W transferach się dzieje

TRYBUNA KIBICA

Ostatnia prosta przed startem ligi i troszkę w szeregach Górnika się pozmieniało. W chwili, gdy pisany jest ten felieton, nie było jeszcze oficjalnego potwierdzenia, ale wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że Górnika opuszczą Damian Rasak i Norbert Wojtuszek, a do klubu przyszli Sondre Liseth i Abbati Abdullahi. W środku pola pod względem liczebnym nic się więc nie zmieni, a kwestie jakościowe będzie można ocenić po kilku meczach, choć Norweg wyglądał całkiem nieźle w sparingach. Za to zawodnik z Afryki jest wielką niewiadomą, ale biorąc pod uwagę kierunek, wiek i długość kontraktu można wnioskować, że jest to długofalowa inwestycja. Strata Wojtuszka może troszkę boleć, bo końcówkę rundy miał bardzo dobrą, ale też na tej pozycji „biedy nie ma”, a sam zawodnik wskoczył do składu przez kontuzje Manu Sancheza i Dominika Szali. Wcześniej był rzucany po różnych pozycjach i wypożyczeniach, więc można tę decyzję zrozumieć. 

Nie ma też co rozpaczać w przypadku Rasaka, bo na ten scenariusz byliśmy szykowani od dawna i nawet otwarcie mówiono o dżentelmeńskiej umowie między klubem a zawodnikiem. My coś zarobimy, zawodnik może się sprawdzić w zagranicznym klubie, a w świat idzie przykład, że nie robimy piłkarzom pod górę. Można tu też podać przykład Pacheco, gdzie na jego miejsce udało się znaleźć świetnego zawodnika, jakim jest Hellebrand, a wśród kibiców nie brakowało komentarzy pełnych żalu, rozczarowania czy złości na decydentów w klubie. Tylko szybko zamieniło się to w „umarł król, niech żyje król”. 

Jeśli Górnik chce się rozwijać i budować swoją wielkość, musi potrafić zachować ciągłość, więc zmiany personalne nie powinny zakłócać działania i rozwoju. Należy przede wszystkim dążyć do tego, by zmiany były krokiem do przodu. Muszą nam przyświecać coraz ambitniejsze cele i wiąże się to z brakiem strachu przy podejmowaniu takich decyzji. Tracimy zawodnika? Ok, na jego miejsce znajdziemy lepszego. Może to utarty slogan, ale „kto stoi w miejscu, ten się cofa” jest świetną przestrogą przed popadaniem w marazm.