W trakcie maratonu

Przed Medalikami jeszcze cztery mecze do rozegrania w tym roku, w tym trzy u siebie. W ilu z nich na ławce trenerskiej zasiądzie Marek Papszun?

Marek Papszun najprawdopodobniej w niedzielę poprowadzi Raków po raz ostatni. Fot. Piotr Matusewicz / Press Focus

RAKÓW CZĘSTOCHOWA

Począwszy od meczu z Piastem (1:3) wicemistrz Polski gra bez wytchnienia co trzy dni. – Na pewno taki maraton nie jest łatwy, ale z drugiej strony jest to przyjemne. Gra na trzech frontach to duża sprawa, powód do dumy i bodziec do dalszej pracy – mówi Patryk Makuch, którego trafienie piętą ze Śląskiem we Wrocławiu (2:1) zapewniło Rakowowi awans do ćwierćfinału Pucharu Polski. – Staram się robić swoje, być jak najbardziej produktywnym i pożytecznym dla zespołu – dodał ofensywny pomocnik.

Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że saga z przejściem Marka Papszuna do Legii dobiega końca i niedzielny mecz z GKS-em Katowice będzie jego pożegnaniem – zakończeniem blisko 9,5-letniej przygody (z roczną przerwą) z częstochowskim klubem. Od poniedziałku w Częstochowie może pojawić się Łukasz Tomczyk, ale oficjalnego potwierdzenia tych informacji jeszcze nie ma.

Kibiców nieco zmartwiła informacja o kontuzji na przedmeczowej rozgrzewce we Wrocławiu Stratosa Svarnasa oraz dość wczesne, bo w 66 minucie, zejście Jonatana Brunesa, ale najprawdopodobniej obaj będą do dyspozycji w najbliższym meczu. W przypadku Norwega w ogóle nie było mowy o żadnym urazie, taką taktyczną decyzję podjął Papszun. Natomiast Grek podbił piętę, jest jeszcze szczegółowo diagnozowany, ale najprawdopodobniej tonic groźnego.

Mariusz Rajek

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się