W stanie „flow”
Piąte zwycięstwo z rzędu odnieśli Niebiesko-czerwoni i w momencie końcowego gwizdka niedzielnego meczu byli wiceliderem!
Radość bytomskich bohaterów meczu: Lucjana Zielińskiego (nr 7) i Grzegorza Szymusika (nr 14). Fot. Marcin Bulanda / Press Focus
Lechia wygrała siedem z dziewięciu ostatnich gier ligowych i w ciągu dwóch miesięcy stała się poważnym kandydatem do awansu. Przed jej meczem w Bytomiu mało kto chciał jednak pamiętać, że to Polonia miała najmniej porażek w tym sezonie, a jej passa nieprzegranych gier trwa już niemal trzy miesiące!
Gdańskie pociski
Dobra seria Niebiesko-czerwonych została w niedzielę podtrzymana, choć Gdańszczanie rzucili do boju wszystkie swe armaty, łącznie ze współliderem klasyfikacji strzelców, Arturem Szachem. Nie ukraiński snajper wszakże, a jego rodak, obrońca Danyło Małow, przyprawił o palpitacje serca kibiców gospodarzy, gdy w 17 min po jego bombie z 25 metrów piłka prześlizgnęła się po poprzeczce bytomskiej „świątyni”. Potem swoją robotę – gdy w okienko pocelował mu Tomasz Wójtowicz – profesjonalnie wykonał Wojciech Banasik.
Co tu robi boczny obrońca?!
Gospodarze renomy spadkowicza nijak się natomiast nie ulękli. Już w 54 sekundzie mógł im dać prowadzenie Daniel Rumin, ale z bliska – mając obrońcę na plecach – nie wcelował w światło bramki. Potem parokrotnie strzału z dystansu szukał Mikołaj Łabojko (w 38 min zmusił do dużego wysiłku dobrze sobie znanego Axela Holewińskiego), aż wreszcie stało się. Uderzenie Krzysztofa Wołkowicza z dystansu co prawda nie było takim, jakie marzyło się obrońcy Polonii, jednak piłka trafiła pod nogi Grzegorza Szymusika, który zagrał w bok do Lucjana Zielińskiego. Ten zaś z 7 metrów – technicznie puścił „szczura” do siatki gości!
- Co boczny obrońca robi w środku pola karnego rywala? Czuje mecz, idzie za akcją, jest w stanie „flow” – radośnie wyjaśniał prawy defensor Polonii. I dodawał, że – czując przeciwnika na plecach – nie miał zamiaru uderzać z półobrotu. - Za to kątem oka zobaczyłem, że Lucek jest lepiej ustawiony, więc wypieściłem mu piłeczkę – dodawał z uśmiechem.
Budowanie i burzenie
- Cieszę się, że tak to wykończyłem, bo to był bardzo ważny moment. Buduje mnie to. Złapałem na tyle luzu i spokoju, że przychodzi mi to łatwo i mam nadzieję, że będzie coraz lepiej – dla Lucjana Zielińskiego był to już czwarty w tym sezonie gol. Ma też pięć asyst, a takich liczb jeszcze na boiskach pierwszoligowych nie miał!
- Bramka do szatni na pewno miała wielkie znaczenie i nawet mniejsza o minutę; po prostu zespół trafiający jako pierwszy najczęściej wygrywa. Nam dodało to pewności siebie, a u rywala mogło ją trochę zburzyć – podsumowywał wagę tego trafienia trener Konrad Gerega.
Trzeba rywala sprowokować!
Lechia miała zatem co odrabiać – i bardzo tego chciała. Tuż po przerwie świetną okazję na wyrównanie – z pięciu metrów – zmarnował Vladislav Blanuta. Goście spychali miejscowych w pole karne, ale ci bronili się mądrze i ofiarnie. A na koniec Polonia miała jeszcze ostatnią instancję, czyli Wojciecha Banasika, który zanotował dwie bajeczne interwencje w sytuacji „jeden na jeden” z Kevinem Dodajem. - Trafił we mnie po prostu – uśmiechał się przekornie golkiper bytomski, a potem analizował tę sytuację merytorycznie. - Jako bramkarz muszę spróbować sprowokować rywala, by właśnie to zrobił – wyjaśniał.
Scenariusz Axela
Najlepszą okazję na podwyższenie prowadzenia mieli gospodarze: po wrzutce Benedika Miocia z wolnego, Jakub Szymański „główką” odwrócił centrę: piłka trafiła w wewnętrzną część słupka, przedefilowała wzdłuż linii bramkowej i padła łupem Axela Holewińskiego! Były Polonista był pełen uznania dla niegdysiejszych kolegów z szatni. - Chłopaki walczyli mocno, poświęcali się wślizgami. To była ta Polonia, którą pamiętam! - komplementował Bytomian. - Nie miałbym nic przeciwko scenariuszowi, w którym do ekstraklasy awansuje Bytom i Gdańsk – dorzucał bramkarz, zapraszany przez fanów Niebiesko-czerwonych do powrotu na Piłkarską.
Dariusz Leśnikowski
OCENA MECZU ⭐ ⭐ ⭐
◼ Polonia Bytom – Lechia Gdańsk 1:0 (1:0)
1:0 – Zieliński, 44 min
POLONIA: Banasik – Szymusik, Krzyżak, Szymański, Wołkowicz – Stefański (59. Peña), Łabojko, Mioć (87. Konieczny), Andrzejczak, Zieliński – Rumin (73. Wojtyra). Trener Konrad GEREGA.
LECHIA: Holewiński – Kopasek, Mavraj, Łopata, Małow – Wójtowicz (67. Mena), Iwanow, Szczepankiewicz (80. Adkonis), Dodaj (88. Sonko) – Blanuta, Szach (80. Głogowski). Trener Władysław ŁUPASZKO.
Sędziował Mateusz Jenda (Warszawa). Widzów 1728. Żółte kartki: Szymański, Wołkowicz, Szymusik – Dodaj, Małow, Łopata, Blanuta.
Raport z ambulatorium
◼ Cztery tygodnie pauzować ma Kamil Orlik po uszkodzeniu więzadeł w stawie skokowym w meczu z Odrą Opole.
◼ Trudniej określić okres nieobecności Danyło Beskorowajnego, którego zabrakło w ekipie gdańskiej. - Ma kontuzję mięśniową, leczenie może potrwać zarówno dwa, jak i dziesięć dni – mówił trener Władysław Łupaszko. Z powodu kontuzji w jego drużynie nie było też Tomasza Neugebauera.
Przerwa? Nie, sparingi
By utrzymać swe zespoły w rytmie meczowym, obaj szkoleniowcy na czas przerwy reprezentacyjnej zaplanowali sparingi. Lechia zmierzyć się ma z Rakowem, Bytomianie zagrają z Górnikiem Zabrze.
