W sezonie piękne są tylko chwile...
… mógłby zaśpiewać o Rakowie Ryszard Riedel, gdyby żył i nie byłby to raczej utwór specjalnie długi. Dla Częstochowian był to wybitnie letni sezon – ani dobry, ani zły.
Braut Brunes skończył sezon z 16 golami. Czy to wystarczy do wymarzonego transferu? Fot. Grzegorz Misiak/PressFocus
Drugie miejsce w fazie ligowej Ligi Konferencji (tak bardzo roztrwonione wiosną), odwrócenie losów rywalizacji w meczu z Lechem (od 0:2 do przerwy do 2:2), po którym Raków złapał wyjątkowo dobrą serię na wszystkich frontach, czy wygrany w niesamowitych okolicznościach półfinał Pucharu Polski z GieKSą (5:4 po karnych) – by oddać też coś Łukaszowi Tomczykowi. Z tych momentów zapamiętamy Raków w kończącym się sezonie.
Punkt zwrotny to bezapelacyjnie telenowela z odejściem Marka Papszuna do Legii. W polskich realiach sytuacja dość niespotykana, kiedy to trener chce jak najszybciej zmienić pracodawcę, a ten robi wszystko, aby go nie puścić. W końcu legendarny szkoleniowiec po meczu z Omonią (1:0) 18 grudnia na Cyprze odszedł do stolicy, zostawiając Raków w znakomitym położeniu – z punktem straty do lidera w ekstraklasie, na szczycie LK oraz w grze o Puchar Polski. Wystarczyło tego nie zepsuć. No właśnie… O tym, że wymuszona zmiana szkoleniowca w grudniu nadal siedzi w Michale Świerczewskim, najlepiej świadczy jego wpis gratulujący Lechowi Poznań mistrzostwa Polski. Zdanie: „Gdyby Marek Papszun został w Rakowie, aż tak łatwo byście nie mieli ;)” - oddaje nastroje lepiej niż długi referat.
Wybrany, a może lepiej powiedzieć – wymyślony i namaszczony na następcę Łukasz Tomczyk nie udźwignął tematu, ale też nie było żadnych racjonalnych przesłanek za tym, że stanie się inaczej. W Rakowie chcieli napisać kolejną romantyczną historię, stawiając tym razem na trenera stąd, mającego za sobą trudną przeszłość i pracę w klubowej akademii, jednocześnie nie posiadającego żadnego doświadczenia w ekstraklasie. Happy endu nie było, Tomczyk nie dotrwał nawet do końca sezonu. W czterech ostatnich meczach drużynę poprowadził Dawid Kroczek i zrobił na tyle dobre wrażenie, że ma szansę zostać przy Limanowskiego na dłużej. Decyzja w tej sprawie jednak jeszcze nie zapadła.
Podsumowując: Raków nie dowiózł w tym sezonie niczego, ale też wszędzie był wysoko, o wiele wyżej niż niejeden klub chciałby być. Ligę skończył tuż za podium, ale jednak z pewnym miejscem w europejskich pucharach. W Pucharze Polski katastrofalnie i bez stylu oddał finał z Górnikiem, ale… no właśnie, czwarty raz w sześciu ostatnich sezonach dotarł do finału! W Lidze Konferencji błyszczał jesienią, zatrzymał się na 1/8 finału z solidnym przedstawicielem Serie A, nie będąc jedynie nieznaczącym dla Fiorentiny tłem. O poczuciu przegranej i niedosytu w Częstochowie decydują sukcesy ostatnich lat. Raków ery Marka Papszuna rozpieścił pod Jasną Górą wszystkich tak bardzo, że obecne miejsce – w ścisłej czołówce, ale bez trofeów – odbierane jest jako porażka. A konkurencja nie śpi, w odróżnieniu od Częstochowian już od dawna posiada nowoczesne stadiony, a nie w mglistych obietnicach polityków. Za jakiś czas może się okazać, że sezon 2025/26, dziś odbierany wręcz jako przegrany, będzie rzewnym wspomnieniem – kiedyś to było…
Mariusz Rajek
STRZELCY (51):
16 – Brunes7 – Diaby-Fadiga
4 – Bulat, Ivi Lopez, Makuch
3 – Ameyaw, Repka, Silva,
2 – Pieńko, Rocha
1 – Amorim, Barath, Svarnas
ZŁOTE BUTY (32 piłkarzy)
Brunes 161, Repka 153, Racovitan 152, Bulat 148, Svarnas 145, Ameyaw 143, Diaby-Fadiga 134, Pieńko 125, Tudor 121, Makuch 120, Zych 116, Amorim 114, Silva 112, Trelowski 95, Struski 94, Lopez 86, Barath 67 (tylko jesienią), Mosór 50, Rocha 49, Konstantopoulos 47 (j), Arsenić 40, Dawidowicz 40 (tylko wiosną), Rondić 25 (j), Brusberg 23 (w), Seck 15 (j), Diaz 13 (j), Plavsić 11 (j), Koczergin 10 (w), Otieno 10 (j), Mircetić 9, Ilenić 5 (w), Ojo (w)
