojemu zaskoczeniu otrzymałem pozytywną odpowiedź. Pan Gifford zaakceptował moją licencję, a na dodatek od razu „wrzucił” mnie na 5. poziom ich hierarchii sędziowskiej. Tych poziomów na Wyspach jest 10. Byłem szczęśliwy, bo inni sędziowie, którzy przybyli z Polski, nie zostali pozytywnie zweryfikowani i musieli zaczynać praktycznie od zera. A w kraju gwizdali w wyższych ligach niż ja... Dodam, że na swoim poziomie byłem jedynym obcokrajowcem, pozostali sędziowie to Walijczycy. W roku 2016, będąc na poziomie Welsh Premier jako asystent i jako sędzia główny w ówczesnej Division 1 (odpowiednik 2. ligi walijskiej), zdecydowałem się na przerwanie kariery sędziowskiej. Decyzja, choć niezwykle trudna, była słuszna. Na świecie pojawiła się bowiem nasza pierwsza córka, kupiliśmy dom, miałem dwie prace. Rodzina i „pogoń za pieniądzem" wzięły górę nad pasją. Przyszedł rok 2022. Czułem się w formie, bo siłownia, biegi długodystansowe, interwały, przynosiły efekty. Podjąłem decyzję - wracam! Musiałem tylko przekonać żonę, ale po wielu próbach się udało. Nawiązałem kontakt z Philem Thomasem, stojącym na czele departamentu sędziowskiego w Walii (były sędzia asystent FIFA i UEFA, wielokrotnie biorący udział w meczach Ligi Mistrzów - przyp. red.). Na szczęście nie musiałem się przypominać. W związku mnie pamiętali i przyjęli z powrotem z otwartymi ramionami.
Ambitne plany
W międzyczasie w Walii nastąpiła reorganizacja ligi. Welsh Premier pozostało na czele rozgrywek jako najwyższa klasa, ale w miejsce Division 1 i Division 2 pojawiły się Cymru South/Cymru North (2. liga północna i Południowa) oraz Ardal League (również podzielona geograficznie). Następnie w hierarchii znajdują się ligi niższe, odpowiadające naszym ligom okręgowym oraz klasom A, czy B. Po rozmowie z Philem i sprawdzeniu mojej sprawności fizycznej, związek mi zaufał i przydzielono mnie na poziom Ardal League, czyli 3. klasy rozgrywkowej w kraju. Podczas mojego pierwszego sezonu miałem szereg obserwacji prowadzonych przez tzw. smutnych panów. W Walii wygląda to trochę inaczej niż w Polsce. Obserwatorami są głównie młodzi, byli sędziowie, którzy dopiero co zakończyli kariery. Po wszystkich obserwacjach i po zakończeniu sezonu przyszła wspaniała informacja - Tier 2 Nominee, czyli nominowany do awansu na poziom drugi. Zostałem zaproszony na coroczną konferencję do Wrexham, gdzie - mnie i innym nominowanym - przedstawiono, z czym się je Cymru South, oczywiście w razie naszego awansu. Na tę chwilę miałem dwie obserwacje - oceny 8.5 i 8.4, czyli bardzo dobre - i zdałem fitness test. Zostało jeszcze kilka miesięcy i kilka obserwacji. Związek podejmie decyzję na koniec tego sezonu. Oczywiście marzy mi się prowadzenie zawodów na poziomie 2. ligi walijskiej, ale również nie zamykam sobie drzwi przed Welsh Premier. Jestem ambitny po ojcu, więc robię swoje i po cichu wykonuję swoją pracę. FAW (Walijska Federacja Piłkarska) jest przychylna ludziom z zagranicy, czego przykładem jest Valentin Ciuplea, który jest sędzią międzynarodowym FIFA w futsalu, a pochodzi z Rumunii.
Michał Baniak (z prawej) dobrze czuje się w walijskim środowisku sędziowskim. Fot. archiwum Michała Baniaka
Spotkania w pubie
W niższych ligach sędziów nadal obowiązują tylko czarne stroje, w lidze, w której sędziuję, wszystkie kolory są dozwolone. Po meczach zarówno piłkarze obu drużyn, jak i działacze, trenerzy i sędziowie spotykają się w klubowym pubie. Dyskutują o futbolu, ostatnim meczu, nierzadko podjętych przez sędziego decyzjach. Stawki dla arbitrów są na podobnym poziomie jak kiedyś, 70-80 funtów za mecz. Od przyszłego sezonu w Welsh Premier zagości VAR. Do tej pory mecze odbywają się bez tego systemu pomocy sędziemu. W kwestii ławek rezerwowych dużo się pozmieniało. Kiedyś były one po przeciwnych stronach boiska, ale obiekty sportowe rozrastają się i idą z biegiem czasu. Dzięki dobrym wynikom narodowej reprezentacji, czy sukcesowi TNS (awans do fazy grupowej Pucharu Konfederacji - przyp. red.), piłka nożna staje się dla Walijczyków coraz ważniejsza, a co za tym idzie, liga piłkarska, jak i infrastruktura stale się rozwijają.
Święta po polsku
Święta spędzamy normalnie, po polsku, ze wszystkimi polskimi tradycjami. W Walii otwieranie prezentów odbywa się w Christmas Day, czyli 25 grudnia rano. W naszym „Polsko-piłkarskim” domu, po staremu, z pierwszą gwiazdką 24. Koniecznie muszę dodać, że bez wsparcia małżonki, jak i motywacji ze strony przyjaciół Walijczyków, nie wróciłbym do sędziowania. Jak każda pasja, „gwizdanie” zabiera sporo czasu rodzinnego. Na obczyźnie, często bez pomocy dziadka, babci ten czas jest na wagę złota. Mnie udało się to połączyć. Mój przyjaciel Walijczyk, włoskiego pochodzenia, Andreas, zawsze mi powtarza - jeśli kochasz sędziowanie - GO FOR IT! I taką mam radę dla wszystkich. Bo mimo życia za granicą i już 39 lat znalazłem czas oraz chęci, żeby dalej się rozwijać w kierunku swojej pasji... W naszym domu obowiązuje tylko i wyłącznie język polski, choć dziewczynki rozmawiają płynnie po angielsku. Czasami zauważam, że ze starszą córką łatwiej rozmawia mi się w języku angielskim. Chyba jest to zrozumiałe z powodu ilości czasu, jaki spędza z brytyjskimi rówieśnikami. Mimo że w całym kraju ostatnio jest nacisk na naukę walijskiego, jest on językiem wymarłym, przede wszystkim na południu Walii, gdzie mieszkamy. Na północy i w centrum kraju można spotkać duże grupy porozumiewające się w tym języku. Nasze dzieci znają podstawowe zwroty, których nauczyły się w szkole.
Michał Baniak może liczyć na wsparcie swojego ojca, Bogusława (z lewej). Fot. archiwum Michała Baniaka
Rodzice kibicują
- Nigdy nie wtrącałem się do sędziowania Michała - podkreśla jego tata, Bogusław Baniak. - Nie zabraniałem mu tego, ale też nie namawiałem. To był jego wybór. Teraz kibicuję mu, wspieram go i wierzę, że sobie poradzi. To będzie dla niego doskonała szkoła przeżycia. Oczywiście bywałem na jego meczach i cieszyłem się, gdy go chwalono. Michał jest bardzo ambitny i wytrwały, a to cechy, które są nieodzowne w tej profesji.
Elżbieta Baniak dosyć regularnie odwiedza w Walii synów, synowe oraz wnuczki i również mocno trzyma kciuki za karierę sędziowską Michała.
Bogdan Nather
