W strefie niebytu
Rozczarowanie, niedosyt, niespełnienie, rozgoryczenie, żal i przykra niespodzianka – oto uczucia towarzyszące jesienią kibicom Odry.
Od przegranej w stolicy z Polonią zaczęła się fatalna passa Odry - z lewej Kacper Przybyłko, który nie spełnił pokładanych w nim oczekiwań - w końcówce jesieni: trzy przegrane z rzędu. Fot. Tomasz Jastrzębowski / Press Focus
Podsumowując rundę jesienną w wykonaniu podopiecznych trener Jarosław Skrobacz rozpoczął od tego, że latem w zespole nastąpiło dużo zmian. Podkreślił, że pojawili się nowi zawodnicy, którzy potrzebowali czasu na stworzenie drużyny, na poznanie się i zrozumienie poza boiskiem, ale przede wszystkim na murawie. Ba, transfery dokonywane były jeszcze w trakcie rundy, bo Kacper Przybyłko dołączył do zespołu 7 sierpnia, a liga ruszyła 17 lipca. Natomiast Cassio, choć kontrakt podpisał 2 lipca, długo musiał czekać na dopełnienie formalności i dopiero miesiąc później był do dyspozycji trenera.
Dlatego porażkę 0:3 na inaugurację sezonu można było wytłumaczyć brakiem zgrania, ale gdy od drugiej kolejki niebiesko-czerwoni zaczęli punktować, wygrywając z Miedzią i Pogonią Siedlce wydawało się, że złapali właściwy rytm. Maszerowali w nim do 80 minuty spotkania w Mielcu. To, co wydarzyło się w końcówce spotkania ze Stalą było sygnałem, że opolanie nie są drużyną na miarę oczekiwań swoich kibiców.
Grając z przewagą jednego zawodnika Odra, prowadząc 1:0, pozwoliła sobie na stratę 2 goli. Rozbici tą porażką podopieczni Jarosława Skrobacza 3 dni później na swoim boisku ulegli Zniczowi, dla którego były to pierwsze punkty zdobyte w sezonie.
Wprawdzie w następnych 7 ligowych potyczka Odra nie doznała porażki, ale brak skuteczności dawał się już wtedy we znaki, bo aż 5-krotnie spotkania kończyły się remisami. Takie rezultaty, jak 2:2 z Wisłą w Krakowie, gdzie gospodarze dwukrotnie odrabiali stratę, czy 2:0 z Wieczystą w Opolu, znowu jednak dały nadzieję sympatykom piłki nożnej z historycznej stolicy Górnego Śląska na włączenie się do walki o miejsce w strefie barażowej.
Jeszcze po 14. kolejkach opolanie byli na 8. miejscu ze stratą 2 punktów do strefy barażowej, ale na finiszu tegorocznych zmagań ich licznik się zaciął. Porażki w 3 ostatnich spotkaniach sprawiły, że zespół ze stolicy polskiej piosenki znalazł się w gronie drużyn, które wiosną nie będą grały szlagierów. Z tego punktu widzenia najważniejszy był wynik meczu 18. kolejki. Rewanż za głogowską inaugurację został w Opolu przegrany i wtedy można już było stwierdzić, że niebiesko-czerwoni są typowym średniakiem. Zimę spędzą, mając 8 punktów straty do zajmującej 6. pozycji Wieczystej,więc patrzenie w górę nie będzie dominowało w czasie przygotowań do rundy wiosennej. Z drugiej strony - 9 „oczek” więcej od GKS-u Tychy, otwierającego strefę spadkową, stawia Odrę w strefie komfortu i niebytu zarazem.
Dlatego w ocenie rundy jesiennej w wykonaniu Odry słychać słowa: rozczarowanie, niedosyt, niespełnienie, rozgoryczenie, żal czy przykra niespodzianka. Świadczy to jednak równocześnie o tym, że potencjał opolan jest znacznie większy niż pokazuje to ich miejsce w tabeli, a więc wiosną można liczyć na więcej.
jaD
