W stronę przesytu i przesady

Z DRUGIEJ STRONY - Andrzej Grygierczyk

Na stronie 9 piszemy o niezwykłej piłkarskiej imprezie pod nazwą Qatar Football Festival. Odbędzie się ona – jak sama nazwa wskazuje – w Katarze, a zjadą na nią Hiszpania, Argentyna, Egipt, Arabia Saudyjska, Serbia, pojawi się też oczywiście reprezentacja gospodarzy. Gwoździem programu ma być starcie Hiszpanii (mistrz Europy) z Argentyną (mistrz Ameryki Południowej), reszta pojawia się co najwyżej dla kasy.

Na stronie 12 piszemy o przymiarkach do częściowej przeprowadzki do Europy rywalizacji w lidze NBA, oczywiście z udziałem drużyn ze Starego Kontynentu, a głównie z najbardziej znanych (liczących się) miast, m.in. Mediolanu, Rzymu, Monachium, Aten. Mówi się też o Madrycie, Barcelonie, Manchesterze. Co prawda wszystko to jest na razie w powijakach, toczą się rozmowy, polemiki i kłótnie, burzą się organizacje prowadzące rozgrywki na Starem Kontynencie (zwłaszcza Euroliga, która w NBA widzi dla siebie konkurencję), ale ziarno zostało rzucone... Czy zakiełkuje?

Trudno nie skojarzyć tego typu inicjatyw z pomysłem, który kilka lat temu forsowały czołowe europejskie kluby piłkarskie, mianowicie z Superligą, która z założenia byłaby konkurencją dla Ligi Mistrzów, a którą to inicjatywę utrąciła UEFA.

Co tu dużo mówić - za każdą z tych inicjatyw stoją pieniądze, grube pieniądze, o nie w tej zabawie chodzi przede wszystkim. I nic to, że najwięksi już opływają w dostatki wręcz nieprzyzwoite; chcą więcej i więcej, a głównie po to, żeby przyciągać wszystkich, którzy w danym sporcie są najlepsi. Po to, żeby tymi kawałkami tortu nie dzielić się z maluczkimi. No bo jeszcze fikną, podskoczą, zaczną się rozpychać, stawiać żądania podstawienia  dla nich talerzyka...

Patrzę na te wszystkie pomysły - komercyjne jak najbardziej - z dużą rezerwą, by nie rzec – niechęcią. Zaburzają one bowiem wszystko to, z czym miało się od bardzo wczesnych lat do czynienia. W piłce nożnej były mistrzostwa świata, europejskie puchary (z Pucharem Europy - prawdziwych - Mistrzów Krajowych, Pucharem Europy Zdobywców Pucharów, później z Pucharem Miast Targowych zamienionym na Puchar UEFA), doszlusowały – i słusznie – mistrzostwa Europy. To wszystko w jakimś sensie porządkowało sportowy świat każdego kibica. I młodego, i starego. Kryły się za tym czytelna hierarchia i czytelne, proste reguły, a budziło to niekłamane zainteresowanie i emocje.

Dzisiaj? Przez same tylko europejskie puchary w rozmaitych dyscyplinach zespołowych trzeba przebijać się z przewodnikiem lub ściągawką. Ile jest sposobów, wymiarów i nazw klubowej rywalizacji w siatkówce, koszykówce, piłce ręcznej? Ile klubów startuje w piłkarskiej Lidze Mistrzów, Lidze Europy, Lidze Konferencji i kto od której fazy (prekwalifikacji, kwalifikacji, fazy ligowej, fazy pucharowej) zaczyna? Łatwo się pogubić, za to trudno tak naprawdę poddać się emocjom, zainteresować; przynajmniej do tego momentu, w którym akty rywalizacji wreszcie stają się łatwe do odczytania i zinterpretowania.

Czy więc nie jest tak, że sportowy świat świadomie kroczy w stronę przesytu i przesady, a w sumie podporządkowaniu rywalizacji wyłącznie kategorii pieniądza, a konkretniej - zysku? Mając zarazem w głębokim poważaniu odczucia tysięcy kibiców?

Szczęśliwie wiele z tych działań napotyka skuteczny opór, tak ze strony rozmaitych organizacji (notabene ich byt za sprawą konkurencyjnych przedsięwzięć mógłby zostać zagrożony), jak też ze. strony samych kibiców, tych o tradycyjnym podejściu do sportowej rywalizacji. Tylko na jak długo starczy im sił, woli i możliwości?

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się