Walczymy o pełną pulę!
Rozmowa z Robertem Załęskim, byłym piłkarzem Rakowa
Robert Załęski grał w Rakowie w latach 80. i 90. Fot. własne
Jaką ocenę wystawiłby pan Rakowowi za rundę jesienną, patrząc na wszystkie rozgrywki?
- Trudna sytuacja do jednoznacznej oceny, bo trzeba ją ująć na kilku płaszczyznach. Za wyniki na pewno bardzo wysoka na wszystkich frontach. One się bronią same i nie można ich inaczej ocenić. Sama gra nie wyglądała już jednak tak różowo, bo to nie jest to, na co stać Raków. Gdyby podnieść nieco jakość gry, wyniki byłyby jeszcze lepsze, choć patrząc tylko na nie, wydaje się, że drużyna zrobiła co do niej należało. Jest jednak jeszcze nad czym pracować jeśli chodzi o styl, jakość, zaangażowanie oraz efektywność. W skali szkolnej powiedziałbym bardziej cztery z plusem niż pięć minus.
Jakie wzmocnienia zimą wydają się najbardziej potrzebne?
- Są konieczne, bo tak jak wspomniałem,patrząc okiem kibica, nie można być w pełni zadowolonym ze stylu. Trzeba pamiętać, że kilka meczów było przepchniętych na styku. To nie było to, do czego Raków przyzwyczaił w przeszłości. Co do transferów, to nie ma znaczenia ile ich będzie, tylko jakie one będą. 2-3 klasowych zawodników, którzy podnieśliby jakość zespołu w zupełności by wystarczyło. Jak pamiętamy w ostatnim czasie transferów do Rakowa było bardzo dużo, a większość raczej średnio udana. Kolejne ruchy już nie powinny się okazywać niewypałami. Braki są przede wszystkim w ofensywie. Nie potrafimy strzelać bramek na zawołanie i na tym skupiłbym się w pierwszej kolejności.
Pytanie, które zadaje sobie chyba najwięcej osób, czy Łukasz Tomczyk sprosta zadaniu trenera w klubie z tak dużymi ambicjami?
- Przyznam szczerze, że też je sobie zadaję. Nie ma tutaj gotowej odpowiedzi, bo wszystko jest zależne od dużej ilości czynników. Zobaczymy jaką kadrą i sztabem będzie dysponował, jak ułoży drużynę, jak szybko się zaaklimatyzuje. Pozycję startową ma wyśmienitą, aczkolwiek sytuacji nie ma łatwej. Każde potknięcie może być szybko krytykowane, a ewentualny sukces pewnie po części będzie przypisywany trenerowi Papszunowi. Nie zazdroszczę Łukaszowi, ale mocno trzymam za niego kciuki. Ważne, że to człowiek stąd i mam nadzieję, że sobie poradzi.
Powinniśmy się raczej spodziewać kontynuacji tego, co zbudował Marek Papszun, czy autorskiego projektu trenera Tomczyka?
- Trudno byłoby o kontynuację jednoznaczną, bo to jest zupełnie inny charakter trenera. Bazuje na innym przygotowaniu merytorycznym. Nie ma co iść w powielanie trenera Papszuna, bo wystarczy sobie przypomnieć jak wyszło to Dawidowi Szwardze, który do końca sobie jednak nie poradził. Łukasz powinien skoncentrować się na własnej formule i próbować prowadzić drużynę po swojemu. Najważniejsze będzie zachowanie dotychczasowych wyników.
Zwycięstwo w Lidze Konferencji oddałby pan za mistrzostwo oraz Puchar Polski razem wzięte?
- Naprawdę trudne pytanie… Chyba każdy odpowiedziałby podobnie, że nie ma czego oddawać, tylko walczyć o wszystkie trofea. Raków powinien do końca walczyć na każdym froncie dopóki będzie możliwość końcowego triumfu. Jesienią pokazał, że potrafi sobie radzić w takiej grze, mógł być liderem zarówno ekstraklasy, jak i Ligi Konferencji. Drużyna, będąca na takim poziomie jak Raków, musi mierzyć wysoko, zatem walczymy o pełną pulę!
Rozmawiał Mariusz Rajek
